Mruknęła coś pod nosem, na wyliczankę Cathala, nie patrząc na niego, a na budynek.
– Pewnie tak, żadna magia nie jest wieczna – powiedziała, trzymając się pod boki, w skupieniu ściągnąwszy brwi. Zerknęła na Cathala, gdy wyciągnął różdżkę i zaplótł zaklęcie, ale nic się nie stało. Nie powiedział też nic, założyła więc, że efekt był właśnie taki: nie działała tu żadna magia. Z jednej strony to dobrze, bo nie musieli się z nią siłować i uważać aż tak bardzo, a z drugiej… Zagadka była tym większa. Guinevere nie rozumiała, co takiego Cassandra chciała im pokazać. Albo jej. Albo komukolwiek, u kogo ulokowałaby się w głowie – jak to miało miejsce w maju z nią przez tamten dziwny zwój, który na koniec spłonął.
– Coś musi działać na tym obszarze ciągle, skoro nikt się tu nie kręci – dodała i zamknęła ten pochód, ostrożnie wchodząc do budynku za Thomasem. – Tak, lepiej uważać… A ty coś widzisz, Thomas? Twoim czujnym okiem? – z Guinevere był żaden klątwołamacz, nie była też jakoś świetna z rozpraszania magii, bo miała inne zalety i wszyscy tu zebrani doskonale zdawali sobie z tego sprawę
– Mogło tak być. Pytanie czy Blackwoodzi tu żyjący już wymarli całkiem, czy może jednak jest choć jedna żyjąca osoba… Może ktoś jest, może magia jest przywiazana do całego rodu? Może nawet rozciąga się na mugoli? Byłoby ironiczne – tylko sobie na głos gdybała, ostrożnie stąpając po podłodze, brudnej, zakurzonej, uważając, by nie nadepnąć na coś, co spowoduje, że skręci kostkę, albo gorzej. Stan budynku był… cóż. Materiały gniły, a Ginny miała taką kocią ochotę pociągnąć za zasłony i zobaczyć, co się stanie, ale powstrzymała ten kaprys – dłonie aż ją zaswędziały i musiała je zacisnąć na swoich ramionach. Schyliła się, zaglądając do komina, potem przeskanowała izbę, zajrzała do kolejnej… Szukała czegokolwiek, co przyciągnie jej uwagę, co nie będzie tutaj pasowało, albo, co będzie jakąkolwiek wskazówką.
Percepcja
Akcja nieudana
Sukces!