Ziemia sypała się ze wszystkich stron, najwyraźniej to pomogło, bo stworzenie przestało walczyć, albo jej się wydawało? Nie miała pojęcia, niewiele widziała zza tego stołu, który udało jej się wywrócić - oczywiście niespecjalnie. Był jednak całkiem wygodnym miejscem na przetrwanie tego całego zamieszania, przynajmniej nic się jej nie stało, no może poza paroma zadrapaniami, które pojawiły się, gdy szkło pękło.
Ciotka się odezwała, coby oznaczało, że już po wszystkim, a przynajmniej zasugerowała, że mają się zbierać. Nie chciała tu dłużej zostać, bo nieco się zirytowała. Nie wydawało jej się, aby osiągnęli jakikolwiek sukces, nie byli odpowiednio przygotowani, a szkoda, bo to mogło być naprawdę ciekawe doświadczenie, szkoda, że zakończyło się taką sromotną klęską.
Mówiła od samego początku, że to nie jest zwykła, pustynna mandragora, jednak Abbottówna zdecydowanie temu zaprzeczała, cóż, szkoda, że nie miała zbyt wielkiej siły przebicia, jak widać musieli się o tym przekonać w dosyć drastyczny sposób - powinna się tego spodziewać.
Skorzystała z dłoni, którą wyciągnęła w jej kierunku Roselyn zdecydowanie łatwiej jej było podnieść się na nogi kiedy mogła znaleźć jakieś oparcie. Kiwnęła jej głową w podziękowaniu. Całkiem szybko udało jej się stanąć i utrzymać na swoich niebotycznie wysokich obcasach, spoglądała na Urquarta, nie do końca więdzac, jak powinna skomentować jego zachowanie, dla siebie zostawiła komentarz, że zdecydowanie nie powinien się tu więcej pojawiać, bo to on był przyczyną ich wszystkich niepowodzeń. Figgówna nie była dobra w konfrontacjach.
Cóż, chętnie wysłuchałaby komentarzy związanych z jej zbyt krótką spódniczką, czy zbyt wysokimi butami, nie musiała się nikomu tłumaczyć z tego, jak wyglądała, prawda? Dla towarzystwa liczyło się to, co miała w głowie, a nie to w jaki sposób się ubierała. Ważna była wiedza, a od początku pokazywała to, że posiada jej całkiem sporą ilość, gdyby tylko ktokolwiek chciałby jej wysłuchać... Cóż, można było gdybać, na szczęście było to tylko spotkanie kółka zielarskiego.
Pożegnała się z ciotką, pewnie wróci do tematu tej niespotykanej rośliny, ale aktualnie zamierzała opatrzyć swoje rany, w swoim własnym domu, dlatego zawinęła się z tego spotkania całkiem szybko pożegnawszy się wcześniej ze wszystkimi.