10.12.2024, 03:32 ✶
Coś w tym było. W sensie w teorii, którą postanowił wysnuć Erik, chociaż Dora nie była taka pewna, czy przez zmęczenie był w stanie odpowiednio ocenić tę całą sytuację. Bo Crawley była bardzo chętna, żeby swoim kosztem odbić fakt, że Brenna zdawała się prawie w ogóle nie spać, tylko no, żadne z nich nie miało pewności, że Longbottom faktycznie odbijała brakujące godziny snu. Prędzej byłaby stwierdzić, że siostra Erika zaraziła ich swoją bezsennością, tylko oni byli absolutnie do tego nieprzygotowani i brak im było doświadczenia w tym, jak żyć na zaledwie dwóch godzinach snu, wyrobionych przez piętnastominutowe drzemki na przestrzeni dwóch dni. I dlatego teraz cierpieli.
Uśmiechnęła się do Longbottom dobrotliwie, próbując dzielić uwagę między to, co miał jeszcze do powiedzenia w temacie Brenny i jej, a raczej ich, niespania, a tym co działo się w korytarzu. Ale podobnie jak mężczyzna - wyszło jej to średnio, szczególnie kiedy stukot był coraz bardziej niepokojący.
- On żyje - wymamrotał Julian nieprzytomnie, zamglonym spojrzeniem patrząc gdzieś przed siebie, na drzwi wejściowe, absolutnie nie zwracając uwagi ani na słowa Erika, ani na dotyk dziewczyny. Z resztą, czując jak ta pociągnęła go za rękaw, szarpnął się z łatwością wyrywając.
Crawley spojrzała na Erika odrobinę spłoszona, nie będąc pewną co właściwie w tej chwili się działo, a już tym bardziej o czym mówił Julien.
- Wygląda, jakby lunatykował - powiedziała niepewnie, wyginając palce w nerwowym geście, bo jej wiedza z zakresu tego, jak powinno się takie osoby traktować, nie należała do przesadnie rozwiniętych. Uziemić go? - Ja nie wiem, powinniśmy go obudzić? Chyba nie? Gdzieś czytałam, że nie powinno się takich osób gwałtownie przywracać do rzeczywistości, ale to chyba takie gdybanie tylko było?
Prawda też była taka, że Dora nie chciała zrobić chłopakowi krzywdy. Tym bardziej, że wydawał się mocno zafiksowany na tym, co właśnie chodziło mu po głowie i co pchało go w kierunku drzwi, aż wreszcie złapał za klamkę. Otworzył drzwi gwałtownie, przechodząc przez nieco żwawiej niż wcześniej przemierzał korytarz, może dlatego że nie miał już po drodze tylu mebli, na które mógł wpaść.
Uśmiechnęła się do Longbottom dobrotliwie, próbując dzielić uwagę między to, co miał jeszcze do powiedzenia w temacie Brenny i jej, a raczej ich, niespania, a tym co działo się w korytarzu. Ale podobnie jak mężczyzna - wyszło jej to średnio, szczególnie kiedy stukot był coraz bardziej niepokojący.
- On żyje - wymamrotał Julian nieprzytomnie, zamglonym spojrzeniem patrząc gdzieś przed siebie, na drzwi wejściowe, absolutnie nie zwracając uwagi ani na słowa Erika, ani na dotyk dziewczyny. Z resztą, czując jak ta pociągnęła go za rękaw, szarpnął się z łatwością wyrywając.
Crawley spojrzała na Erika odrobinę spłoszona, nie będąc pewną co właściwie w tej chwili się działo, a już tym bardziej o czym mówił Julien.
- Wygląda, jakby lunatykował - powiedziała niepewnie, wyginając palce w nerwowym geście, bo jej wiedza z zakresu tego, jak powinno się takie osoby traktować, nie należała do przesadnie rozwiniętych. Uziemić go? - Ja nie wiem, powinniśmy go obudzić? Chyba nie? Gdzieś czytałam, że nie powinno się takich osób gwałtownie przywracać do rzeczywistości, ale to chyba takie gdybanie tylko było?
Prawda też była taka, że Dora nie chciała zrobić chłopakowi krzywdy. Tym bardziej, że wydawał się mocno zafiksowany na tym, co właśnie chodziło mu po głowie i co pchało go w kierunku drzwi, aż wreszcie złapał za klamkę. Otworzył drzwi gwałtownie, przechodząc przez nieco żwawiej niż wcześniej przemierzał korytarz, może dlatego że nie miał już po drodze tylu mebli, na które mógł wpaść.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.