Gdzieś nieopodal zahuczała sowa, jakby ostrzegawczo i z powątpiewaniem. Tylko skąd ten sceptyzm u ptaka?
Nieprzyjazny grymas przebiegł przez twarz Olbrzymki, kiedy usłyszała o krwi jednorożców. Skurwysyny, przeszło jej przez myśl. Zaraz ów grymas przerodził się w niedowierzanie połączone ze złością, wyrażone w zmarszczonych brwiach i zaciśniętych ustach.
Śmierciożercy. Dziwne ugrupowanie tego fanatyka Czarnego Pana, który od niedawna siał postrach w społeczności czarodziejów. Jego poplecznicy również korzystali z renomy swego przywódcy i to korzystali, jak tylko mogli. Od razu zaczęła się zastanawiać, na co im krew tych szlachetnych stworzeń. Dla wzmocnienia? Warzyli z nią jakieś pionierskie eliksiry? Była im potrzebna do jakiejś zakazanej magii? A niech im smocze łajno nosem pójdzie, życzyła wszelkiej maści fanatykom.
— Na pewno ich nie marnowali, bo na rynku potrafią osiągać całkiem ładne kwoty. — mruknęła, spoglądając zza ich kryjówki, ku domowi.
Pusto, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Drzwi z tej odległości wydawały się być zamknięte, ale przecież były jeszcze okna, a poza tym magia… Wiele możliwości.
Odwzajemniła uśmiech, kiedy miodowo oczy z powrotem spoczęły na Brennie. Regina kiwnęła głową i odpowiedziała:
— Może, zanim podejdziemy z pytaniami, to rozejrzymy się po zapleczu? Zawsze można powiedzieć, że nikogo nie było od frontu, nikt nie odpowiadał na pukanie i takie tam.
Poprawiła kapelusz jedną ręką, a drugą poluźniła szalik, bo zrobiło się jej trochę gorąco. Zresztą nie widziała sensu w tym, by dalej zakrywać twarz.
Nie przyszło jej do głowy, że handlarz może z miejsca rozpoznać Brennę, więc ani myślała proponować, by za to ona zakryła twarz lub jakkolwiek inaczej zmieniła swój wygląd. Raz jeszcze zerknęła w stronę domu i z westchnięciem wyszła z kryjówki.
Wymacała różdżkę w lewej kieszeni i podziękowała sobie w duchu, że nie wzięła na całą tę akcję Cymbała. Może i smoczognik był czasem przydatny, ale za nic w świecie nie chciała go narażać, a fakt, że miały wejść do domu jakiegoś męta, zdecydowanie podchodził pod definicję narażania się lub kogoś.
— Masz teraz jakiś konkretny plan czy rozglądamy się, a potem idziemy do głównego wejścia?
Spytała czarownicę, wspierając prawą dłoń na murku i gotując się do przeskoczenia go.
I jeżeli Brenna nie przeszkodzi jej w tym, to Regina raźno wejdzie na teren posesji Elijaha, po czym, szukając wzrokiem jakichś pułapek na nieproszonych gości albo ogólniej rozglądając się za właścicielem terenu, ruszy ku tylnym drzwiom.