10.12.2024, 21:00 ✶
Charles wyłapał skrzywienie na sam dźwięk imienia Alexandra i musiał przyznać, że nie spodobało mu się to ani trochę. Maeve straciła w jego oczach w jednej sekundzie, ale nie chciał tego po sobie pokazać. Potrzebowali jej, więc dyskretnie zwrócił spojrzenie ku chodnikowi, jakby tam, pośród połamanych płytek i błota, znalazł coś ciekawego.
I wtedy dostał w ręce torebkę grzanek, gdy został potraktowany jak właśnie przydupas, który może przytrzymać przekąskę. I to również mu się nie spodobało, a jeszcze bardziej spojrzenie, które rzucił mu Rodolphus. A więc tak mieli pogrywać na Nokturnie, gdy Lestrange grał zimnego i niedostępnego. Nie taki był, gdy przytulił go serdecznie w ramach pocieszenia za przelany kwiatek. Nie miał jednak wyjścia; pozostał przez dłuższą chwilę milczący, trzymając w rękach torebkę z grzankami i pilnując, by nie pognieść jej zanadto. Scena, która rozegrała się przed jego oczyma, była zupełnie niezrozumiała.
- Rodowy... sztu... ciec? - Mruknął do siebie, wahając się nad prawidłową wymową słowa, którego przecież wcale tak często się nie używało. Na szczęście farsa miała się ku końcowi i skupili się na tym, co ważne: na podgniłym, nawiezionym łajnem kwiatku, tylko chwilowo jeszcze nawiązując do widelca. - Obawiam się, że ja nie mam dla ciebie takiego prezentu, lecz skoro znasz Alexandra, to wiesz, że on ma lepszy dostęp do rodowych sreber. - Wyjaśnił niepewnie, samemu nie wiedząc, jak czuć się z niemiłymi komentarzami na temat swoich uprzejmości. Co więcej, próby rozładowania napięcia przez Lestrange'a teraz były zupełnie nieproszone. Musiał zdecydować się, czy chce gnoić go wzrokiem, czy wspierać. Wyciągnął torebkę do Maeve, chcąc wręczyć jej z powrotem przekąskę.- Radziłbym zmienić kolegów, skoro zabawnym wydaje im się sikanie do kwiatów.
Nie wydawało mu się, by wdawanie się w pyskówki poskutkowało czymkolwiek dobrym, więc tylko kiwnął głową, zgadzając się z propozycją Maeve. Tym samym potraktował Rolpha, nie odpowiadając na jego słowa.
I wtedy dostał w ręce torebkę grzanek, gdy został potraktowany jak właśnie przydupas, który może przytrzymać przekąskę. I to również mu się nie spodobało, a jeszcze bardziej spojrzenie, które rzucił mu Rodolphus. A więc tak mieli pogrywać na Nokturnie, gdy Lestrange grał zimnego i niedostępnego. Nie taki był, gdy przytulił go serdecznie w ramach pocieszenia za przelany kwiatek. Nie miał jednak wyjścia; pozostał przez dłuższą chwilę milczący, trzymając w rękach torebkę z grzankami i pilnując, by nie pognieść jej zanadto. Scena, która rozegrała się przed jego oczyma, była zupełnie niezrozumiała.
- Rodowy... sztu... ciec? - Mruknął do siebie, wahając się nad prawidłową wymową słowa, którego przecież wcale tak często się nie używało. Na szczęście farsa miała się ku końcowi i skupili się na tym, co ważne: na podgniłym, nawiezionym łajnem kwiatku, tylko chwilowo jeszcze nawiązując do widelca. - Obawiam się, że ja nie mam dla ciebie takiego prezentu, lecz skoro znasz Alexandra, to wiesz, że on ma lepszy dostęp do rodowych sreber. - Wyjaśnił niepewnie, samemu nie wiedząc, jak czuć się z niemiłymi komentarzami na temat swoich uprzejmości. Co więcej, próby rozładowania napięcia przez Lestrange'a teraz były zupełnie nieproszone. Musiał zdecydować się, czy chce gnoić go wzrokiem, czy wspierać. Wyciągnął torebkę do Maeve, chcąc wręczyć jej z powrotem przekąskę.- Radziłbym zmienić kolegów, skoro zabawnym wydaje im się sikanie do kwiatów.
Nie wydawało mu się, by wdawanie się w pyskówki poskutkowało czymkolwiek dobrym, więc tylko kiwnął głową, zgadzając się z propozycją Maeve. Tym samym potraktował Rolpha, nie odpowiadając na jego słowa.