06.12.2024, 00:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2024, 00:14 przez Anthony Shafiq.)
To było miłe. Słuchać Jonathana, widzieć jak stopniowo dochodzi do siebie, jak się rozluźnia, jak znajduje równowagę. To było miłe spędzić z nim czas, pomimo wszystkich zagrożeń, które czaiły się na nich poza granicami rezydencji. To było miłe też posłuchać o Eriku, a Selwyn mógł dostrzec ulgę w szarych zatroskanych oczach, napięcie które mogło być zauważone dopiero wtedy gdy zniknęło. Anthony był wdzięcznym słuchaczem i rzeczywiście dawał odczuć, że wszystko wpada w niego jak w studnie, a każde słowo, każde drżenie, ale też spokój, które nadeszły potem - że wszystko zostaje przez niego przyjęte. Obmyte. Oczyszczone. Miał wielkie serce dla swoich przyjaciół, a Jonathan był jedną z najbliższych mu osób.
Niemniej, gdy stał w progu gościnnej sypialni, nieco spoważniał, choć może nie powinien, w końcu chciał zadbać o sen - o spokojną noc ich obu.
– Cóż... Nie potrzebowałem tego wtedy, nie potrzebuję teraz. Mam Ciebie, mam... nie wiem, być może, mam nadzieję, że... – westchnął i pokiwał głową rozczarowany sobą, na moment uciekając wzrokiem na korytarz, jakby licząc, że po nocnych wydarzeniach ktoś jeszcze zapuka do jego bram, wyśle chociaż list, cokolwiek. – To nic takiego, ta bezsenność. Dużo planuję, kalkuluje kolejne kroki, które trzeba będzie podjąć po powrocie z Egiptu. – To w sumie byłby dobry moment, żeby przycisnąć Jonathana, w którego żyłach płynęła złota whisky. To był dobry moment, żeby wycisnąć zeznania, ale też samemu odsłonić się z nową drogą, którą postanowił obrać. Coriolanus umarł zabity przez swoich dawnych kompanów. Czy i jego czekał taki los? Przyszedł czas, żeby wybrać między tym co jest łatwe i słuszne. On wybierał cały czas.
Jego postawa lekko stężała, twarz nabrała ostrości. – Zrobisz co postanowisz Jonathan, masz moje pełne poparcie, jeśli chodzi o następne kroki. W miłości i na wojnie... – umilkł uśmiechając się gorzko, poprawiając mankiety swojej koszuli. – Jestem kiepskim doradcą, brak mi własnego doświadczenia w tych materiach. Ale nie da się ukryć, że coś trzeba z tym zrobić. W przeciwieństwie do hrabiego, nie dysponujemy całym czasem tego świata, a ja będę Cię potrzebował po powrocie z delegacji w pełnej formie. A jeśli de la Rochefoucauld nie zamierza nam pomóc, niech chociaż nie przeszkadza.
Niemniej, gdy stał w progu gościnnej sypialni, nieco spoważniał, choć może nie powinien, w końcu chciał zadbać o sen - o spokojną noc ich obu.
– Cóż... Nie potrzebowałem tego wtedy, nie potrzebuję teraz. Mam Ciebie, mam... nie wiem, być może, mam nadzieję, że... – westchnął i pokiwał głową rozczarowany sobą, na moment uciekając wzrokiem na korytarz, jakby licząc, że po nocnych wydarzeniach ktoś jeszcze zapuka do jego bram, wyśle chociaż list, cokolwiek. – To nic takiego, ta bezsenność. Dużo planuję, kalkuluje kolejne kroki, które trzeba będzie podjąć po powrocie z Egiptu. – To w sumie byłby dobry moment, żeby przycisnąć Jonathana, w którego żyłach płynęła złota whisky. To był dobry moment, żeby wycisnąć zeznania, ale też samemu odsłonić się z nową drogą, którą postanowił obrać. Coriolanus umarł zabity przez swoich dawnych kompanów. Czy i jego czekał taki los? Przyszedł czas, żeby wybrać między tym co jest łatwe i słuszne. On wybierał cały czas.
Jego postawa lekko stężała, twarz nabrała ostrości. – Zrobisz co postanowisz Jonathan, masz moje pełne poparcie, jeśli chodzi o następne kroki. W miłości i na wojnie... – umilkł uśmiechając się gorzko, poprawiając mankiety swojej koszuli. – Jestem kiepskim doradcą, brak mi własnego doświadczenia w tych materiach. Ale nie da się ukryć, że coś trzeba z tym zrobić. W przeciwieństwie do hrabiego, nie dysponujemy całym czasem tego świata, a ja będę Cię potrzebował po powrocie z delegacji w pełnej formie. A jeśli de la Rochefoucauld nie zamierza nam pomóc, niech chociaż nie przeszkadza.