19.01.2025, 23:15 ✶
Nie chciała na niego naciskać, ale nie zamierzała podążać tą samą ścieżką. Ona musiała go chronić za wszelką cenę. Nie wyobrażała sobie bez niego życia, nie wyobrażała sobie momentu, w którym Tristana przy niej zabraknie. Wolałaby się zabić, niż żyć w świecie, w którym go nie będzie. Mogłaby dla większego dobra go odtrącić, mogłaby dla niego zabić, mogłaby dopuścić się czynów naprawdę strasznych - takich, za które nie tylko wysłaliby ją do Azkabanu, lecz również skazaliby na pocałunek dementora.
Jednocześnie nie chciała, żeby Tristan musiał żyć w takim świecie. Nie oznaczało to, że miał teraz sam jeden wrócić do Ministerstwa, stanąć przed samą Harper Moody i powiedzieć, że wraca. Nie oznaczało to, że wymagała od niego, by tropił osoby, które go skrzywdziły. Ale nie chciała, by był przyzwyczajony do tego, że ktokolwiek może nim pomiatać. Bez względu na to, czy chodziło o status krwi, czy niepełnosprawność.
- W przypadku tej rudej nie mogłeś nic, ale od tego masz mnie - powiedziała cicho, wzmacniając uścisk. - Wiem, że nie uderzyłbyś kobiety. Ale gdyby to był mężczyzna... Powinien dostać tym notesem w pysk.
Ostatnie słowa wymruczała w jego klatkę piersiową, tak żeby nie usłyszał ich dokładnie. Ach, nie miała żadnego pomysłu na to, co miałby zrobić. Bo przecież coś musisz zrobić nie było wcale odpowiedzią.
Gdy odsunęła się od niego tak, że mogli dalej iść, nastąpiło to, czego się bała. Masz możliwość żyć normalnie jako czarownica. Ja niestety nie mam tak wysokich przywilejów. Jej dłonie mocno zacisnęły się w pięści - a ręka, którą trzymała Tristana, wcale nie miała słabszego uścisku. Puściła go dopiero w chwili, gdy zdała sobie sprawę z tego, że wbija paznokcie we wnętrze jego dłoni, jednocześnie zaciskając mocno szczęki i odwracając głowę. Cała jej postawa była napięta, nawet wiewiórki nie mogły sprawić, że by się rozluźniła.
- Która to sędzina? - zapytała cicho, niemalże cedząc słowa. Puściła jego dłoń i teraz już nie mogła się powstrzymać: sięgnęła po kolejnego papierosa. Jebane, jebane fajki i jebany nałóg. Olivia się trzęsła, i oczywistym było że ze złości. To, co powiedział o liście który dostał, wcale jej nie pomogło.
- Mój ojciec pracuje w Ministerstwie. Poparłby cię, tak samo jak ja - powiedziała cicho, zaciągając się wcześniej drażniącym jej płuca dymem. Poczuła, że zaczyna jej się odrobinę kręcić w głowie. - Właśnie o to chodzi! Odpuszczając pokazujemy takim jak oni, że mogą się z nami bawić tak, jak chcą.
Wcisnęła sprzedawcy kilka monet, przytrzymując papierosa zębami. Wzięła dwie paczki orzechów, bo jesień zbliżała się wielkimi krokami, a zwierzęta powoli zaczęły robić zapasy. I kawę dla siebie - i to, co chciał Tristan, chociaż jakby chciał herbatę, to dostałby zmarszczeniem brwi.
- Wyszkolisz mnie: jak? Zdziwiłbyś się, gdybym nagle posłała cię zaklęciem na drugi koniec sali treningowej, co? - prychnęła, unosząc dumnie głowę. Niby żartowała, bo uśmiechnęła się po raz kolejny, ale coś w jej oku błysnęło, jakby to nie były przechwałki z czasów Hogwartu. Zanim jednak Tristan mógłby odpowiedzieć, wcisnęła mu paczkę orzechów w dłoń. - Chyba że chcesz mnie drażnić a gdy wybuchnę, to schowasz się za fortecą, zrobioną z poduszek?
Nie mieszkali jeszcze razem, nie rozmawiali jeszcze nawet na ten temat, ale tak to sobie wyobrażała w tej chwili. Byliby we własnym mieszkaniu, on by zostawiał brudne talerze w zlewie, a ona by się wściekała tak, że w końcu poleciałaby zwinięta w kulkę szmatka do wycierania. Kłóciliby się tylko po to, by się pogodzić równie szybko i przeprosić tak czule, że nie powinna o tym myśleć w tej chwili. Ale czy nie wybiegała z tymi myślami za daleko? W jej domu tak właśnie było: szybkie kłótnie, latające poduszki, śmiechy, przekomarzanie się... Żadnych cichych dni, żadnych świństw. Żadnych tajemnic. A ona już jedną przed nim miała. Nie... W sumie dwie. Wywaliła papierosa do popielniczki, nie zatrzymując się lecz i nie przyspieszając specjalnie kroku. Gdzieś z boku przy ławce mignęła im wiewiórka i to tam właśnie pokierowała go Olivia.
