30.11.2024, 02:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.11.2024, 02:25 przez Scylla Greyback.)
Scylla zamrugała kilkukrotnie, jakby próbując przetrawić słowa Scarlett, które wybrzmiały w powietrzu. Było w tym coś niemal surrealistycznego - rozmowa o łączeniu losów z osobą, której nawet nie znała, z kimś, kogo obraz mogła sobie jedynie wyobrazić na podstawie słów dziewczyny.
- Ja? Została dziewczyną twojego brata? - zapytała cicho, jakby chcąc upewnić się, że dobrze zrozumiała. W jej głosie nie było drwiny, tylko delikatna nuta zaskoczenia i lekkiej niepewności. - Czemu? Nie lubisz go? - Zapytała niemal odruchowo. Nie chciała brzmieć niegrzecznie, a jednocześnie próbowała znaleźć przyczynę, dla której chce skazać chłopaka na towarzystwo pomylonej aż do grobowej deski.
Zerknęła na swoje dłonie, jakby tam szukała odpowiedzi.
- Wiesz, ja... nigdy o czymś takim nie myślałam - przyznała, unosząc wzrok na Scarlett. - Zwykle, kiedy ktoś coś ode mnie chce, to jest raczej kwestia... obowiązku, nie propozycji, która daje wybór. - Uśmiechnęła się lekko, tym razem bardziej do siebie. - Ale to miłe, że chcesz mnie... spiknąć z bratem? - Jej głos zdradzał nutę rozbawienia, choć była w nim też pewna doza zagubienia.
Kiedy Scarlett zaczęła mówić o swojej rodzinie i podejściu ojca, Scylla słuchała uważnie, starając się wyłapać każdą nutę niezdecydowania w jej głosie.
- To skomplikowane, prawda? - odezwała się cicho, jakby chcąc wesprzeć Scarlett. - Rodzina ma swoje oczekiwania, my mamy swoje... ale czy te dwie rzeczy kiedykolwiek się spotykają? - Jej głos brzmiał miękko, niemal z rezygnacją, ale zaraz dodała z niewymiernym spokojem: Wiem, że twój tata na pewno ma dobre intencje. Sęk w tym, że właśnie nimi bywa wybrukowane piekło.
Przechyliła głowę, patrząc na nią ni to ze zmartwieniem, ni to ze współczuciem. Nie chciała jej wystraszyć; chciała Scarlett uświadomić, że dobra rada nie zawsze musi być najlepszą.
Kiedy Scarlett wspomniała o ojcu Scylli i ewentualnych zaślubinach, ta jedynie wzruszyła ramionami.
- Mój ojciec raczej nie pyta, poza tym... Ma ważniejsze sprawy na głowie - przyznała, drapiąc się lekko po karku. - Jeśli ma plany, to pewnie takie, o których jeszcze mi nie powiedział. Ale... - zawahała się, jakby nie była pewna, czy może to powiedzieć. – Może kiedyś uda się nam obu znaleźć coś, co będzie nasze, a nie ich. - Przygryzła wargę, zastanawiając się, czy powinna dodać coś więcej. Nie chciała poruszać Greybackowych spraw, bo były niczym czarna maź oblepiająca skrzydła ptaka, uniemożliwiająca wzbicie się w powietrze. Nie da się o nich mówić i pozostać z czystymi rękoma.
- Jeśli twój brat naprawdę chciałby mnie poznać... to mogę dać temu szansę - powiedziała w końcu, uśmiechając się delikatnie. – Ale nie obiecuję, że będę dobrą szwagierką. Ledwie sobie radzę z byciem dobrą osobą. – Zaśmiała się cicho, jakby sama myśl była zbyt absurdalna, by ją traktować poważnie.
- Ja? Została dziewczyną twojego brata? - zapytała cicho, jakby chcąc upewnić się, że dobrze zrozumiała. W jej głosie nie było drwiny, tylko delikatna nuta zaskoczenia i lekkiej niepewności. - Czemu? Nie lubisz go? - Zapytała niemal odruchowo. Nie chciała brzmieć niegrzecznie, a jednocześnie próbowała znaleźć przyczynę, dla której chce skazać chłopaka na towarzystwo pomylonej aż do grobowej deski.
Zerknęła na swoje dłonie, jakby tam szukała odpowiedzi.
- Wiesz, ja... nigdy o czymś takim nie myślałam - przyznała, unosząc wzrok na Scarlett. - Zwykle, kiedy ktoś coś ode mnie chce, to jest raczej kwestia... obowiązku, nie propozycji, która daje wybór. - Uśmiechnęła się lekko, tym razem bardziej do siebie. - Ale to miłe, że chcesz mnie... spiknąć z bratem? - Jej głos zdradzał nutę rozbawienia, choć była w nim też pewna doza zagubienia.
Kiedy Scarlett zaczęła mówić o swojej rodzinie i podejściu ojca, Scylla słuchała uważnie, starając się wyłapać każdą nutę niezdecydowania w jej głosie.
- To skomplikowane, prawda? - odezwała się cicho, jakby chcąc wesprzeć Scarlett. - Rodzina ma swoje oczekiwania, my mamy swoje... ale czy te dwie rzeczy kiedykolwiek się spotykają? - Jej głos brzmiał miękko, niemal z rezygnacją, ale zaraz dodała z niewymiernym spokojem: Wiem, że twój tata na pewno ma dobre intencje. Sęk w tym, że właśnie nimi bywa wybrukowane piekło.
Przechyliła głowę, patrząc na nią ni to ze zmartwieniem, ni to ze współczuciem. Nie chciała jej wystraszyć; chciała Scarlett uświadomić, że dobra rada nie zawsze musi być najlepszą.
Kiedy Scarlett wspomniała o ojcu Scylli i ewentualnych zaślubinach, ta jedynie wzruszyła ramionami.
- Mój ojciec raczej nie pyta, poza tym... Ma ważniejsze sprawy na głowie - przyznała, drapiąc się lekko po karku. - Jeśli ma plany, to pewnie takie, o których jeszcze mi nie powiedział. Ale... - zawahała się, jakby nie była pewna, czy może to powiedzieć. – Może kiedyś uda się nam obu znaleźć coś, co będzie nasze, a nie ich. - Przygryzła wargę, zastanawiając się, czy powinna dodać coś więcej. Nie chciała poruszać Greybackowych spraw, bo były niczym czarna maź oblepiająca skrzydła ptaka, uniemożliwiająca wzbicie się w powietrze. Nie da się o nich mówić i pozostać z czystymi rękoma.
- Jeśli twój brat naprawdę chciałby mnie poznać... to mogę dać temu szansę - powiedziała w końcu, uśmiechając się delikatnie. – Ale nie obiecuję, że będę dobrą szwagierką. Ledwie sobie radzę z byciem dobrą osobą. – Zaśmiała się cicho, jakby sama myśl była zbyt absurdalna, by ją traktować poważnie.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga