28.11.2024, 00:49 ✶
– Musiałeś bardzo tęsknić za przemianami. Ja nie wyobrażam sobie dwóch dni bez mojej niedźwiedziej formy. Tu w Londynie jest to wyjątkowo utrudnione, na szczęście kominkiem szybko mogę uciec... w lepsze miejsce. – Jego wzrok na moment uciekł do witryny cukierni i skrzywił się. Sam był jak otwarta księga i widać było, że choć zaproponował to miejsce i w nim czuł się jeszcze jako tako, to zdecydowanie nie był fanem miasta.
– Wspaniale! Dostałem od pana Garricka notes, mówił mi że to ważne aby pamiętać różdżki i ich klientów jakby byli to przyjaciele, którzy weszli w związek. Czasem się robią takie różdżkowe rodziny, gdy dwie osoby mają to samo drzewo i wkład z tego samego zwierzęcia. Choć użytkownicy nie mogą się nimi wymienić, to zawsze jest to dziwne. Ma coś wspólnego z duszą, ale tego dalej nie zrozumiałem już. Szczerze, to nie wiem jak dusze mogą... no nie wiem... być traktowane jak drzewo? I wtedy robisz sadzonki, kłącza, albo szczepienia? Jak to działa? Nie znam się za dobrze – westchnął skubiąc swoją odrastającą brodę.
I już miał się rozpogodzić, gdy padło pytanie o Knieję.
Błękit nieba jego oczu zaszedł na moment mgłą, a oddech spłycił się w nerwowym wspomnieniu.
– Byłem w lesie. Byłem tak... i widziałem straszną bestię, która pożera dusze z drzew. Las krzyczy, a my nie możemy nic zrobić. – Nawet nie zauważył, że zaczął dygotać, jego głos był zaciśnięty bólem, który spędził tamtej upiornej nocy mu sen z powiek. Nagle odwrócił się w kierunku Neila i wyciągnął dłoń by położyć mu na ramieniu. – Obiecaj... że nie będziesz tam chodził? Prosze? – nerwowo przygryzł dolną wargę, ale oczyma świdrował twarz chłopaka. – Tam mieszka teraz zło.
– Wspaniale! Dostałem od pana Garricka notes, mówił mi że to ważne aby pamiętać różdżki i ich klientów jakby byli to przyjaciele, którzy weszli w związek. Czasem się robią takie różdżkowe rodziny, gdy dwie osoby mają to samo drzewo i wkład z tego samego zwierzęcia. Choć użytkownicy nie mogą się nimi wymienić, to zawsze jest to dziwne. Ma coś wspólnego z duszą, ale tego dalej nie zrozumiałem już. Szczerze, to nie wiem jak dusze mogą... no nie wiem... być traktowane jak drzewo? I wtedy robisz sadzonki, kłącza, albo szczepienia? Jak to działa? Nie znam się za dobrze – westchnął skubiąc swoją odrastającą brodę.
I już miał się rozpogodzić, gdy padło pytanie o Knieję.
Błękit nieba jego oczu zaszedł na moment mgłą, a oddech spłycił się w nerwowym wspomnieniu.
– Byłem w lesie. Byłem tak... i widziałem straszną bestię, która pożera dusze z drzew. Las krzyczy, a my nie możemy nic zrobić. – Nawet nie zauważył, że zaczął dygotać, jego głos był zaciśnięty bólem, który spędził tamtej upiornej nocy mu sen z powiek. Nagle odwrócił się w kierunku Neila i wyciągnął dłoń by położyć mu na ramieniu. – Obiecaj... że nie będziesz tam chodził? Prosze? – nerwowo przygryzł dolną wargę, ale oczyma świdrował twarz chłopaka. – Tam mieszka teraz zło.