Jednocześnie nie chciała, żeby Tristan musiał żyć w takim świecie. Nie oznaczało to, że miał teraz sam jeden wrócić do Ministerstwa, stanąć przed samą Harper Moody i powiedzieć, że wraca. Nie oznaczało to, że wymagała od niego, by tropił osoby, które go skrzywdziły. Ale nie chciała, by był przyzwyczajony do tego, że ktokolwiek może nim pomiatać. Bez względu na to, czy chodziło o status krwi, czy niepełnosprawność.
- W przypadku tej rudej nie mogłeś nic, ale od tego masz mnie - powiedziała cicho, wzmacniając uścisk. - Wiem, że nie uderzyłbyś kobiety. Ale gdyby to był mężczyzna... Powinien dostać tym notesem w pysk.
Ostatnie słowa wymruczała w jego klatkę piersiową, tak żeby nie usłyszał ich dokładnie. Ach, nie miała żadnego pomysłu na to, co miałby zrobić. Bo przecież coś musisz zrobić nie było wcale odpowiedzią.
Gdy odsunęła się od niego tak, że mogli dalej iść, nastąpiło to, czego się bała. Masz możliwość żyć normalnie jako czarownica. Ja niestety nie mam tak wysokich przywilejów. Jej dłonie mocno zacisnęły się w pięści - a ręka, którą trzymała Tristana, wcale nie miała słabszego uścisku. Puściła go dopiero w chwili, gdy zdała sobie sprawę z tego, że wbija paznokcie we wnętrze jego dłoni, jednocześnie zaciskając mocno szczęki i odwracając głowę. Cała jej postawa była napięta, nawet wiewiórki nie mogły sprawić, że by się rozluźniła.
- Która to sędzina? - zapytała cicho, niemalże cedząc słowa. Puściła jego dłoń i teraz już nie mogła się powstrzymać: sięgnęła po kolejnego papierosa. Jebane, jebane fajki i jebany nałóg. Olivia się trzęsła, i oczywistym było że ze złości. To, co powiedział o liście który dostał, wcale jej nie pomogło.
- Mój ojciec pracuje w Ministerstwie. Poparłby cię, tak samo jak ja - powiedziała cicho, zaciągając się wcześniej drażniącym jej płuca dymem. Poczuła, że zaczyna jej się odrobinę kręcić w głowie. - Właśnie o to chodzi! Odpuszczając pokazujemy takim jak oni, że mogą się z nami bawić tak, jak chcą.
Wcisnęła sprzedawcy kilka monet, przytrzymując papierosa zębami. Wzięła dwie paczki orzechów, bo jesień zbliżała się wielkimi krokami, a zwierzęta powoli zaczęły robić zapasy. I kawę dla siebie - i to, co chciał Tristan, chociaż jakby chciał herbatę, to dostałby zmarszczeniem brwi.
- Wyszkolisz mnie: jak? Zdziwiłbyś się, gdybym nagle posłała cię zaklęciem na drugi koniec sali treningowej, co? - prychnęła, unosząc dumnie głowę. Niby żartowała, bo uśmiechnęła się po raz kolejny, ale coś w jej oku błysnęło, jakby to nie były przechwałki z czasów Hogwartu. Zanim jednak Tristan mógłby odpowiedzieć, wcisnęła mu paczkę orzechów w dłoń. - Chyba że chcesz mnie drażnić a gdy wybuchnę, to schowasz się za fortecą, zrobioną z poduszek?
Nie mieszkali jeszcze razem, nie rozmawiali jeszcze nawet na ten temat, ale tak to sobie wyobrażała w tej chwili. Byliby we własnym mieszkaniu, on by zostawiał brudne talerze w zlewie, a ona by się wściekała tak, że w końcu poleciałaby zwinięta w kulkę szmatka do wycierania. Kłóciliby się tylko po to, by się pogodzić równie szybko i przeprosić tak czule, że nie powinna o tym myśleć w tej chwili. Ale czy nie wybiegała z tymi myślami za daleko? W jej domu tak właśnie było: szybkie kłótnie, latające poduszki, śmiechy, przekomarzanie się... Żadnych cichych dni, żadnych świństw. Żadnych tajemnic. A ona już jedną przed nim miała. Nie... W sumie dwie. Wywaliła papierosa do popielniczki, nie zatrzymując się lecz i nie przyspieszając specjalnie kroku. Gdzieś z boku przy ławce mignęła im wiewiórka i to tam właśnie pokierowała go Olivia.