02.01.2025, 23:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.02.2025, 00:32 przez Scylla Greyback.)
Scylla w milczeniu przyglądała się Scarlett, analizując każde jej słowo i gest. Nie wiedziała, co bardziej ją fascynuje - brutalna szczerość dziewczyny czy sposób, w jaki jej słowa oplatały rzeczywistość niczym cienkie nici, zawiązując ją wokół swoich myśli. Z jej papierosa unosił się lekki, leniwy dym, który zdawał się tańczyć w chłodnym powietrzu, przywołując wspomnienia zapachów dawnych, zapomnianych nocy.
Gdy Scarlett zaczęła mówić o swoim darze, Scylla poczuła nieoczekiwany ucisk w piersi. Brzmiało to jednocześnie mistycznie i przerażająco, jak coś, czego chciałaby dotknąć, a jednocześnie bała się, że to ją poparzy. Opis dziewczyny, pełen skrajnych emocji i brutalnych prawd, był niczym obraz malowany w ciemnych barwach, na którym jasne plamy światła wydawały się jeszcze bardziej surrealistyczne. Wyobraziła sobie te nici - splecione, rwące się, gasnące w mroku. Wyobraziła sobie też, jak Scarlett widzi je w barwach, o których istnieniu Scylla mogła jedynie spekulować. Z jednej strony dar wydawał się piękny, niemalże poetycki, z drugiej - był jak przekleństwo, przypominające, że rzeczy, które miały trwać wiecznie, były równie kruche jak delikatna pajęczyna w lesie.
Scylla przymknęła oczy na chwilę, pozwalając, by słowa Scarlett wsiąkały w nią niczym deszcz w suchą ziemię. Było w tym coś, co rezonowało z jej własnym doświadczeniem, choć nie była pewna, czy potrafiłaby to wyrazić równie celnie.
- Czy widząc niespodziewane połączenie między dwójką ludzi, powiadamiasz ich o tym? - Zapytała, przechylając głowę w zaciekawieniu. - Czy wolisz zachować to dla siebie? - Chciała wiedzieć, bo dostrzegała paralelność między ich darami. Ciężar wiedzy, świadomości, że wiesz o kimś więcej niż on sam, że znasz jego przeznaczenie. I nie wiesz, czy ten ktoś powinien je poznać.
Scarlett mówiła dalej, z nutą ironii i śmiechu, który wydawał się jednocześnie szczery i pełen goryczy. Scylla słuchała uważnie, pozwalając, by każde zdanie odnajdywało swoje miejsce w jej umyśle. O Charlim, o rodzinie, o mężczyznach - każde słowo było jak kolejna nić w skomplikowanym gobelinie, który Scarlett zdawała się tkać za pomocą papierosa i słów.
Malfoy mówiła o wychowywaniu mężczyzn z taką łatwością, jakby to była jedynie kolejna zabawa, w której kobiety muszą się wykazać cierpliwością i sprytem. Scylla nie mogła się powstrzymać od cichego parsknięcia.
"Może problem jest we mnie" - Scarlett uśmiechnęła się, ale Scylla dostrzegła w tym uśmiechu coś więcej. Jakiś cień smutku, jakiś przebłysk refleksji, której dziewczyna wolała nie rozwijać. To było fascynujące i dziwnie znajome, jakby przez chwilę patrzyła na odblask własnych myśli w rozbitej tafli lustra.
- Czemu tak sądzisz? - Zagaiła, nie rozumiejąc skąd taka krytyka wobec własnego gustu. - Nie potrzebujesz przecież usprawiedliwienia w kwestii tego, czego lubisz. Czy raczej... kogo lubisz. To, że inni nie są przychylni twoim wyborom, nie znaczy, że te wybory są inherentnie złe. Nie musisz iść za stadem jak te barany. - Scylla pozwoliła, by jej słowa zawisły w powietrzu, czekając na reakcję Scarlett. Było coś hipnotyzującego w sposobie, w jaki dziewczyna lawirowała między cynizmem a szczerością, jakby balansowała na krawędzi emocjonalnej otchłani i w każdej chwili mogła zdecydować, czy w nią skoczyć, czy się wycofać. Zmrużyła lekko oczy, obserwując ją w milczeniu. Miała wrażenie, że dziewczyna mówi o czymś więcej niż tylko o mężczyznach - że w jej słowach kryła się pewna niewypowiedziana tęsknota, może nawet rozczarowanie. Nie chodziło wyłącznie o relacje, a raczej o coś głębszego - o sposób, w jaki świat odbierał Scarlett i jak Scarlett odbierała świat.
