– Ach tak? A widziałeś mnie kiedyś z łopatą w ręce? – spojrzała wyzywająco na Thomasa, ale kąciki ust jej zadrgały, zdradzając rozbawienie. Mógł jej z łopatą nie widzieć… Ale Cathal to widział już nie raz.
Prawda była taka, że gdyby Cathal uznał, że jednak będą kopać w tym grobie, to Guinevere nawet by się nie zająknęła, nawet by nie mrugnęla. Wróciliby w nocy, postawili zaklęcia zabezpieczające i zrobiliby co należy, jak zawsze. Mogła sobie być dobrodusznym magimedykiem, który by nikogo nie skrzywdził, ale jeśli chodziło o zakłócanie spokoju zmarłym, to nie miała takich oporów. Tym niemniej wiedziała, że w tej chwili żadnego kopania nie będzie; może później na osobności Cal rzuci coś w stylu „wrócimy tam w nocy” i wszystko stanie się jasne, ale teraz…? Ach, teraz te niepoparte absolutnie niczym przypuszczenia Thomasa niemalże ją raniły!
– Może nikt już nie żyje? Może trzeba się spytać jakiegoś… eee jak oni się nazywają, ci co są głosem w takich wioskach. Taki Minister, ale na wioskę – zmarszczyła brwi nieco zirytowana, kiedy uciekło jej tak ważne słowo, znane jej przecież, ale czasami sprawy mugoli łatwo jej umykały. – Ach tak, ty pukasz, a my mówimy, tak? – uniosła wyżej brwi, patrząc na Cathala z lekkim niedowierzaniem. Fakt, był wielki, miewał naburmuszoną minę… Z drugiej strony ona była mocno opalona i mówiła z dziwacznym akcentem, spojrzała aż po sobie, a potem znowu na Cathala i znowu na siebie. Może i miała gadane, ale ech – mugole w wioskach… byli bardzo nieufni do obcych, ZWŁASZCZA takich jak ona. Czarodzieje nie zwracali uwagi na kolor skóry, ale mugole już niestety tak. Uśmiechnęła się lekko. – Chyba przeceniasz moje zdolności oratorskie. Mój akcent i wygląd mogą popsuć absolutnie wszystko. To co, Thomas. My pukamy, a ty gadasz? – mogła spróbować znowu zmienić kolor swojej skóry, ale było to o tyle trudniejsze, że był dzień, ewentualne mankamenty trudniej było ukryć, a gdyby ktoś z wioski później natknął się na nich znowu, mogłaby nie zdążyć tego naprawić.
Jej wzrok padł ponownie na groby, na płytę bez dat.
– W tym wypadku może się okazać, że jezioro może nam powiedzieć więcej. To jezioro ciągle widziałam w snach, nie żadne groby, nie wioskę, nie ludzi. Jezioro. I odbicie w nim – Cassandrę, która była nią. Guinevere przeczesała włosy palcami i uniosła głowę, patrząc gdzieś w przestrzeń. – Ale tu coś jest. Czuję to, jesteśmy na właściwej drodze – tylko co było na jej końcu? Tego nie wiedziała. – Jak czujecie się na siłach z użeraniem się z mugolami, no to możemy iść popytać, chociaż no… obecność Cathala może mieć na nich taki, a nie inny efekt, moja zresztą tak samo, już nie mówiąc o tym, że jestem kobietą – bo i z tym mugole zdawali się mieć czasami jakiś problem, dlatego nie przepadała za interakcjami z nimi.
Ginny raz jeszcze rozmasowała sobie skronie i spojrzała wymownie na Cathala, jakby chciała mu przekazać bez słów, co się działo. Że to było podobne do tego, jak w maju – ale o tym, co widziała, wiedziało niewiele osób. Cal, Nell, Leta, której już tu nie było…
– Jak chcecie tam iść, to pójdźmy. Ale nad jezioro też będzie trzeba iść tak czy inaczej – dodała i uśmiechnęła się leciutko.