30.11.2024, 03:59 ✶
Theo ziewnął przeciągle, czasami naprawdę staż w Wizengamotcie był niezwykle upierdliwy, szczególnie jeśli musiał podróżować, aby zebrać niezbędne podpisy pod protokołem. Gdyby tak te stare pryki nie mogły poczekać i podpisywać się po posiedzeniach tej instytucji. Ale nie narzekał, nie gardził solidną pracą, wiedział tylko, że mógł w zupełnie inny sposób spożytkować ten czas. Chociażby pisząc dalej swój artykuł na temat wpływu emocji jednostki na działania tłumów. Dlatego też postanowił na środek transportu dzisiaj obrać pociąg. Zdecydowanie było to dobrym wyborem.
Na szczęście nie narzucali mu zasad ubioru, dlatego mógł ubrać się wygodnie i nie wyglądać jak świr na mogolskiej stacji. Podróżowanie mogolskimi środkami transportu dawało te przewagę, że trwało to znacznie dłużej niż teleportacja czy podróż za pomocą proszka fiu, więc będzie miał czas, aby trochę popisać.
Rozpiął czarną, skórzaną kurtkę, bo jednak było dość ciepło dzisiaj, a spod niej wystawała fioletowa koszulka z jednorożcem na tle tęczy i smaku do złudzenia przypominającego Hogwart. Ubiór ten zdradzał zamiłowanie Theo do koszulek z takimi właśnie "niepoważnymi" wzorami - jak by to określiło wielu czarodziejów. Na szczęście dla niego liczyło się jedynie opinia matki, no i wujków też.
Zapewne przemknąłby przez budynek dworca nie zwracaj uwagi na nic, gdyby w pewnym momencie do jego uszu nie dobiegł dźwięk skrzypiec. Znał te melodię, oh jak dobrze on ją znał - ciężko by było, aby nie znał tej świątecznej kolędy. Ile razy to ją słyszał, chyba co roku podczas świat, odkąd tylko pamięcią sięgał. Dźwięk ten wrył mu się bardzo dobrze w mózg.
Zatrzymał się dlatego i skierował się krokami w stronę, skąd dobiegały dźwięki.
Z zainteresowaniem przyglądał się tej drobnej blondynce, która sprawiała, że na dworcu było jakoś inaczej, tak jakoś bardziej magicznie. Jedni by stwierdzili, że to tylko muzyka, niedopasowana do okresu, bo przecież był dopiero początek września. Jednak dla Theo liczyło się piękno płynące z każdą nutą.
Zaklaskał krótko, kiedy nagle urwała granie, z żalem stwierdzając, że posłuchałby jeszcze dłużej tego jak gra, choć sam nie miał żadnego talentu do grania na instrumentach to jednak uwielbiał słuchać muzyki.
- Nie dokończyłaś tej piosenki - odezwał się z uśmiechem. Nie musiał nawet krzyczeć, bo stanął dość blisko aby móc lepiej podziwiać jak grała. Może namówi ją na zagranie czegoś jeszcze? Wyglądała bardzo ciekawie, a dźwięki jakie roznosiły się z jej skrzypiec można by powiedzieć, że urzekały, bo jednak trochę ludzi się wokół niej zebrało. Dodatkowo był całkowicie przekonany, że nigdy więcej nie usłyszy jej muzyki, jaka bowiem była szansa, że to dziewczę było czarodziejem? Tutaj na mogolskim dworcu miałby spotkać kogoś czarodziejkę dającą koncert dla mugoli? Nikłe szanse.
Na szczęście nie narzucali mu zasad ubioru, dlatego mógł ubrać się wygodnie i nie wyglądać jak świr na mogolskiej stacji. Podróżowanie mogolskimi środkami transportu dawało te przewagę, że trwało to znacznie dłużej niż teleportacja czy podróż za pomocą proszka fiu, więc będzie miał czas, aby trochę popisać.
Rozpiął czarną, skórzaną kurtkę, bo jednak było dość ciepło dzisiaj, a spod niej wystawała fioletowa koszulka z jednorożcem na tle tęczy i smaku do złudzenia przypominającego Hogwart. Ubiór ten zdradzał zamiłowanie Theo do koszulek z takimi właśnie "niepoważnymi" wzorami - jak by to określiło wielu czarodziejów. Na szczęście dla niego liczyło się jedynie opinia matki, no i wujków też.
Zapewne przemknąłby przez budynek dworca nie zwracaj uwagi na nic, gdyby w pewnym momencie do jego uszu nie dobiegł dźwięk skrzypiec. Znał te melodię, oh jak dobrze on ją znał - ciężko by było, aby nie znał tej świątecznej kolędy. Ile razy to ją słyszał, chyba co roku podczas świat, odkąd tylko pamięcią sięgał. Dźwięk ten wrył mu się bardzo dobrze w mózg.
Zatrzymał się dlatego i skierował się krokami w stronę, skąd dobiegały dźwięki.
Z zainteresowaniem przyglądał się tej drobnej blondynce, która sprawiała, że na dworcu było jakoś inaczej, tak jakoś bardziej magicznie. Jedni by stwierdzili, że to tylko muzyka, niedopasowana do okresu, bo przecież był dopiero początek września. Jednak dla Theo liczyło się piękno płynące z każdą nutą.
Zaklaskał krótko, kiedy nagle urwała granie, z żalem stwierdzając, że posłuchałby jeszcze dłużej tego jak gra, choć sam nie miał żadnego talentu do grania na instrumentach to jednak uwielbiał słuchać muzyki.
- Nie dokończyłaś tej piosenki - odezwał się z uśmiechem. Nie musiał nawet krzyczeć, bo stanął dość blisko aby móc lepiej podziwiać jak grała. Może namówi ją na zagranie czegoś jeszcze? Wyglądała bardzo ciekawie, a dźwięki jakie roznosiły się z jej skrzypiec można by powiedzieć, że urzekały, bo jednak trochę ludzi się wokół niej zebrało. Dodatkowo był całkowicie przekonany, że nigdy więcej nie usłyszy jej muzyki, jaka bowiem była szansa, że to dziewczę było czarodziejem? Tutaj na mogolskim dworcu miałby spotkać kogoś czarodziejkę dającą koncert dla mugoli? Nikłe szanse.