08.12.2024, 23:55 ✶
Na powitanie odpowiedziała mu niemal identycznie zobojętniała mina, ale kiedy dłonie, powolnym ruchem, sięgnęły po kwiat, brew w nałożonej przez niego masce, mimowolnie uniósła się do góry. Czystość, niewinność spokój. Aż dziw, że tego typu kwiaty nie zwiędły jeszcze w dłoniach Jeana, tych samych dłoniach, które przecież jeszcze nie tak dawno wypisywały groźby w listach.
Nawet za niego nie dziękując, odłożył bukiet do pobliskiego wazonu, w którym dogorywały więdnace goździki.
Gdy Jean zaczął mówić Jonathan zdał sobie sprawę z tego, jak łatwo mogłoby mu przyjść udawanie, że było to po prostu przyjemne spotkanie po latach i...
Może popełnił błąd, że był z nim tutaj sam na sam. Może powinien poprosić Charlotte, aby gdzieś się tutaj czaiła, byle nie z siekierą, lub po prostu nie odpisywać na ten list, tak jak na każdy poprzedni.
Policzył w duchu do dziesięciu, słuchając uważnie tego co mówił Jean, aż wreszcie mu przerwał.To były negocjacje. Nie randka. Trzeba było działać szybko. Byle nie zaczął wsłuchiwać się w jego głos.
– Mam nadzieję, że wiesz, że moje zaproszenie tutaj nie było równoznaczne z przywróceniem ci przywileju niezobowiązującej rozmowy ze mną, którą pewnie byśmy mogli odbywać w tym momencie, gdybyś po prostu pozwolił mu wrócić do Angli.– Mówił cicho, ale nie w ten nerwowy sposób, gdy budził się w jego ramionach z koszmaru, albo w ten gdy czule szeptał mu coś do ucha, kładząc jego ramiona. Bardziej, jak wtedy, gdy na bankietach, dokonywał różnych umów, lub przyłapywał kogoś na ich łamaniu. – Sześć lat temu powiedziałem ci czego chcę od życia i że nie pokrywa się to z twoimi planami. Nie zrozumiałeś. Latami wysyłałeś mi listy, na które ja wymownie nie odpowiadałem. Nie zrozumiałeś. Zamiast tego zagroziłeś moim bliskim, przybyłeś wcześniej nie zapowiedziałeś, a teraz informacja o moich zaręczynach poskutkowała kolejnym listem, który powinienem otrzymać znacznie wcześniej. Czego chcesz w tej sytuacji skoro mówisz, że zaakceptowałeś moje wybory? Czemu po prostu nie wyjedziesz z Angli i nie wrócisz, gdy już dawno mnie tutaj nie będzie, tak abyś sam sobie oszczędził emocji?
Nawet za niego nie dziękując, odłożył bukiet do pobliskiego wazonu, w którym dogorywały więdnace goździki.
Gdy Jean zaczął mówić Jonathan zdał sobie sprawę z tego, jak łatwo mogłoby mu przyjść udawanie, że było to po prostu przyjemne spotkanie po latach i...
Może popełnił błąd, że był z nim tutaj sam na sam. Może powinien poprosić Charlotte, aby gdzieś się tutaj czaiła, byle nie z siekierą, lub po prostu nie odpisywać na ten list, tak jak na każdy poprzedni.
Policzył w duchu do dziesięciu, słuchając uważnie tego co mówił Jean, aż wreszcie mu przerwał.To były negocjacje. Nie randka. Trzeba było działać szybko. Byle nie zaczął wsłuchiwać się w jego głos.
– Mam nadzieję, że wiesz, że moje zaproszenie tutaj nie było równoznaczne z przywróceniem ci przywileju niezobowiązującej rozmowy ze mną, którą pewnie byśmy mogli odbywać w tym momencie, gdybyś po prostu pozwolił mu wrócić do Angli.– Mówił cicho, ale nie w ten nerwowy sposób, gdy budził się w jego ramionach z koszmaru, albo w ten gdy czule szeptał mu coś do ucha, kładząc jego ramiona. Bardziej, jak wtedy, gdy na bankietach, dokonywał różnych umów, lub przyłapywał kogoś na ich łamaniu. – Sześć lat temu powiedziałem ci czego chcę od życia i że nie pokrywa się to z twoimi planami. Nie zrozumiałeś. Latami wysyłałeś mi listy, na które ja wymownie nie odpowiadałem. Nie zrozumiałeś. Zamiast tego zagroziłeś moim bliskim, przybyłeś wcześniej nie zapowiedziałeś, a teraz informacja o moich zaręczynach poskutkowała kolejnym listem, który powinienem otrzymać znacznie wcześniej. Czego chcesz w tej sytuacji skoro mówisz, że zaakceptowałeś moje wybory? Czemu po prostu nie wyjedziesz z Angli i nie wrócisz, gdy już dawno mnie tutaj nie będzie, tak abyś sam sobie oszczędził emocji?