22.11.2024, 00:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.11.2024, 00:30 przez Anthony Shafiq.)
–Och... wino, tak... wino jest zdecydowanie lepszą opcją na dzisiejszy dzień mój drogi. Wino jest zawsze lepszą opcją. – Anthony uśmiechnął się szerzej, tez dlatego, że zdał sobie sprawę, że Figgowi nie miał okazji zaserwować swojej najnowszej miłości - dzieci hiszpańskiej ziemi regionu Rioja. Mugolska winniczka znaleziona podczas alkoholowego rajdu, gdy Erik odmówił im przyjemności wspólnego wyjazdu finalnie znalazła się w posiadaniu Shafiqa, gdy tylko Longbottom pokazał swój metaforyczny palec w górę testując kieliszek.
Miłość. Jak ona bezczelnie ogłupiała człowieka.
– ... ale czy wino, nie będzie przeszkadzać Ci w tej drobnej przysłudze, o którą chciałem Cię prosić? Wiesz... to w ogóle jest bardzo dziwne, o czym chciałbym Ci powiedzieć. Nie tak widowiskowe oczywiście jak obecne lokum mojego sąsiada, zdecydowanie nie znajdziesz w mojej piwnicy boginów, niemniej... – umilkł odwracając się do wysłużonej już rezydencji. Skrzydło dla gości - rząd pokoi ukrytych pod spektakularną arkadą otaczającą marmurowy basen, czy fontannę jak wolał nazywać ją Anthony - był świeżo odmalowany, przyjemny, zachęcający. Fasada posiadłości oczywiście nie odstraszała, ale jej właściciel...
– Od czasu Lammas, mam drastyczny problem z tym, aby jakkolwiek tu odpocząć. Coś mnie... uwiera, chociaż nie powinno. Wiesz, człowiek z wiekiem staje się nieco sentymentalny, więc pozwoliłem sobie odprawić niewielki rytuał ochronny ku czci Matki i teraz... Mam wrażenie jakbym kuśtykał. Jakby objęcie bogini opasało zewnętrze domu, ale nic nie chroni jego wnętrza. Jakby nie było zachowanej równowagi i należytej proporcji – zamyślił się, gdy zatrzymali się przy drzwiach wejściowych, prowadzących do obszernego holu, którego podłoga mieniła się szachownicą czarno-białych kafelków. Cichy chlupot działającej fontanny przedstawiającej złocistą kulę oplecioną przez żarłocznego węża Uroborosa witał gościa, który doskonale był świadom, że jest to również zejście do podziemi. Bywał tam nie raz, na robotach i przysługach zupełnie odmiennej natury.
– Pomyślałem, może gdybyś dał radę wzmocnić ściany jakimś runicznym ulepszeniem. Czułbym się lepiej. Poproszę. – Może gdyby to był ktoś inny niż Figg, może nie byłby tak otwarty z dzieleniem się "odczuciami". Skupiłby się na faktach, albo zwyczajnie pokazał palcem i kazał robić. Ich stopa znajomości była zgoła odmienna, a podczas wspólnych wypraw Shafiq odkrył już przed kociakiem wśród psów doliny swoją poetycką naturę, nie wstydził się więc jej teraz. Wręcz przeciwnie, czuł ulgę, że może pozwolić sobie na bycie egzaltowanym sobą bez obaw plotki, która mogłaby wyjść z ust chłopaka na jego temat.
Miłość. Jak ona bezczelnie ogłupiała człowieka.
– ... ale czy wino, nie będzie przeszkadzać Ci w tej drobnej przysłudze, o którą chciałem Cię prosić? Wiesz... to w ogóle jest bardzo dziwne, o czym chciałbym Ci powiedzieć. Nie tak widowiskowe oczywiście jak obecne lokum mojego sąsiada, zdecydowanie nie znajdziesz w mojej piwnicy boginów, niemniej... – umilkł odwracając się do wysłużonej już rezydencji. Skrzydło dla gości - rząd pokoi ukrytych pod spektakularną arkadą otaczającą marmurowy basen, czy fontannę jak wolał nazywać ją Anthony - był świeżo odmalowany, przyjemny, zachęcający. Fasada posiadłości oczywiście nie odstraszała, ale jej właściciel...
– Od czasu Lammas, mam drastyczny problem z tym, aby jakkolwiek tu odpocząć. Coś mnie... uwiera, chociaż nie powinno. Wiesz, człowiek z wiekiem staje się nieco sentymentalny, więc pozwoliłem sobie odprawić niewielki rytuał ochronny ku czci Matki i teraz... Mam wrażenie jakbym kuśtykał. Jakby objęcie bogini opasało zewnętrze domu, ale nic nie chroni jego wnętrza. Jakby nie było zachowanej równowagi i należytej proporcji – zamyślił się, gdy zatrzymali się przy drzwiach wejściowych, prowadzących do obszernego holu, którego podłoga mieniła się szachownicą czarno-białych kafelków. Cichy chlupot działającej fontanny przedstawiającej złocistą kulę oplecioną przez żarłocznego węża Uroborosa witał gościa, który doskonale był świadom, że jest to również zejście do podziemi. Bywał tam nie raz, na robotach i przysługach zupełnie odmiennej natury.
– Pomyślałem, może gdybyś dał radę wzmocnić ściany jakimś runicznym ulepszeniem. Czułbym się lepiej. Poproszę. – Może gdyby to był ktoś inny niż Figg, może nie byłby tak otwarty z dzieleniem się "odczuciami". Skupiłby się na faktach, albo zwyczajnie pokazał palcem i kazał robić. Ich stopa znajomości była zgoła odmienna, a podczas wspólnych wypraw Shafiq odkrył już przed kociakiem wśród psów doliny swoją poetycką naturę, nie wstydził się więc jej teraz. Wręcz przeciwnie, czuł ulgę, że może pozwolić sobie na bycie egzaltowanym sobą bez obaw plotki, która mogłaby wyjść z ust chłopaka na jego temat.
Zawada: Nerwica Natręctw