22.11.2024, 15:08 ✶
Na bogów, whisky może nie była i szlachetnym trunkiem, ale rozwadniać jej bukiet lodem, kiedy to ciepło wydobywało w z niej najbogatsze tony? Dobrze, że ta myśl nie została wypowiedziana głośno. Zwłaszcza, że nie zabierając dłoni z umęczonego ciała szarpanego wewnętrzną wichurą selwynowego ducha, drugą ręką sięgnął po butelkę i od razu mu dolał.
Znieczulenie.
U niego w Little Hangleton był bezpieczny, bezpieczniejszy niż gdziekolwiek indziej. Mógł nawet zejść z nim do piwnicy, gdzie miał już przygotowane komnaty na ewentualność, na konieczność... Sam wrócił do swojej szklanki, tłamsząc myśli o tym wszystkim co w chaosie próbował przekazać mu przyjaciel. Erik tam był, pełnił służbę. Jak poradził sobie z tym wszystkim? Bezradność i niewiedza zabijały go od środka.
– Zaraz... moment... W przeciwieństwie do teatru? Co masz na myśli? I jakie nici, dałeś rade przebić się przez jego oklumencką barierę? – Za dużo pytań, w ogóle kim była Raphaela Avery? Co w tym wszystkim było najważniejsze? – Jonathan proszę, wolniej. Chcę Cię wysłuchać, chcę zrozumieć, chcę pomóc, ale musisz teraz wziąć kilka bardzo głębokich oddechów i uspokoić umysł. – Dłoń z barku przeniosła się na czoło, palce utonęły w gęstych włosach, przeczesując je opiekuńczo, opuszkami delikatnie rozmasowując skalp, jakby chciał złapać myśli, by przestały tak gnać. – A więc... Jean pojawił się na wydarzeniu organizowanym przez Towarzystwo MUZA, ubrany podobnie do Ciebie. Rozmawialiście, podejrzałeś waszą nić, a potem, kiedy bariera opadła, powiedział Ci, żebyś na siebie uważał? – Na razie daleki był od ferowania wyroków, obraz przedstawiany przez Jonathana kłócił mu się trochę z wizją morderczego wampira chcącego zabić wszystkich jego bliskich, ale cóż, nie spodziewał się że hrabia w ogóle ma jakiekolwiek zainteresowanie romantyczne ludźmi inne poza spożywczym, nie powinien więc zakładać, że wie cokolwiek na jego temat, co nie byłoby salonową maską. Z wzajemnością z resztą. Był spokojniejszy, że pozostałym gościom nic nie było. Był niespokojny z powodu młodszego z Longbottomów, ale to mogło poczekać, pytanie o niego, czy list. A może nie powinien pisać? Erik zdawało się nie lubił, gdy Anthony przeszkadzał mu w pracy. Przygryzł wargę ponownie skupiając się na zestresowanym przyjacielu. – Mów proszę, uporządkujmy to – dodał cicho, kojącym spokojem oceanu, którego osobiście nienawidził, ale przyjmował swoją rolę nadaną mu wśród Jeźdźców.
Znieczulenie.
U niego w Little Hangleton był bezpieczny, bezpieczniejszy niż gdziekolwiek indziej. Mógł nawet zejść z nim do piwnicy, gdzie miał już przygotowane komnaty na ewentualność, na konieczność... Sam wrócił do swojej szklanki, tłamsząc myśli o tym wszystkim co w chaosie próbował przekazać mu przyjaciel. Erik tam był, pełnił służbę. Jak poradził sobie z tym wszystkim? Bezradność i niewiedza zabijały go od środka.
– Zaraz... moment... W przeciwieństwie do teatru? Co masz na myśli? I jakie nici, dałeś rade przebić się przez jego oklumencką barierę? – Za dużo pytań, w ogóle kim była Raphaela Avery? Co w tym wszystkim było najważniejsze? – Jonathan proszę, wolniej. Chcę Cię wysłuchać, chcę zrozumieć, chcę pomóc, ale musisz teraz wziąć kilka bardzo głębokich oddechów i uspokoić umysł. – Dłoń z barku przeniosła się na czoło, palce utonęły w gęstych włosach, przeczesując je opiekuńczo, opuszkami delikatnie rozmasowując skalp, jakby chciał złapać myśli, by przestały tak gnać. – A więc... Jean pojawił się na wydarzeniu organizowanym przez Towarzystwo MUZA, ubrany podobnie do Ciebie. Rozmawialiście, podejrzałeś waszą nić, a potem, kiedy bariera opadła, powiedział Ci, żebyś na siebie uważał? – Na razie daleki był od ferowania wyroków, obraz przedstawiany przez Jonathana kłócił mu się trochę z wizją morderczego wampira chcącego zabić wszystkich jego bliskich, ale cóż, nie spodziewał się że hrabia w ogóle ma jakiekolwiek zainteresowanie romantyczne ludźmi inne poza spożywczym, nie powinien więc zakładać, że wie cokolwiek na jego temat, co nie byłoby salonową maską. Z wzajemnością z resztą. Był spokojniejszy, że pozostałym gościom nic nie było. Był niespokojny z powodu młodszego z Longbottomów, ale to mogło poczekać, pytanie o niego, czy list. A może nie powinien pisać? Erik zdawało się nie lubił, gdy Anthony przeszkadzał mu w pracy. Przygryzł wargę ponownie skupiając się na zestresowanym przyjacielu. – Mów proszę, uporządkujmy to – dodał cicho, kojącym spokojem oceanu, którego osobiście nienawidził, ale przyjmował swoją rolę nadaną mu wśród Jeźdźców.