01.12.2024, 19:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.12.2024, 19:37 przez Dægberht Flint.)
Mildþryþ Moody miała najsmutniejszą twarz, jaką kiedykolwiek widział. Nie mógł nie dać pożerać się myśli - zagadce... Czy wiedziała, co ta twarz musiała robić z umysłami mężczyzn? Dægberhtowi daleko było do szowinistycznych tekstów i postrzegania kobiet w kategoriach podobnych mugolom, nie były mu jednak obce miłość i pożądanie, właściwie to tego typu emocje poddawał często świadomym i wnikliwym analizom, których efektem była głębokie obycie odnośnie tego, w jaki sposób musiano reagować na jej obecność. Filigranowa budowa, bladość skóry, kruchość porcelany, przepiękne włosy opadające kaskadą na idealnie proporcjonalną buzię nieziemsko pięknej kobiety. Nic tu nie miało znaczenia w zestawieniu z jej oczami. Gdyby oczy mogły pożerać, to jej oczy robiłyby właśnie to - wciągałyby naiwniaków w złocistą toń i już nie wypuszczały - trzymałaby ich tam ta sama siła, która zanurzała marynarzy pod płynący statek i nie pozwalała im się już wydostać.
Ta kobieta sama w sobie była poezją - smutną i pociągającą, nie trzeba było pisać o niej wierszy, bo wiersze o niej pisały się same. Do tych pary miodowych oczu potrafił dopowiedzieć niezliczoną ilość porywających opowieści i dobrze wiedział, że nie był pierwszy. Wychował się jako mężczyzna i obserwował świat oczyma mężczyzn, nie tylko swoimi - kobiety takie jak Mildþryþ słyszały czasami, że mają te oczy mądre i nie traktowały tego jako komplement, bo wiedziały, jak wygląda życie z tymi mądrymi oczami.
Jak taka katastrofa, którą chciał jej pokazać. Przez takie życie nie przechodziło się nie trzymając w dłoni kieliszka czystej, polskiej wódki. Kobieta, której wszyscy mówili, jaka jest piękna, a jej uśmiech unosił ich serca. Chcieli ją zdobyć, ale nie próbowali się oszukiwać, bo zdobywanie kobiet takich jak Mildþryþ nie wiązało się przecież z poszukiwaniami żony. Ktoś kto czekał na nich w domu, musiał być bezpieczny, miał być przystanią do powrotu po tym, jak w czasie wolnym dźwigali taki huragan i przeżywali swoje. A później były porzucane tak, jak on porzucał porty, kiedy w domu czekała na niego Vivianne. Pytał samego siebie o to czy wiedziała, ale w sumie to musiała wiedzieć. Miał wrażenie, że dostrzegał to w jej gestach. To jak wszystko wokół stało się jej obojętne, a ona mówiła cokolwiek co jej ślina na język przyniosła i sprawdzała. Jak mocno mogła kogoś docisnąć butem, zanim da sobie spokój? Gdzie leżała granica wytrzymałości kogoś zdesperowanego, głodnego jej uwagi? Tak, teoretyzował, snuł fantazje - i czuł się z tym trochę źle. To trochę stawało się głębsze i cięższe kiedy zdawał sobie sprawę z tego, jak dobrze byłoby stać się jej plastrem, a przecież nie wolno tak było myśleć o ludziach, jakby byli chorzy i potrzebowali pomocy tylko dlatego, że byli wykuci inaczej.
Ona patrzyła na gwiazdy, on patrzył się na nią.
- Chętnie posłuchałbym o tym więcej - powiedział. Chciał ją luźno zachęcić do kontynuowania wywodów o sztuce i zdążył już udowodnić, że był dobrym słuchaczem. Zdarzało mu się przerywać, dopytywać lub za bardzo emocjonować się cudzymi słowami - nie był jak spokojna tafla wody (nawet teraz kiedy się wyłożył na tych poduszkach i niby trwał w bezruchu, to miał w sobie coś zbyt frywolnego, żeby go potraktować jak statyczny obraz), ale nie był też kimś oschłym ani niechętnym do kontaktu. Opalona skóra i spojrzenie ciemnych tęczówek tworzyły obraz kogoś gorącego niczym słońce palące go podczas ostatniej wyprawy. - Miło mi się ciebie słucha. Prawdę mówiąc, długo nie opuszczałaś moich myśli i mam przez to o tobie dużo wyobrażeń, dobrze byłoby zrównać je z ziemią i przypomnieć mi jak to jest po niej stąpać. Czasami w kajucie nudzę się za dziesięciu i przez to wyobraźnia rozrosła mi się aż za bardzo.
