04.01.2025, 19:47 ✶
Kiedy Rodolphus chwycił za szklankę, Charles uznał to za swego rodzaju przyzwolenie i sam szybko podniósł naczynie, by upić spory łyk trunku. W butelce wciąż pozostała resztka, w razie braku po prostu sobie doleje. Wraz z zimnym płynem opłukującym gardło poczuł się jeszcze odrobinę lepiej. Nic jednak nie równało się wsparciu Rolpha.
Nieco rozczarowała go wieść o tym, że Lestrange nie zna Baldwina. Co prawda mógł się tego spodziewać - ten Malfoy przecież był nikim - lecz upadało przekonanie Charlesa, że wszyscy czystokrwiści znają się wzajemnie. Szczęśliwie więcej Rolph wiedział o Greybackach… i odpowiedź nawet go ukontentowała.
- Słyszałem o ich wilkołactwie. - Zgodził się, kiwając głową. Czy Scylla była wilkołakiem? A jeśli tak, to co to zmieniało? Zupełnie nic. Jedni mieli piegi, inni niebieskie oczy, jeszcze inni gen likantropii. To się zdarzało. - Dlaczego własna rodzina miałaby zabić tego Greybacka? Sądzisz, że zrobił coś przeciwko rodzinie? ...stadu? - Poprawił się, nie do końca wiedząc, jak wyrażać się o tak niesamowitej grupie.
Jego nastrój poprawił się odrobinę. Spojrzał na Rolpha z lekkim uśmiechem.
- Malfoy mówił wiele złych rzeczy o Greybackach. Wiem, że nie warto jest... generalizować. - Zawahał się delikatnie. Nie wszyscy Mulciberowie byli tacy, jak Robert. Nie wszyscy tacy, jak Alexander. Ale czy nie byłoby lepiej, gdyby więcej osób brało przykład z Alexandra? - Uważasz, że moja rodzina to odpadki? - Zapytał, lecz bez złości, lgnąć do dotyku. - Pracuję z pewną Greyback, młodą panną, bardzo utalentowaną we wróżeniu, ale też przez to często nieobecną. Nie wydaje się wcale zła, Rodolphusie. Musisz mieć rację, nie wszyscy są tacy sami, nawet jeśli jest wilkołakiem.
Nieco rozczarowała go wieść o tym, że Lestrange nie zna Baldwina. Co prawda mógł się tego spodziewać - ten Malfoy przecież był nikim - lecz upadało przekonanie Charlesa, że wszyscy czystokrwiści znają się wzajemnie. Szczęśliwie więcej Rolph wiedział o Greybackach… i odpowiedź nawet go ukontentowała.
- Słyszałem o ich wilkołactwie. - Zgodził się, kiwając głową. Czy Scylla była wilkołakiem? A jeśli tak, to co to zmieniało? Zupełnie nic. Jedni mieli piegi, inni niebieskie oczy, jeszcze inni gen likantropii. To się zdarzało. - Dlaczego własna rodzina miałaby zabić tego Greybacka? Sądzisz, że zrobił coś przeciwko rodzinie? ...stadu? - Poprawił się, nie do końca wiedząc, jak wyrażać się o tak niesamowitej grupie.
Jego nastrój poprawił się odrobinę. Spojrzał na Rolpha z lekkim uśmiechem.
- Malfoy mówił wiele złych rzeczy o Greybackach. Wiem, że nie warto jest... generalizować. - Zawahał się delikatnie. Nie wszyscy Mulciberowie byli tacy, jak Robert. Nie wszyscy tacy, jak Alexander. Ale czy nie byłoby lepiej, gdyby więcej osób brało przykład z Alexandra? - Uważasz, że moja rodzina to odpadki? - Zapytał, lecz bez złości, lgnąć do dotyku. - Pracuję z pewną Greyback, młodą panną, bardzo utalentowaną we wróżeniu, ale też przez to często nieobecną. Nie wydaje się wcale zła, Rodolphusie. Musisz mieć rację, nie wszyscy są tacy sami, nawet jeśli jest wilkołakiem.