22.12.2024, 22:50 ✶
Scylla stała w miejscu, pozwalając Scarlett mówić. Słowa dziewczyny zdawały się wibrować w powietrzu, jakby zostawiały po sobie ślady niewidzialnej nici, która wiązała je obie w sposób, którego Scylla jeszcze nie potrafiła pojąć. Miała wrażenie, że jest jedynie biernym odbiorcą, jakby cała sytuacja działa się poza nią, a jednocześnie jej dotyczyła.
Scarlett była inna. Jej energia była przytłaczająca, a jednocześnie przyciągająca, jakby cały świat obracał się wokół niej, a Scylla znajdowała się w oku tego cyklonu. Kiedy blondynka wyciągnęła dłoń i musnęła jej włosy, Greyback poczuła się jak figurka na wystawie, coś fascynującego, ale nie całkiem realnego. Nie odsunęła się, choć przez jej ciało przebiegł delikatny dreszcz - nie strachu, lecz niepewności. Jej ramiona lekko zesztywniały; było w tym geście coś zaskakująco intymnego, ale nie na tyle, by wywołać u niej dyskomfort. Raczej rodzaj cichej konsternacji.
- Może… czasem nie trzeba wszystkiego rozumieć? - zapytała cicho, bardziej do siebie niż do Scarlett, gdy ta puściła kosmyk.
Kiedy Scarlett zaśmiała się, wspominając swojego brata, Scylla wyobraziła sobie przez moment to życie, którego nie była pewna, czy chce, ale którego myśl dziwnie ją uspokajała. Scarlett wydawała się tak pewna wszystkiego, co mówiła - nawet jeśli sama twierdziła, że jeszcze wszystkiego nie rozumie.
- Nici? - Zagadnęła, uwieszając się na tej jednej kwestii. Sprawa swatania z bratem przeszła na dalszy plan. - Jesteś aurowidzem? - Zapytała, chcąc wiedzieć, czy dobrze zrozumiała sugestię. Gdyby nim była, wyjaśniałoby to, czemu dobrze się dogadywały w swojej odmienności - posiadacze trzeciego oka zwykle patrzyli na nią łaskawiej.
Jej myśli błądziły gdzieś między wspomnieniami a teraźniejszością, kiedy Scarlett mówiła o ojcach - ich braku, ich odległości. To był temat, który ranił, ale w ustach Mulciber wydawał się mniej gorzki, bardziej znośny. Scylla nie musiała odpowiadać - wystarczyło, że słuchała. Jednocześnie Scarlett miała w sobie coś niemal komicznego, choć subtelnego, co rozładowywało napięcie. Jej żart o roli szwagierki był absurdalnie lekki, jakby próbowała przeciągnąć Scyllę na stronę swojego świata, gdzie granice między powagą a śmiechem były rozmyte. Nie była pewna, czy chce być częścią tej gry, ale uśmiechnęła się lekko, bardziej do siebie niż do Scarlett
- Czemu miałabym go bić? - Zmarszczyła brwi, absolutnie nie rozumiejąc tego przyzwolenia. Co prawda Scarlett się śmiała, więc mogło być to żartem, ale według Scylli wziął się znikąd. - Albo wychowywać? Wybacz, że zadam to pytanie tak niedyskretnie, ale ono musi paść: czy twój brat jest nieletni? - Przechyliła głowę w konsternacji i niepokojącej ciekawości. Naprawdę liczyła na odpowiedź przeczącą.
Scarlett była inna. Jej energia była przytłaczająca, a jednocześnie przyciągająca, jakby cały świat obracał się wokół niej, a Scylla znajdowała się w oku tego cyklonu. Kiedy blondynka wyciągnęła dłoń i musnęła jej włosy, Greyback poczuła się jak figurka na wystawie, coś fascynującego, ale nie całkiem realnego. Nie odsunęła się, choć przez jej ciało przebiegł delikatny dreszcz - nie strachu, lecz niepewności. Jej ramiona lekko zesztywniały; było w tym geście coś zaskakująco intymnego, ale nie na tyle, by wywołać u niej dyskomfort. Raczej rodzaj cichej konsternacji.
- Może… czasem nie trzeba wszystkiego rozumieć? - zapytała cicho, bardziej do siebie niż do Scarlett, gdy ta puściła kosmyk.
Kiedy Scarlett zaśmiała się, wspominając swojego brata, Scylla wyobraziła sobie przez moment to życie, którego nie była pewna, czy chce, ale którego myśl dziwnie ją uspokajała. Scarlett wydawała się tak pewna wszystkiego, co mówiła - nawet jeśli sama twierdziła, że jeszcze wszystkiego nie rozumie.
- Nici? - Zagadnęła, uwieszając się na tej jednej kwestii. Sprawa swatania z bratem przeszła na dalszy plan. - Jesteś aurowidzem? - Zapytała, chcąc wiedzieć, czy dobrze zrozumiała sugestię. Gdyby nim była, wyjaśniałoby to, czemu dobrze się dogadywały w swojej odmienności - posiadacze trzeciego oka zwykle patrzyli na nią łaskawiej.
Jej myśli błądziły gdzieś między wspomnieniami a teraźniejszością, kiedy Scarlett mówiła o ojcach - ich braku, ich odległości. To był temat, który ranił, ale w ustach Mulciber wydawał się mniej gorzki, bardziej znośny. Scylla nie musiała odpowiadać - wystarczyło, że słuchała. Jednocześnie Scarlett miała w sobie coś niemal komicznego, choć subtelnego, co rozładowywało napięcie. Jej żart o roli szwagierki był absurdalnie lekki, jakby próbowała przeciągnąć Scyllę na stronę swojego świata, gdzie granice między powagą a śmiechem były rozmyte. Nie była pewna, czy chce być częścią tej gry, ale uśmiechnęła się lekko, bardziej do siebie niż do Scarlett
- Czemu miałabym go bić? - Zmarszczyła brwi, absolutnie nie rozumiejąc tego przyzwolenia. Co prawda Scarlett się śmiała, więc mogło być to żartem, ale według Scylli wziął się znikąd. - Albo wychowywać? Wybacz, że zadam to pytanie tak niedyskretnie, ale ono musi paść: czy twój brat jest nieletni? - Przechyliła głowę w konsternacji i niepokojącej ciekawości. Naprawdę liczyła na odpowiedź przeczącą.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga