26.11.2024, 22:41 ✶
30.08.1972
Drogi Wuju,
Dziękuję za Twój list.
Zaczynając od Twoich pierwszych słów - nie szukam pocieszenia. Jakże mógłbym szukać otuchy w chwili, gdy wuj Robert ledwie zamknął oczy? Szukam odpowiedzi, których, mam nadzieję, możesz mi udzielić. Chcę pogodzić się z prawdą, przyjąć ją jak mężczyzna. Czy odmówisz mi pokuty?
Pamiętam naszą rozmowę na klifie. Wciąż wstyd mi za to, jaka była we mnie buta, jak bardzo sprzeciwiałem się temu, co się wydarzyło za moją winą. Nie jest tajemnicą, że nie zgadzaliśmy się z wujem Robertem na wielu polach, a w jego ostatnich dniach jawnie mną gardził. Ale czy mogę szukać wzrostu tam, gdzie inne życie zwiędło i zgasło? Wciąż pozostaje nadzieja tam, gdy życie tli się, choćby najsłabszym blaskiem.
Mój Ojciec jest trapiony kłopotami, lecz nie mogę zgodzić się z tym, co mówią karty. Jest dla mnie wzorem, którego nigdy nie zdołałem doścignąć. Prawdą jest, że uważam, iż Tata miałby większą pociechę z innego syna, lecz nie znaczy to, że nie będę podążać ścieżką, którą będzie pomagał mi wyznaczyć. Przez wiele lat mieliśmy tylko siebie, tylko nas czworo w Oslo, z dala od reszty rodziny, z dala od Ciebie, wuju. Teraz wstępujemy na te same dobrze znane tory, gdy zabrakło elementu, który spajał nas z Londynem. Bez ojca będę wyrzutkiem, zagubionym w chaosie miasta. Jak mogę cieszyć się tryumfem, gdy wszystko zostało stracone? Nie jestem dość silny, by zbudować świat na nowo, na prochach. Z pomocą ojca, być może mógłbym tego dokonać. Potrzebuję przewodnika.
Nigdy nie życzyłem Robertowi śmierci. W złości mogłem powiedzieć parę słów za dużo, lecz nigdy nie zrobiłem nic, by mu zaszkodzić. Mimo tej walki... był mi rodziną. Dziękuję, Wuju. Nim wyciągnę lekcję z jego życia, wzniosę toast za wszystko, co pozostawił. Będę pamiętać to, czego mnie nauczył.
Charles R Mulciber
Drogi Wuju,
Dziękuję za Twój list.
Zaczynając od Twoich pierwszych słów - nie szukam pocieszenia. Jakże mógłbym szukać otuchy w chwili, gdy wuj Robert ledwie zamknął oczy? Szukam odpowiedzi, których, mam nadzieję, możesz mi udzielić. Chcę pogodzić się z prawdą, przyjąć ją jak mężczyzna. Czy odmówisz mi pokuty?
Pamiętam naszą rozmowę na klifie. Wciąż wstyd mi za to, jaka była we mnie buta, jak bardzo sprzeciwiałem się temu, co się wydarzyło za moją winą. Nie jest tajemnicą, że nie zgadzaliśmy się z wujem Robertem na wielu polach, a w jego ostatnich dniach jawnie mną gardził. Ale czy mogę szukać wzrostu tam, gdzie inne życie zwiędło i zgasło? Wciąż pozostaje nadzieja tam, gdy życie tli się, choćby najsłabszym blaskiem.
Mój Ojciec jest trapiony kłopotami, lecz nie mogę zgodzić się z tym, co mówią karty. Jest dla mnie wzorem, którego nigdy nie zdołałem doścignąć. Prawdą jest, że uważam, iż Tata miałby większą pociechę z innego syna, lecz nie znaczy to, że nie będę podążać ścieżką, którą będzie pomagał mi wyznaczyć. Przez wiele lat mieliśmy tylko siebie, tylko nas czworo w Oslo, z dala od reszty rodziny, z dala od Ciebie, wuju. Teraz wstępujemy na te same dobrze znane tory, gdy zabrakło elementu, który spajał nas z Londynem. Bez ojca będę wyrzutkiem, zagubionym w chaosie miasta. Jak mogę cieszyć się tryumfem, gdy wszystko zostało stracone? Nie jestem dość silny, by zbudować świat na nowo, na prochach. Z pomocą ojca, być może mógłbym tego dokonać. Potrzebuję przewodnika.
Nigdy nie życzyłem Robertowi śmierci. W złości mogłem powiedzieć parę słów za dużo, lecz nigdy nie zrobiłem nic, by mu zaszkodzić. Mimo tej walki... był mi rodziną. Dziękuję, Wuju. Nim wyciągnę lekcję z jego życia, wzniosę toast za wszystko, co pozostawił. Będę pamiętać to, czego mnie nauczył.
Charles R Mulciber