16.12.2024, 03:24 ✶
Jonathan pragnął obecnie bardzo wielu rzeczy, a większość z nich była prawdopodobnie sprzeczna ze sobą. Pragnął, aby Jean już wyszedł. Pragnął aby został i otoczył go swoim chłodem. Marzył aby ostatnie lata i tamto pożegnanie nie istniały, a jednocześnie potrzebował, aby ktoś rozgonił mgłe w jego głowie i przypomniał szczegóły tamtych wydarzeń.
Zamiast tego, otrzymał jednak pocałunek, tak przypominający ten pierwszy w ogrodzie różanym, że niemal zapomniał jak się oddycha, bo tak jak i wtedy jego własne usta natychmiastowo odpowiedziały na niego, a dłoń Selwyna zanurzyła się we włosach wampira. Przeżył tyle już pocałunków w swoim życiu, a jakoś wciąż miał wrażenie, że mało który wywołałby w nim tyle emocji, jak ten przed chwilą.
I tak samo, jak wtedy w ogrodzie, odsunął głowę, gdy uznał, że chłodne wargi otrzymały już wystarczająco dużo ciepła, a z jego ust wydobył się cichy śmiech zaskoczenia. Przymknął na chwilę oczy z uśmiechem na twarzy, ale gdy je otworzył, wyplątał dłoń z włosów Jeana.
Argument za kontynuowaniem pocałunków był taki, że wydawało się być dla niego obecnie jedyną słuszną rzeczą, która należało zrobić.
Kontrargumentem była natomiast świadomość, że teraz, gdy przełamali tę barierę ostatni raz zmieni się w ja chcę jeszcze.
Zupełnie jakby nie napisał dzisiaj listów pożegnalnych do przyjaciół, gdyby coś mu się stało.
– Idź – powtórzył już nieco głośniej i bardziej stanowczo, z bijącym sercem wpatrując się w jego oczy, byleby tylko nie patrzeć na jego usta. Byleby tylko nie zerknąć na palce za paskiem. – Nie powinienem był cię zatrzymywać. Dobranoc.
Idź, bo zaraz zmienię zdanie i będę żałował tego dopiero nad ranem, jak i nie później.
Zamiast tego, otrzymał jednak pocałunek, tak przypominający ten pierwszy w ogrodzie różanym, że niemal zapomniał jak się oddycha, bo tak jak i wtedy jego własne usta natychmiastowo odpowiedziały na niego, a dłoń Selwyna zanurzyła się we włosach wampira. Przeżył tyle już pocałunków w swoim życiu, a jakoś wciąż miał wrażenie, że mało który wywołałby w nim tyle emocji, jak ten przed chwilą.
I tak samo, jak wtedy w ogrodzie, odsunął głowę, gdy uznał, że chłodne wargi otrzymały już wystarczająco dużo ciepła, a z jego ust wydobył się cichy śmiech zaskoczenia. Przymknął na chwilę oczy z uśmiechem na twarzy, ale gdy je otworzył, wyplątał dłoń z włosów Jeana.
Argument za kontynuowaniem pocałunków był taki, że wydawało się być dla niego obecnie jedyną słuszną rzeczą, która należało zrobić.
Kontrargumentem była natomiast świadomość, że teraz, gdy przełamali tę barierę ostatni raz zmieni się w ja chcę jeszcze.
Zupełnie jakby nie napisał dzisiaj listów pożegnalnych do przyjaciół, gdyby coś mu się stało.
– Idź – powtórzył już nieco głośniej i bardziej stanowczo, z bijącym sercem wpatrując się w jego oczy, byleby tylko nie patrzeć na jego usta. Byleby tylko nie zerknąć na palce za paskiem. – Nie powinienem był cię zatrzymywać. Dobranoc.
Idź, bo zaraz zmienię zdanie i będę żałował tego dopiero nad ranem, jak i nie później.