09.12.2024, 12:34 ✶
Ziemia do Morpheusa Longbottoma!
Halo, czy słyszy nas o wielki Pan, któremu opowieść napisana we własnej głowie wydaje się językiem faktów? Pan się chyba zagalopował przez myślenie o liście zadedykowanym płomieniom mojego kominka i ubzdurał sobie, że ma prawo pisać mi po tym wszystkim o cieszeniu się z ochrony, jaką daje mi noszenie mojego nazwiska. Ze wszystkich rzeczy TY napisałeś mi akurat TO.
Zjadłem to astrolabium. Po czasie trochę tego żałuję, ale tak sobie mówię: zjadłem prezent od młodego chłopaka, który wierzył w moje wizjonerstwo, w odkrycia, w przyszłość, jaką budowałem dla siebie i niego, w badania prowadzone dla ludzi i świata, w moją siłę i miłość do postępu, do opisywania tego, co widzę językiem naukowym, aby inni mogli się do tego odnosić i tworzyć własne teorie. Nie zjadłem astrolabium od starego faceta, który porzucił mnie lata temu na pastwę ojca bijącego mnie z całej siły, szalonej rodziny zapewne biegającej pod ciemnymi płaszczami walcząc w imię staroświeckich idei nierezonującymi ze mną pod żadnym względem i cholernie bolesnej samotności. To nie ja z Ciebie kpię tylko Ty ze mnie.
Kiedyś uderzyłeś mnie w twarz, a później napisałeś mi taki durny pozbawiony treści i prawdy list, pełen słów ważących tyle, co piórko. Przywołuje wspomnienia? Też bym nie umiał patrzeć na własną twarz w lustrze, gdybym nie walczył o kogoś przez tyle lat, a później się zastanawiał czy otworzy kopertę z listem. Ale oh, Morpheusie. Rozbiłbym to lustro pięścią, gdybym dowiedział się teraz, że córka Dolohova pełna przejęcia i smutku powiedziała mu, że pan Longbottom chyba jej nie lubi i roztargniona, nieświadoma niczego pytała go, czy on w ogóle ma jakieś powody do nielubienia jej, bo ma dopiero dziewiętnaście lat i nie pojmuje takich spraw. Ciekawe cóż takiego mogła panu Longbottomowi uczynić nastolatka? I jakież to okropności mógł uczynić mu mój współpracownik i na jakie manipulacje, spojrzenia i gesty zasłużył. Ciekawe co takiego zrobił pan Dolohov, żeby musieć wysłuchiwać o kupnie domu przez kogoś, kogo chciał uczynić swoim mężem. W jego rodzinnej miejscowości, do której tak bardzo bał się wracać. O dwadzieścia lat za późno.
Zamiast pisać mi setki razy przepraszam, zamiast mi pisać, że jesteś ze mnie dumny, zastanów się nad tym co robisz. Tak wygląda twoja skrucha? Twoje starania? Jeżeli wyobrażasz sobie, że nakarmisz mnie nostalgią, a ja kiedyś nie wytrzymam i znowu rozłożę przed Tobą nogi, to się mylisz. Czasy się zmieniły i ja też się zmieniłem. Nie mam już piętnastu lat.
Pogratuluj swojemu przyjacielowi złapania w garść mojego marzenia. Gratulację, teraz nie mogę znieść widoku was obojga, ale to wam pewnie pasuje - zawsze byliście tacy wspaniale nierozłączni, kiedy mnie można było sobie odpuścić.
Halo, czy słyszy nas o wielki Pan, któremu opowieść napisana we własnej głowie wydaje się językiem faktów? Pan się chyba zagalopował przez myślenie o liście zadedykowanym płomieniom mojego kominka i ubzdurał sobie, że ma prawo pisać mi po tym wszystkim o cieszeniu się z ochrony, jaką daje mi noszenie mojego nazwiska. Ze wszystkich rzeczy TY napisałeś mi akurat TO.
Zjadłem to astrolabium. Po czasie trochę tego żałuję, ale tak sobie mówię: zjadłem prezent od młodego chłopaka, który wierzył w moje wizjonerstwo, w odkrycia, w przyszłość, jaką budowałem dla siebie i niego, w badania prowadzone dla ludzi i świata, w moją siłę i miłość do postępu, do opisywania tego, co widzę językiem naukowym, aby inni mogli się do tego odnosić i tworzyć własne teorie. Nie zjadłem astrolabium od starego faceta, który porzucił mnie lata temu na pastwę ojca bijącego mnie z całej siły, szalonej rodziny zapewne biegającej pod ciemnymi płaszczami walcząc w imię staroświeckich idei nierezonującymi ze mną pod żadnym względem i cholernie bolesnej samotności. To nie ja z Ciebie kpię tylko Ty ze mnie.
Kiedyś uderzyłeś mnie w twarz, a później napisałeś mi taki durny pozbawiony treści i prawdy list, pełen słów ważących tyle, co piórko. Przywołuje wspomnienia? Też bym nie umiał patrzeć na własną twarz w lustrze, gdybym nie walczył o kogoś przez tyle lat, a później się zastanawiał czy otworzy kopertę z listem. Ale oh, Morpheusie. Rozbiłbym to lustro pięścią, gdybym dowiedział się teraz, że córka Dolohova pełna przejęcia i smutku powiedziała mu, że pan Longbottom chyba jej nie lubi i roztargniona, nieświadoma niczego pytała go, czy on w ogóle ma jakieś powody do nielubienia jej, bo ma dopiero dziewiętnaście lat i nie pojmuje takich spraw. Ciekawe cóż takiego mogła panu Longbottomowi uczynić nastolatka? I jakież to okropności mógł uczynić mu mój współpracownik i na jakie manipulacje, spojrzenia i gesty zasłużył. Ciekawe co takiego zrobił pan Dolohov, żeby musieć wysłuchiwać o kupnie domu przez kogoś, kogo chciał uczynić swoim mężem. W jego rodzinnej miejscowości, do której tak bardzo bał się wracać. O dwadzieścia lat za późno.
Zamiast pisać mi setki razy przepraszam, zamiast mi pisać, że jesteś ze mnie dumny, zastanów się nad tym co robisz. Tak wygląda twoja skrucha? Twoje starania? Jeżeli wyobrażasz sobie, że nakarmisz mnie nostalgią, a ja kiedyś nie wytrzymam i znowu rozłożę przed Tobą nogi, to się mylisz. Czasy się zmieniły i ja też się zmieniłem. Nie mam już piętnastu lat.
Pogratuluj swojemu przyjacielowi złapania w garść mojego marzenia. Gratulację, teraz nie mogę znieść widoku was obojga, ale to wam pewnie pasuje - zawsze byliście tacy wspaniale nierozłączni, kiedy mnie można było sobie odpuścić.
Dobrze wiem, że nie muszę tego podpisywać
with all due respect, which is none