19.01.2025, 16:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2025, 16:56 przez Erik Longbottom.)
— Krzywda? W najgorszym razie magia wystrzeliłaby w powietrze ciebie — zauważył skrzętnie Longbottom, nie dopuszczając do siebie na ten moment myśli, że nieudany czar mógłby faktycznie wyrządzić komuś z nich krzywdę. — Ewentualnie po prostu nie zadziała i będziemy musieli przygwoździć go do ziemi na własną rękę.
Szarpanie się z Charlesem pod wejściem do Kniei Godryka nie było jakoś szczególnie wysoko na liście nocnych fantazji Erika, ale przecież nie mogli mu pozwolić tam wmaszerować jak do siebie. Może zjawy nawiedzające w ostatnich miesiącach lokalne lasy nie były obecnie zbytnio aktywne, ale wynikało to raczej z tego, że Ministerstwo Magii starało się trzymać mieszkańców wioski z daleka od tego miejsca. Kto wie, może teraz były głodne i skusiłyby się na taki kąsek?
Mężczyzna wypuścił głośno powietrze z płuc i wycelował różdżką w plecy chłopaka. Przecież to nie było nic trudnego. W pracy czasem zdarzało mu się w taki sposób unieszkodliwić jakoś złodziejaszka lub uciekiniera. Czemu więc teraz miało pójść inaczej? Wprawdzie nie był w stu procentach wyspany, ale to na pewno niczego nie zmieni, czyż nie? Wystarczył jeden ruch nadgarstka i szybkie szarpnięcie, a z końca różdżki wypłynęła kolorowa wstęga światła, która pomknęła w stronę Charlesa. Jeśli wszystko pójdzie według planu, to zaklęcie powinno unieść Charlesa na dobre półtora metra i zawiesić go w powietrzu, pozwalając mu poruszać się w powietrzu, ale nie przemieszczać w nieodpowiednim kierunku.
— Widzisz, to nic takiego trudne... — zaczął bezwiednie, podchodząc bliżej Juliena.
Nagle przycichł, gdy zdał sobie sprawę z tego, jak blisko było do granicy Kniei. Gdyby nie wyszli z posiadłości tuż za nim, zapewne szybko zgubiliby go między drzewami, a wtedy... Wtedy jedynym ratunkiem chłopaka byłoby jego własne szczęście lub akcja ratunkowa w postaci wolontariuszy zebranych z Warowni i sąsiadów zaznajomionych z Longbottomów. Na twarz Erika wstąpił grymas, gdy wodził nieprzyjemnym wzrokiem po linii drzew.
Szarpanie się z Charlesem pod wejściem do Kniei Godryka nie było jakoś szczególnie wysoko na liście nocnych fantazji Erika, ale przecież nie mogli mu pozwolić tam wmaszerować jak do siebie. Może zjawy nawiedzające w ostatnich miesiącach lokalne lasy nie były obecnie zbytnio aktywne, ale wynikało to raczej z tego, że Ministerstwo Magii starało się trzymać mieszkańców wioski z daleka od tego miejsca. Kto wie, może teraz były głodne i skusiłyby się na taki kąsek?
Mężczyzna wypuścił głośno powietrze z płuc i wycelował różdżką w plecy chłopaka. Przecież to nie było nic trudnego. W pracy czasem zdarzało mu się w taki sposób unieszkodliwić jakoś złodziejaszka lub uciekiniera. Czemu więc teraz miało pójść inaczej? Wprawdzie nie był w stu procentach wyspany, ale to na pewno niczego nie zmieni, czyż nie? Wystarczył jeden ruch nadgarstka i szybkie szarpnięcie, a z końca różdżki wypłynęła kolorowa wstęga światła, która pomknęła w stronę Charlesa. Jeśli wszystko pójdzie według planu, to zaklęcie powinno unieść Charlesa na dobre półtora metra i zawiesić go w powietrzu, pozwalając mu poruszać się w powietrzu, ale nie przemieszczać w nieodpowiednim kierunku.
— Widzisz, to nic takiego trudne... — zaczął bezwiednie, podchodząc bliżej Juliena.
Nagle przycichł, gdy zdał sobie sprawę z tego, jak blisko było do granicy Kniei. Gdyby nie wyszli z posiadłości tuż za nim, zapewne szybko zgubiliby go między drzewami, a wtedy... Wtedy jedynym ratunkiem chłopaka byłoby jego własne szczęście lub akcja ratunkowa w postaci wolontariuszy zebranych z Warowni i sąsiadów zaznajomionych z Longbottomów. Na twarz Erika wstąpił grymas, gdy wodził nieprzyjemnym wzrokiem po linii drzew.
(Translokacja) Próbuję unieść Charlesa-Juliana w powietrze x2
*źle rzuciłem, bo x2, ale w sumie i tak Sukces, wiec chyba bez wiekszego znaczenia :v
*źle rzuciłem, bo x2, ale w sumie i tak Sukces, wiec chyba bez wiekszego znaczenia :v
Rzut N 1d100 - 68
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 94
Sukces!
Sukces!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