14.12.2024, 18:01 ✶
Oczywiście, że nie był teraz zahipnotyzowany. Zamiast tego był teraz fikcyjną postacią, bohaterem romansu, tragedii, komedi, czy może wszystkiego naraz, której autor po wypiciu zbyt dużej ilości czerwonego wina ze sproszkowaną mandragorą, usilnie testował jak bardzo może zatrzeć granice pomiędzy swoim planem na historię, a tym co mu teraz przychodziło do głowy, tak by dalej wyszła z tego w miarę koherentna opowieść. W miarę, bo braku chaosu już nie dało się uniknąć. Chaos wkradł się tutaj, zaproszony z całkowitą świadomością, i stał tu teraz przed nim, hipnotyzując go nie gorzej, niż gdyby w rzeczywistości użył na nim swoich zdolności, a nie jedynie zsuwającej się dłoni na piersi i lodowatego spojrzenia błękitnych oczu.
Oparł się o regał pełen książek.
A więc jego zgubą będzie jednak literatura.
Miał przynajmniej nadzieję, że gdzieś tam na półce za nim patrzył na ich, szczerząc się nieproszenie, sam Werter Goethe'ego, próbując łatać dziurę w swoim mózgu myślą, że przynajmniej nie jest jedynym naiwnym głupcem w tym pomieszczeniu.
Przeszła go kolejna fala racjonalnych wymówek. Lepiej przecież naprawiać szkody po pożarze jeśli najpierw się go ugasi, czyż nie? Wtedy też się lepiej rozmawiało. Bardziej... Trzeźwo.
Usta Jeana były tak blisko, mógł tylko... Mógł po prostu...
Regał był bardzo stabilny, a Werter nie miałby pewnie nic przeciwko temu, gdyby spadł na podłogę po tym, jak Jonathan oparłby o półkę Jeana i...
Jak bardzo będzie potem żałować? Jak bardzo będzie chciał kolejnego ostatniego razu? Przyjaciele ufali, mu że poradzi sobie z tą sprawą jak dorosły. On ufał sobie, że poradzi sobie z tą sprawą, jak dorosły, dlaczego więc za każdym razem, gdy dochodził do wniosku, aby się odsunąć, coś w nim bardzo protestowało?
– Wracaj do siebie Jean. Nie powinniśmy tego tak ciągnąć – wychrypiał, wściekły na samego siebie za to co właśnie powiedział. –Napiszę ci list. W ramach podziękowania możesz odpowiedzieć na zawarte tam pytania.
Oparł się o regał pełen książek.
A więc jego zgubą będzie jednak literatura.
Miał przynajmniej nadzieję, że gdzieś tam na półce za nim patrzył na ich, szczerząc się nieproszenie, sam Werter Goethe'ego, próbując łatać dziurę w swoim mózgu myślą, że przynajmniej nie jest jedynym naiwnym głupcem w tym pomieszczeniu.
Przeszła go kolejna fala racjonalnych wymówek. Lepiej przecież naprawiać szkody po pożarze jeśli najpierw się go ugasi, czyż nie? Wtedy też się lepiej rozmawiało. Bardziej... Trzeźwo.
Usta Jeana były tak blisko, mógł tylko... Mógł po prostu...
Regał był bardzo stabilny, a Werter nie miałby pewnie nic przeciwko temu, gdyby spadł na podłogę po tym, jak Jonathan oparłby o półkę Jeana i...
Jak bardzo będzie potem żałować? Jak bardzo będzie chciał kolejnego ostatniego razu? Przyjaciele ufali, mu że poradzi sobie z tą sprawą jak dorosły. On ufał sobie, że poradzi sobie z tą sprawą, jak dorosły, dlaczego więc za każdym razem, gdy dochodził do wniosku, aby się odsunąć, coś w nim bardzo protestowało?
– Wracaj do siebie Jean. Nie powinniśmy tego tak ciągnąć – wychrypiał, wściekły na samego siebie za to co właśnie powiedział. –Napiszę ci list. W ramach podziękowania możesz odpowiedzieć na zawarte tam pytania.