24.01.2023, 22:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.01.2023, 22:18 przez Castiel Flint.)
Pojawił się punktualnie z nową, już rozruszaną różdżką. Zgłosił się do pomocy bo po prostu nie miał co innego do roboty. Wciąż był zawieszony w pracy a jeśli spędzi jeszcze więcej czasu w wodzie to zmieni się w trytona. Znowuż pływanie na jachcie sprawia, że zdziczeje. Przybył choć prawdopodobnie większości osób nie będzie znał. To było dlań dosyć solidnie stresujące lecz robił dobrą minę do kiepskiej gry. Ot, musiał się czymś zająć. Przenoszenie stołów brzmiało banalnie prosto, wystarczy znaleźć drugiego ochotnika i cały problem interakcji społecznych będzie z głowy. Deportował się gładko kawałek drogi stąd i resztę trasy pokonał pieszo. Wszedł w granicę zapisanej na broszurze lokalizacji i spostrzegł niewielką ilość osób, a na środku dosyć duży okrąg na którym zapewne będzie płonąć to fantastyczne ognisko. Nie czekając aż zostanie spostrzeżony odnalazł wzrokiem stos stołów, ułożonych jedno na drugim przy granicy drzew. Przeszedł w tamtą stronę i podliczył ile ich jest. Około sześciu podłużnych stołów, do tego jeszcze spostrzegł kilka pniaków, którym jeśli podcinać gałązki to mógłyby służyć na siedziska dla singli, którzy to nie chcą wchodzić w zażyłości z obcymi ludźmi. Wsunął różdżkę za ucho i obszedł stos ławek, aby sprawdzić w jaki sposób są na siebie nasunięte. Nie chciał sytuacji gdzie ruszy stół ze szczytu a cała reszta runie u jego stóp niczym domino. Ten, kto tak ustawił te stoły musiał mieć niesamowitą fantazję. Wiedział już, że sam ich nie przeniesie więc rozejrzał się za jakimś mężczyzną, ochotnikiem, którego mógłby tu zwerbować do asysty. Ułożył już szczegółowy plan jak to rozwiązać. On uniesie stół - a z zaklęć przenoszących i translokacyjnych był, nieskromnie mówiąc, świetny, a zwerbowany musiałby przypilnować aby cała reszta nie runęła i nie połamała się z hukiem. Czekając przykucnął przy najniższych stołach i zastosował kilka dokładnych zaklęć naprawiających wszelkie pęknięcia na drewnianych nogach.