Gdy Scarlett zaczęła mówić o swoim darze, Scylla poczuła nieoczekiwany ucisk w piersi. Brzmiało to jednocześnie mistycznie i przerażająco, jak coś, czego chciałaby dotknąć, a jednocześnie bała się, że to ją poparzy. Opis dziewczyny, pełen skrajnych emocji i brutalnych prawd, był niczym obraz malowany w ciemnych barwach, na którym jasne plamy światła wydawały się jeszcze bardziej surrealistyczne. Wyobraziła sobie te nici - splecione, rwące się, gasnące w mroku. Wyobraziła sobie też, jak Scarlett widzi je w barwach, o których istnieniu Scylla mogła jedynie spekulować. Z jednej strony dar wydawał się piękny, niemalże poetycki, z drugiej - był jak przekleństwo, przypominające, że rzeczy, które miały trwać wiecznie, były równie kruche jak delikatna pajęczyna w lesie.
Scylla przymknęła oczy na chwilę, pozwalając, by słowa Scarlett wsiąkały w nią niczym deszcz w suchą ziemię. Było w tym coś, co rezonowało z jej własnym doświadczeniem, choć nie była pewna, czy potrafiłaby to wyrazić równie celnie.
- Czy widząc niespodziewane połączenie między dwójką ludzi, powiadamiasz ich o tym? - Zapytała, przechylając głowę w zaciekawieniu. - Czy wolisz zachować to dla siebie? - Chciała wiedzieć, bo dostrzegała paralelność między ich darami. Ciężar wiedzy, świadomości, że wiesz o kimś więcej niż on sam, że znasz jego przeznaczenie. I nie wiesz, czy ten ktoś powinien je poznać.
Scarlett mówiła dalej, z nutą ironii i śmiechu, który wydawał się jednocześnie szczery i pełen goryczy. Scylla słuchała uważnie, pozwalając, by każde zdanie odnajdywało swoje miejsce w jej umyśle. O Charlim, o rodzinie, o mężczyznach - każde słowo było jak kolejna nić w skomplikowanym gobelinie, który Scarlett zdawała się tkać za pomocą papierosa i słów.
Malfoy mówiła o wychowywaniu mężczyzn z taką łatwością, jakby to była jedynie kolejna zabawa, w której kobiety muszą się wykazać cierpliwością i sprytem. Scylla nie mogła się powstrzymać od cichego parsknięcia.
"Może problem jest we mnie" - Scarlett uśmiechnęła się, ale Scylla dostrzegła w tym uśmiechu coś więcej. Jakiś cień smutku, jakiś przebłysk refleksji, której dziewczyna wolała nie rozwijać. To było fascynujące i dziwnie znajome, jakby przez chwilę patrzyła na odblask własnych myśli w rozbitej tafli lustra.
- Czemu tak sądzisz? - Zagaiła, nie rozumiejąc skąd taka krytyka wobec własnego gustu. - Nie potrzebujesz przecież usprawiedliwienia w kwestii tego, czego lubisz. Czy raczej... kogo lubisz. To, że inni nie są przychylni twoim wyborom, nie znaczy, że te wybory są inherentnie złe. Nie musisz iść za stadem jak te barany. - Scylla pozwoliła, by jej słowa zawisły w powietrzu, czekając na reakcję Scarlett. Było coś hipnotyzującego w sposobie, w jaki dziewczyna lawirowała między cynizmem a szczerością, jakby balansowała na krawędzi emocjonalnej otchłani i w każdej chwili mogła zdecydować, czy w nią skoczyć, czy się wycofać. Zmrużyła lekko oczy, obserwując ją w milczeniu. Miała wrażenie, że dziewczyna mówi o czymś więcej niż tylko o mężczyznach - że w jej słowach kryła się pewna niewypowiedziana tęsknota, może nawet rozczarowanie. Nie chodziło wyłącznie o relacje, a raczej o coś głębszego - o sposób, w jaki świat odbierał Scarlett i jak Scarlett odbierała świat.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga