• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu Podziemne Ścieżki v
1 2 Dalej »
[28.08.1972] Nothing left but one another

[28.08.1972] Nothing left but one another
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#4
31.12.2024, 01:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2025, 23:31 przez Stanley Andrew Borgin.)  

Czy zrządzenie losu miało na cokolwiek wpływ? Czy nie za bardzo podchodziło to pod wróżenie z fusów i losowanie zapałek, czyli rzeczy, które odrobinę rozsierdzały Borgina? W końcu czy to nie on dobierał sobie ludzi, więc sam był winny tego co go spotykało w życiu?

Nie mógł zrzucić całej winy na zły świat, los czy kogokolwiek innego. Tak to nie działało i nie należało doszukiwać się winy w innych, a w sobie. Na pewno musiał mieć jakiś wkład w śmierć Roberta. Nie był bez winy. Zdążył mu podnieść nie raz ciśnienia podczas ich krótkiej ale jakże wyboistej znajomości. Ich jakże dziwnej relacji ojciec-syn, chociaż było to wielkim przerostem formy nad treścią i każdy mógł się z tym zgodzić.

- Ja chyba po prostu... zacząłem się przyzwyczajać, że on jest... - dodał cicho pod nosem jako swój komentarz do słów Changówny. Mogło to zabrzmieć jakby był zbitym psem, bo właśnie dostał solidny opiernicz od własnej rodzicielki i próbował się z wytłumaczyć ze swojego postępowania - bardzo nieporadnie i źle. Nic jednak nie mógł na to poradzić w zaistniałej sytuacji.

Nie pozostało mu nic innego jak po prostu słuchać dalej Maeve i jakoś przetrwać. Jej sama obecność wpływała kojąco na Stanley w jakiś sposób. Najpewniej chodziło o to, że nie był sam w tej dziwnej i zawiłej chwili. Liczyło się, że ktoś bliski był tuż obok.

- Bo... - nie było mu jednak dane dokończyć, ponieważ kolejne czyny sprawiły, że go zamurowało.

To było... miłe? Wzięło go całkowicie z zaskoczenia... że Mewka... i coś takiego?

Nie oporował. Nie bronił się. Przechylił głowę na bok, pozwalając jej, aby zrobiła to, co chciała zrobić - przytulić go.

Jakoś tak go to rozczuliło, że zbliżył się niebezpiecznie do krawędzi zwanej płaczem, co było wielkim osiągnięciem, wszak Stanley Borgin nie okazywał zbyt wiele emocji po śmierci Anne - starał się to robić na tyle na ile mógł... ale i on mógł mieć czasem dość... prawda?

Nie bardzo potrafił wytłumaczyć taki stan rzeczy. Może był fakt, że była to Maeve? A może to, że była dzisiaj jakaś taka... inna? Była tą wersją Changówny, której chyba do tej pory nie znał i nie miał możliwości uświadczyć. Prawda była tez jeszcze jedna - 28 sierpnia 1972 roku - to była data, która wpłynęła zarówno na Stanleya Borgina jak i Maeve Chang. Dało się to zauważyć i odczuć. Zarówno jedno jak i drugie, nie było po prostu sobą w tej chwili. Wyglądało to jakby byli ekskluzywnymi wersjami siebie, które nie miały ujrzeć światła dziennego. Coś jak przysięga złożona na mały palec, że nikomu o tym nie powiedzą, bo przecież żyli w świecie gdzie musieli być twardzi. Nie było tutaj miejsca na miękką grę. Nie było miejsca na pokazywanie słabości. Nie było na to miejsca na Nokturnie.

- Ja... - zaczął, próbując to ubrać jakoś w słowa, bo nie wiedział jak miałby się wyrazić, aby zostać dobrze zrozumianym - Dziękuje, że jesteś - przyznał spokojnie - Doceniam... Naprawdę - zapewnił. Nie miało znaczenia co wcześniej mówiła czy pisała. Czy wiedziała, że chodzi o Roberta czy też nie. Odkupiła swoje winy - było oparciem, plastrem, który w odpowiedniej chwili zakleił ranę, tak aby ta nie zdążyła zacząć się jeszcze jątrzyć.

Zamilkł na chwilę, spoczywając głową na swojej siostrze, przyjaciółce, wspólniczce... Bez znaczenia. Całkowicie zasługiwała na któreś z wcześniej wymienionych określeń, jeżeli nie na wszystkie na raz.

- To... nie moja wina? - zapytał z pewną nutą nadziei w głosie, chcąc się upewnić, że rzeczywiście nie będzie miał dwójki własnych rodziców na swoim sumieniu... bo jedno z nich było wystarczającym ciężarem, który musiał nosić na swoich barkach.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Maeve Chang (2142), Stanley Andrew Borgin (2760)




Wiadomości w tym wątku
[28.08.1972] Nothing left but one another - przez Maeve Chang - 20.12.2024, 01:38
RE: [28.08.1972] Nothing left but one another - przez Stanley Andrew Borgin - 20.12.2024, 02:39
RE: [28.08.1972] Nothing left but one another - przez Maeve Chang - 21.12.2024, 23:14
RE: [28.08.1972] Nothing left but one another - przez Stanley Andrew Borgin - 31.12.2024, 01:24
RE: [28.08.1972] Nothing left but one another - przez Maeve Chang - 03.01.2025, 21:59
RE: [28.08.1972] Nothing left but one another - przez Stanley Andrew Borgin - 12.01.2025, 02:27
RE: [28.08.1972] Nothing left but one another - przez Maeve Chang - 25.01.2025, 22:59
RE: [28.08.1972] Nothing left but one another - przez Stanley Andrew Borgin - 16.02.2025, 16:27

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa