23.01.2023, 00:28 ✶
- Przecież grzecznie leżę – powiedziała Brenna obronnym tonem. Naprawdę starała się nie ruszać, kiedy padł taki przykaz. Poruszyła ręką, ale miało to głównie na celu stłumienie krzyki. I uniknięcie przygryzienia języka, gdyby ból okazał się trudniejszy do utrzymania.
- Och nie, skarbie. Żadnego szpitala. Jutro mam dyżur, pojutrze mam spotkanie, i potem drugie spotkanie, a jeszcze gdzieś w międzyczasie muszę znaleźć włamywacza i gościa, który rzuca klątwy na niewinnych ludzi, poza tym nie skończyłam remontu jednego z pokoi na poddaszu. Nie wspominając o paru innych rzeczach. Nie mam czasu na szpital, gdy nic mi nie jest. Ale spokojnie, Dani na pewno upewni się, że żyję i nie umrę. To znaczy, chyba się upewni. Nie sprawia wrażenia, jakby koniecznie chciała się mnie pozbyć i chyba nie umiałaby się maskować tak dobrze – zapewniła, wymieniając imię innej kuzynki. Uniosła lekko głowę, dość odruchowo, gdy poczuła, że coś owija się wokół jej nogi, ale wyglądało na to, że to tylko jakieś zaklęcie mające powstrzymać ją od szaleńczego biegania w tę i z powrotem.
Jego rzucenie nie było nawet takim głupim pomysłem.
- Impet poszedł na nogę, nie na głowę – uparła się. Pewnie upierałaby się mniej, gdyby głowa naprawdę mocno bolała, odczuwała mdłości czy światłowstręt, ale poza bólem guza i cichnącym z każdą chwilą szumem, nic jej nie dolegało. Poleżała na trawie jeszcze przez moment, nim wreszcie uniosła się na łokciach. Powoli, chcąc sprawdzić, czy zawiruje jej w głowie. Na szczęście nic takiego się nie stało.
- Oszalała. Nie skręcała. Mogłabym jeszcze pomyśleć, że to wina mojego braku umiejętności, bo nie jestem w tym dobra, ale już z zaklęciami radzę sobie nieźle. A żadne zatrzymujące ani pętające na nią nie działało. Dopiero kiedy dorzuciłam wagi, trochę opadła. W dodatku zaczęła w pewnym momencie podskakiwać, więc miałam do wyboru zeskoczyć albo pozwolić, by mnie zrzuciła na rynek wioski – wyjaśniła Brenna. Teraz, gdy adrenalina opadła, ból nogi mijał, a miotła została zniszczona, cały wypadek nie zdawał się jej już tak straszny, jak wtedy, gdy była jeszcze w górze. – I właśnie dlatego muszę iść nie do szpitala, a do domu, już, teraz, natychmiast. Bo to nawet nie była moja miotła. Może tylko miałam pecha, ale co jeżeli ktoś chciał zrobić komuś krzywdę? Muszę się upewnić, że z wszystkimi innymi jest w porządku, zanim ktoś na taką wsiądzie. A jeżeli tę konkretną albo inną zaczarowano, to dowiedzieć się, kto to zrobi, a potem upewnić się, że umrze okrutną, powolną śmiercią.
Oczywiście, tak naprawdę chciała jedynie wiedzieć, a gdyby udało się to udowodnić, to go aresztować, ale okrutna, powolna śmierć brzmiała znacznie lepiej.
I przede wszystkim chciała wiedzieć, kto tę osobę wpuścił do domu.
- Och nie, skarbie. Żadnego szpitala. Jutro mam dyżur, pojutrze mam spotkanie, i potem drugie spotkanie, a jeszcze gdzieś w międzyczasie muszę znaleźć włamywacza i gościa, który rzuca klątwy na niewinnych ludzi, poza tym nie skończyłam remontu jednego z pokoi na poddaszu. Nie wspominając o paru innych rzeczach. Nie mam czasu na szpital, gdy nic mi nie jest. Ale spokojnie, Dani na pewno upewni się, że żyję i nie umrę. To znaczy, chyba się upewni. Nie sprawia wrażenia, jakby koniecznie chciała się mnie pozbyć i chyba nie umiałaby się maskować tak dobrze – zapewniła, wymieniając imię innej kuzynki. Uniosła lekko głowę, dość odruchowo, gdy poczuła, że coś owija się wokół jej nogi, ale wyglądało na to, że to tylko jakieś zaklęcie mające powstrzymać ją od szaleńczego biegania w tę i z powrotem.
Jego rzucenie nie było nawet takim głupim pomysłem.
- Impet poszedł na nogę, nie na głowę – uparła się. Pewnie upierałaby się mniej, gdyby głowa naprawdę mocno bolała, odczuwała mdłości czy światłowstręt, ale poza bólem guza i cichnącym z każdą chwilą szumem, nic jej nie dolegało. Poleżała na trawie jeszcze przez moment, nim wreszcie uniosła się na łokciach. Powoli, chcąc sprawdzić, czy zawiruje jej w głowie. Na szczęście nic takiego się nie stało.
- Oszalała. Nie skręcała. Mogłabym jeszcze pomyśleć, że to wina mojego braku umiejętności, bo nie jestem w tym dobra, ale już z zaklęciami radzę sobie nieźle. A żadne zatrzymujące ani pętające na nią nie działało. Dopiero kiedy dorzuciłam wagi, trochę opadła. W dodatku zaczęła w pewnym momencie podskakiwać, więc miałam do wyboru zeskoczyć albo pozwolić, by mnie zrzuciła na rynek wioski – wyjaśniła Brenna. Teraz, gdy adrenalina opadła, ból nogi mijał, a miotła została zniszczona, cały wypadek nie zdawał się jej już tak straszny, jak wtedy, gdy była jeszcze w górze. – I właśnie dlatego muszę iść nie do szpitala, a do domu, już, teraz, natychmiast. Bo to nawet nie była moja miotła. Może tylko miałam pecha, ale co jeżeli ktoś chciał zrobić komuś krzywdę? Muszę się upewnić, że z wszystkimi innymi jest w porządku, zanim ktoś na taką wsiądzie. A jeżeli tę konkretną albo inną zaczarowano, to dowiedzieć się, kto to zrobi, a potem upewnić się, że umrze okrutną, powolną śmiercią.
Oczywiście, tak naprawdę chciała jedynie wiedzieć, a gdyby udało się to udowodnić, to go aresztować, ale okrutna, powolna śmierć brzmiała znacznie lepiej.
I przede wszystkim chciała wiedzieć, kto tę osobę wpuścił do domu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.