Mieszkała w dużym mieście. Czy goniła tam za szczęściem? A może iskra miała pojawić się w niej w chwili usłyszenia o opuszczeniu tego miasta na długo, nudno i najlepiej zawsze?
- Z wizjami podwodnych ogrodów? - Uniósł w górę brew, opierając się łokciem o poduszkę i wspierając skroń na knykciach. Dlaczego mówiła o wizji kojarzącej się większości ze śmiercią? - Też tak czasami masz, że widząc wysokość, wyobrażasz sobie, jak spadasz?
Ta kobieta sama w sobie była poezją - smutną i pociągającą, nie trzeba było pisać o niej wierszy, bo wiersze o niej pisały się same. Do tych pary miodowych oczu potrafił dopowiedzieć niezliczoną ilość porywających opowieści i dobrze wiedział, że nie był pierwszy. Wychował się jako mężczyzna i obserwował świat oczyma mężczyzn, nie tylko swoimi - kobiety takie jak Mildþryþ słyszały czasami, że mają te oczy mądre i nie traktowały tego jako komplement, bo wiedziały, jak wygląda życie z tymi mądrymi oczami.
Jak taka katastrofa, którą chciał jej pokazać. Przez takie życie nie przechodziło się nie trzymając w dłoni kieliszka czystej, polskiej wódki. Kobieta, której wszyscy mówili, jaka jest piękna, a jej uśmiech unosił ich serca. Chcieli ją zdobyć, ale nie próbowali się oszukiwać, bo zdobywanie kobiet takich jak Mildþryþ nie wiązało się przecież z poszukiwaniami żony. Ktoś kto czekał na nich w domu, musiał być bezpieczny, miał być przystanią do powrotu po tym, jak w czasie wolnym dźwigali taki huragan i przeżywali swoje. A później były porzucane tak, jak on porzucał porty, kiedy w domu czekała na niego Vivianne. Pytał samego siebie o to czy wiedziała, ale w sumie to musiała wiedzieć. Miał wrażenie, że dostrzegał to w jej gestach. To jak wszystko wokół stało się jej obojętne, a ona mówiła cokolwiek co jej ślina na język przyniosła i sprawdzała. Jak mocno mogła kogoś docisnąć butem, zanim da sobie spokój? Gdzie leżała granica wytrzymałości kogoś zdesperowanego, głodnego jej uwagi? Tak, teoretyzował, snuł fantazje - i czuł się z tym trochę źle. To trochę stawało się głębsze i cięższe kiedy zdawał sobie sprawę z tego, jak dobrze byłoby stać się jej plastrem, a przecież nie wolno tak było myśleć o ludziach, jakby byli chorzy i potrzebowali pomocy tylko dlatego, że byli wykuci inaczej.
Ona patrzyła na gwiazdy, on patrzył się na nią.
- Chętnie posłuchałbym o tym więcej - powiedział. Chciał ją luźno zachęcić do kontynuowania wywodów o sztuce i zdążył już udowodnić, że był dobrym słuchaczem. Zdarzało mu się przerywać, dopytywać lub za bardzo emocjonować się cudzymi słowami - nie był jak spokojna tafla wody (nawet teraz kiedy się wyłożył na tych poduszkach i niby trwał w bezruchu, to miał w sobie coś zbyt frywolnego, żeby go potraktować jak statyczny obraz), ale nie był też kimś oschłym ani niechętnym do kontaktu. Opalona skóra i spojrzenie ciemnych tęczówek tworzyły obraz kogoś gorącego niczym słońce palące go podczas ostatniej wyprawy. - Miło mi się ciebie słucha. Prawdę mówiąc, długo nie opuszczałaś moich myśli i mam przez to o tobie dużo wyobrażeń, dobrze byłoby zrównać je z ziemią i przypomnieć mi jak to jest po niej stąpać. Czasami w kajucie nudzę się za dziesięciu i przez to wyobraźnia rozrosła mi się aż za bardzo.
Mieszkała w dużym mieście. Czy goniła tam za szczęściem? A może iskra miała pojawić się w niej w chwili usłyszenia o opuszczeniu tego miasta na długo, nudno i najlepiej zawsze?
- Z wizjami podwodnych ogrodów? - Uniósł w górę brew, opierając się łokciem o poduszkę i wspierając skroń na knykciach. Dlaczego mówiła o wizji kojarzącej się większości ze śmiercią? - Też tak czasami masz, że widząc wysokość, wyobrażasz sobie, jak spadasz?
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr