31.12.2024, 16:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.12.2024, 16:29 przez Baldwin Malfoy.)
12 grudnia ‘71. Niedziela, godzina na krótko przed 4-tą rano.
Nierzadko zdarzało się spotkać pana Malfoy’a o tak nieboskich godzinach na ulicach śpiącego Londynu. W nocy kwitło życie bohemy Podziemnych Ścieżek. Nad ranem snuli się niczym pijane od Sztuki i ogniste mary. Wolność nie znała dnia i godziny.
Tym razem był niemal trzeźwy. Wypił ile? Kieliszek? Dwa? Nie pił w niedzielę, nie gdy nad ranem wybierał się na nabożeństwo. Zresztą w obecności Orfeusza nie trzeba było pić, by poczuć się na haju. Wystarczyło tylko jego słowo.
Coś nucił. Jakąś melodię, ale nie potrafił powiedzieć dlaczego akurat ona uktwiła mu w pamięci. Tkwiła tam jak wszystko inne. Natłok myśli, wspomnień, informacji. Sprzeczne dane wywołujące przeraźliwy ból w obolałej głowie chłopaka. Zatrzymał się, gdy do bodźców doszedł kolejny - kolorowe światełka wystawionego jak co roku drzewka.
Zamrugał przez moment czując się jak Hamlet widzący upiory nocną porą.
Ale nie.
Przy choince nie było nikogo poza samotnie stojącą może sześcioletnią dziewczynką. Trwała przy drzewku tak nieruchomo, że przez moment wydawało mu się, że ktoś porzucił jakiś stary manekin ze sklepu. Rozejrzał się, ale w żadnym z okolicznych okien i bram nie dostrzegł wyczekującego niecierpliwie rodzica, a im bliżej podchodził, tym bardziej żywa się zdawała. Może wampirzątko? Szlamiasta sierotka? Ciężko określić.
Trigger Warning: light ghoul's body horror (Odkryj)
Kucnął przy panience, starając się zignorować słodkawy zapach zgnilizny. Czerwona, gruba nić którą niestarannie przyszyto jej głowę do reszty ciała, odcinała się na zainfekowanej, zielonkawej skórze i zniknęła gdzieś pod burzą przeraźliwie brudnych i tłustych blond loków. Ghoul. Przynajmniej mróz skutecznie pozbył się much ciągnących zapewne co dnia do stojącego przy drzewku żywego truchełka ubranego w czerwony płaszczyk, porwane rajstopki i tylko jeden but.
Z początku zdawała się nie zauważać jego obecności wpatrzona w dziesiątki kolorowych, różnokształtnych ozdób świątecznych. Tuliła do siebie grubą brudną co ona książkę.
Przesunął spojrzeniem po napisie na tabliczce przy drzewku.
“Podaruj cząstkę swojej magii - powieś bombkę w kształcie tego, co kryje twoja dusza.” Czy ożywieńce w ogóle miały duszę?
- Jesteś tu sama? - Zapytał zamiast tego.
Wielkie zielone oczy, upodabniające ją do porcelanowej lalki, spojrzały na niego z przestrachem, ale ostatecznie dziewczę pokiwało głową. Dziw, że nie odpadła. Pewnie gdyby potrafiła płakać - zalałaby się łzami, które na trzaskającym mrozie szybko przybrałyby formę małych diamentów. A może po prostu ten jeden mały ożywieniec już nie miał sił płakać? Nie musiał zadawać kolejnego pytania. Była dzieckiem Podziemnych Ścieżek. Odrzutkiem społeczeństwa. Niechcianym szczurzątkiem porzuconym gdzieś na wieczną tułaczkę. Ile ich takich było - skulonych w każdym kącie, w którym akurat nie piździło złem. Po cholerę wychodziła na powierzchnię w ten przeklęty śnieg?
- Musisz pomyśleć życzenie.- Powiedział cicho, uznając że nie ma co szczególnie rozważać decyzji podejmowanych przez nieumarłe dziecko.- Co chciałabyś dostać od Bogini Matki?
Ale zamiast odpowiedzi, ghoul podetknął mu pod nos trzymaną wcześniej książkę z takim impetem, że cudem nie oberwał z tomiszcza. Zachwiał się na piętach, prawie tracąc równowagę. Zamrugał parokrotnie, mnąc w ustach przekleństwo i chęć ofuknięcia smarkuli. Dobra. Już. To tylko dziecko. Nie upadł tak nisko, żeby mieć beefa z sześciolatką. Czymś była podekscytowana i chciała się tym podzielić.
Drobny paluszek miarowo uderzał o jeden z obrazków w książce, która wyglądała jak zbiór jakichś starych mugolskich baśni. Dziewczynka z zapałkami? Wielka lśniąca choinka na rysunku wyglądała zupełnie jak tak ustawiona na placu. Przekartkował opowieść, oglądając kolejne ilustracje - płonący piec, wystawny obiad, wypalone wszystkie zapałki. Dopiero teraz spojrzał na chodnik, jakby spodziewając się dostrzec ich stertę przy nogach blondyneczki. Na szczęście ta chyba nie zdążyła posunąć się do próby podpalenia całej Pokątnej. Zamarł na chwilę widząc ostatnią ilustrację w baśni i jak nigdy dreszcz przeszedł go po plecach. To z zimna. Na pewno z zimna.
- Chodź tu.- Odłożył na moment książkę na ziemię. Raczej nic jej już nie zaszkodzi. Dziewczynka zmarszczyła delikatnie brewki, ale zrobiła kroczek w jego stronę. Baldwin przykląkł powoli na jedno kolano, na drugim sadzając sobie nieżywe dziecko.- Zamknij oczy. I powiedz Bogini Matce czego byś tak bardzo chciała. Najbardziej na świecie.
Spojrzała na niego wyczekująco, gdy zamknął jej sine od zimna palce w swoich dłoniach. Bogowie mieli nad nią litość, że nie czuła tego całego bólu i mrozu. Posłusznie zacisnęła powieki.
Czego on sobie mógł życzyć?
Przymknął na moment oczy pozwalając myślom błądzić w znajomych rejonach własnych sennych marzeń. Chciał mieć przy sobie swoją siostrę już na zawsze - z jej słodkim uśmiechem, miękkim dotykiem dłoni. Czuł jakby Calante stała tuż przy nim, emanując znajomym ciepłem. Wspomnienie tak żywe, że aż bolesne. Chciał błogosławieństwa Matki dla swojej słodkiej Lorraine, widzieć błysk w jej pięknych oczach. Jeszcze raz móc poczuć się dzieckiem bez wojny wiszącej nad nimi jak miecz Damoklesa. Zapomnieć, że to Yule będzie inne niż wszystkie. Z tyloma pustymi miejscami przy stole.
Ze strefy pragnień wyrwało go nagłe ciepło magii, które poczuł w palcach i nerwowy ruch ghoula. Spojrzał na bombkę, która przyjęła kształt symbolu Matki Bogini. I już chciał ją wypuścić z dłoni, żeby pozwolić ozdobie unieść się w powietrze, gdy nagle porwała ją Rozalinda i zniknęła między gałęziami świątecznego drzewka.
Dziewczynka zachichotała, śledząc wzrokiem szczurzycę, która wpadła między kolorowe, magiczne bombki i wychyliła pyszczek dopiero praktycznie na samym czubku drzewka.
- Chodź. Wymienimy ci te szwy.- Ujął dziewczynkę ostrożnie pod pachami, gdy ich ozdoba zawisła na jednej z gałązek, a Rozalinda wróciła na ziemię. Niepewnie. Jakby miała się cała rozsypać pod lekkim dotknięciem dłoni. Kto wie co jeszcze zaczęło gnić pod tym czerwonym płaszczykiem.- I raz i dwa i… hopsa.- Jednym sprawnym ruchem posadził sobie dziewczynkę na ramionach. - Trzymaj się.
Spojrzał po raz ostatni na choinkę; odmówił krótką modlitwę do Matki; wreszcie podniósł się z bruku z nieżywą panienką i jej książką w ręku. Dobrze, że Necronomicon nie operował w normalnych godzinach.
Postać opuszcza sesję