07.12.2024, 19:16 ✶
Nie będzie spokojniej. Najprawdopodobniej Anthony zakładał, że spokojniej będzie dopiero wtedy i tylko wtedy, gdy osobnik każący nazywać się lordem padnie, a jego poplecznicy zrzucą maski i zaczną się zachowywać jak ich status krwi by do tego zobowiązywał. Oczywiście, będą momenty, trzeba zadbać o momenty ciszy i spokoju, momenty bezpieczeństwa - takie jak ten tutaj. Spokój. Równowaga, chociaż na chwilę.
Anthony miał nadzieję, że mimo wszystko udało się zasiać w Jonathanie myśl, że możliwości hrabiego można byłoby przekuć na korzyść sprawy. Nie tyle godzić się, nie tyle wracać do związku w imię miłości i zapewne ckliwych obietnic poprawy, które Shafiq spodziewałby się usłyszeć, skoro na Muzie mężczyzna nagle był tak miły, wobec poprzednich prób kontaktu. Och nie, to nie obchodziło dyplomaty tak jak odwrócenie karty, zmuszenie kogoś z zewnątrz do ustawienia się na szachownicy, tak jak moment temu Morpheus zmusił jego, by zajął swoje miejsce.
Dalsze słowa tylko go rozbawiły, ułożył się na tej framudze nieco bardziej wygodnie, swobodnie, czując dogasającą świecę ich bieżącego spotkania.
– Doprawdy? Ja poczytuję to tylko jako nieoczywisty komplement i zostawmy to w tym miejscu Johnny. – łagodny, choć wciąż smutny w swej naturze uśmiech został z nim, gdy zwrócił twarz ku oknu, przez które wchodziły już pierwsze promienie świtu. – Czas odpocząć. Jeśli byś mnie potrzebował, zrzuć z szafki leżącego smoka z kadzidłem. Będę wiedział, że coś się dzieje. – Nieznacznie pociągnął palcami przed sobą, jakby chwytał niewidzialne struny i pozwolił tym samym zasłonie czynić swoją powinność. Sztuczka, jakże przyjemnie wieńcząca dzień pełen obaw. Odsunął od siebie myśl o tym, że może powinien napisać kilka słów do Erika? Przygryzł wargę, wyciszając uczucia, które wciąż nie mogły znaleźć właściwego ujścia, bez ramy, bez naczynia, którego tak szalenie potrzebowały. Czy i jego nić nosiłaby odcienie fioletowej obsesji?
– Śpij dobrze przyjacielu – otulił jeszcze Jonathana miękkim szeptem, nim zamknął za sobą drzwi, pozostawiając Selwyna samego ze swoimi przemyśleniami.
Anthony miał nadzieję, że mimo wszystko udało się zasiać w Jonathanie myśl, że możliwości hrabiego można byłoby przekuć na korzyść sprawy. Nie tyle godzić się, nie tyle wracać do związku w imię miłości i zapewne ckliwych obietnic poprawy, które Shafiq spodziewałby się usłyszeć, skoro na Muzie mężczyzna nagle był tak miły, wobec poprzednich prób kontaktu. Och nie, to nie obchodziło dyplomaty tak jak odwrócenie karty, zmuszenie kogoś z zewnątrz do ustawienia się na szachownicy, tak jak moment temu Morpheus zmusił jego, by zajął swoje miejsce.
Dalsze słowa tylko go rozbawiły, ułożył się na tej framudze nieco bardziej wygodnie, swobodnie, czując dogasającą świecę ich bieżącego spotkania.
– Doprawdy? Ja poczytuję to tylko jako nieoczywisty komplement i zostawmy to w tym miejscu Johnny. – łagodny, choć wciąż smutny w swej naturze uśmiech został z nim, gdy zwrócił twarz ku oknu, przez które wchodziły już pierwsze promienie świtu. – Czas odpocząć. Jeśli byś mnie potrzebował, zrzuć z szafki leżącego smoka z kadzidłem. Będę wiedział, że coś się dzieje. – Nieznacznie pociągnął palcami przed sobą, jakby chwytał niewidzialne struny i pozwolił tym samym zasłonie czynić swoją powinność. Sztuczka, jakże przyjemnie wieńcząca dzień pełen obaw. Odsunął od siebie myśl o tym, że może powinien napisać kilka słów do Erika? Przygryzł wargę, wyciszając uczucia, które wciąż nie mogły znaleźć właściwego ujścia, bez ramy, bez naczynia, którego tak szalenie potrzebowały. Czy i jego nić nosiłaby odcienie fioletowej obsesji?
– Śpij dobrze przyjacielu – otulił jeszcze Jonathana miękkim szeptem, nim zamknął za sobą drzwi, pozostawiając Selwyna samego ze swoimi przemyśleniami.
Koniec sesji