09.12.2024, 00:14 ✶
Nie lubił się nudzić, ale jednocześnie uważał, że najlepsze patrole to te, podczas których nic się nie dzieje. Jego nuda i brak jakiegokolwiek zajęcia znaczyły, że wszystko układało się dokładnie tak, jak powinno. Dobrze, bezpiecznie dla innych. A przecież na tym mu zależał najbardziej na świecie - na tym, żeby to wszystko się uspokoiło, jego rodzina była wreszcie bezpieczna. Jak wspaniałym byłby świat, w którym Alastor Moody byłby niepotrzebny i mógł spędzać dni na łowieniu ryb, chowając te wszystkie narastające w środku obawy gdzieś głęboko w kąt.
Niestety życie takim nie było.
Noszenie munduru Aurora powinno wiązać się z dumą. Lata temu strój, który na sobie nosił, wiązał się z pełnymi podziwu spojrzeniami - bo ten zawód wzbudzał respekt, budował w ludziach poczucie bezpieczeństwa. Dzisiaj, kiedy każdy zdawał już sobie sprawę z przynajmniej częściowej bezradności sił Ministerstwa, Moody miał wrażenie, że jego obecność wzbudzała w ludziach niepokój. Ale to było jak z pająkami - on się bał bardziej niż ludzie wokół niego. Odwaga nie oznaczała braku strachu i chociaż jego działania czasami zahaczały już o brawurę, wciąż wierzył w to, że strach był jego supermocą - potrafił wymęczyć go przeokrutnie, ale wznosił go również na wyżyny własnych możliwości. Niestety strach związany z leśnymi potworami wiązał się głównie ze zmęczeniem.
Nie chciał patrolować Wiśniowej.
Jednocześnie nigdy niepozwoliłby żeby w jego imieniu cierpiał ktoś inny. Jeżeli ktoś miał to udźwignąć, to on to udźwignie. Szkoda tylko, że nie wiązało się to z powolnymi spacerami wśród zarośniętą owocowymi drzewami alejką.
Isaac mógł usłyszeć huk, kiedy ogromne cielsko Alastora zeskoczyło w dół piwnicy, celując do niego różdżką. Mężczyzna nawet się nie zachwiał, chociaż wysokość drabinki prowadzącej w dół była dość spora. Całkowicie pozbawione emocji spojrzenie musiało wyglądać komicznie w zestawieniu z tym, jak nagle się tutaj pojawił, on jednak pozostawał tym niewzruszony.
- Alastor Moody, Biuro Aurorów. Proszę odłożyć aparat i różdżkę na ziemię.
Niestety życie takim nie było.
Noszenie munduru Aurora powinno wiązać się z dumą. Lata temu strój, który na sobie nosił, wiązał się z pełnymi podziwu spojrzeniami - bo ten zawód wzbudzał respekt, budował w ludziach poczucie bezpieczeństwa. Dzisiaj, kiedy każdy zdawał już sobie sprawę z przynajmniej częściowej bezradności sił Ministerstwa, Moody miał wrażenie, że jego obecność wzbudzała w ludziach niepokój. Ale to było jak z pająkami - on się bał bardziej niż ludzie wokół niego. Odwaga nie oznaczała braku strachu i chociaż jego działania czasami zahaczały już o brawurę, wciąż wierzył w to, że strach był jego supermocą - potrafił wymęczyć go przeokrutnie, ale wznosił go również na wyżyny własnych możliwości. Niestety strach związany z leśnymi potworami wiązał się głównie ze zmęczeniem.
Nie chciał patrolować Wiśniowej.
Jednocześnie nigdy niepozwoliłby żeby w jego imieniu cierpiał ktoś inny. Jeżeli ktoś miał to udźwignąć, to on to udźwignie. Szkoda tylko, że nie wiązało się to z powolnymi spacerami wśród zarośniętą owocowymi drzewami alejką.
Isaac mógł usłyszeć huk, kiedy ogromne cielsko Alastora zeskoczyło w dół piwnicy, celując do niego różdżką. Mężczyzna nawet się nie zachwiał, chociaż wysokość drabinki prowadzącej w dół była dość spora. Całkowicie pozbawione emocji spojrzenie musiało wyglądać komicznie w zestawieniu z tym, jak nagle się tutaj pojawił, on jednak pozostawał tym niewzruszony.
- Alastor Moody, Biuro Aurorów. Proszę odłożyć aparat i różdżkę na ziemię.
fear is the mind-killer.