20.11.2024, 14:19 ✶
Masa zapachów uderzała w wilcze nozdrza, ale wychwycenie świeżych – i tego, który opuścił wraz ze swoim „właścicielem” namiot przez płachtę – przekraczało możliwości Brenny. Po chwili wróciła więc do swojej postaci, sfrustrowana, zanim skierowała się w stronę Brygadzistów, z którymi rozmawiał Atreus. Niby nie liczyła na wiele, artystów było kilku i większość na pewno używała perfum, napastnik według słów Avery znikł już jakiś czas temu, ale i tak była na siebie zła, że nie udało się wyłapać absolutnie niczego. Nawet w którą stronę ruszył napastnik.
– Cedric rozmawiał z tym francuskim hrabią i wrócił się, kiedy do nich podeszłam. Wróciłam za nim. Hrabia został sam z tyłu, ale parę minut później rozmawiał z Ministrą, nie był poza namiotami jakoś bardzo długo – mruknęła, podchodząc do Bulstrode’a i Burke. Głos nieco ściszyła, nie chcąc, by Porter usłyszał, co takiego mówiła… a i kolejną informacją, mianowicie tym, że potem chłopaka też nigdzie nie było, w chwili, gdy znikła bariera, nie zamierzała dzielić się na głos, póki ta stała w pobliżu.
Bo Burke była krewną jednego z gości, który w pewnym momencie również oddalił się od reszty. Samo w sobie to oczywiście o niczym nie świadczyło – ona sama i Atreus w końcu też odeszli na chwilę na bok, równie dobrze można by uznać, że poszli wtedy pobić Avery i wypisać oskarżenia o szlamolubstwo, gdyby samo „nikt cię przez chwilę nie widział” wystarczyło.
To mógł być ktoś, kto oddalił się od miejsca zabawy. To mógł być ktoś z obsługi. Ale nie mogli też wykluczyć, że od początku na terenie przebywał ktoś, kto nigdy nie powinien się tu znaleźć. Lista, stworzona przez Brygadzistów, też nie mogła być traktowana jako prawda absolutna – każdy z gości mógł na chwilę zniknąć im z oczu, a po prostu tego nie zapamiętali. Atak na Avery, zgodnie z tym, co mówiła, był szybki.
– Za dużo zapachów, nic nie mam – dodała, gdy Burke odeszła na bok, w przerwie pomiędzy rozmowami z innych Brygadzistów. – Porter i hrabia rozmawiali pod samą barierą. Zdenerwował się na mój widok. Potem, kiedy bariera opadła, rozglądałam się za nim i znowu go nie widziała. Widziałam, jak odchodzą Yaxley i młody Burke… chociaż Yaxleya zdaje się pilnowano. Spróbuję jeszcze widmowidzenia, ale skoro było ciemno… To raczej nic nie da – mruknęła.
Śledztwo niby nie kończyło się tutaj i Brenna zakładała, że przejmie je wkrótce ktoś inny, być może jej własny brat (i przelotnie zastanowiła się, jaką minę ten zrobi, na odpowiedź na pytanie, gdzie sama była tuż przed tym, jak bariera opadła). Ktoś przesłucha gości, ktoś znowu porozmawia z Avery, mnóstwo żmudnej roboty, więc niby fakt, że niczego istotnego póki co nie znaleźli, nie był ani dziwny, ani o niczym nie przesądzał, to że śledztwa trwały było jasne, niby już dawno nauczyła się pewnej cierpliwości pod tym względem… a jednak Brenna i tak frustrowała się brakiem natychmiastowych rezultatów.
Ktoś ot tak, na obstawianym przez Brygadę przyjęciu, napadł sobie na jednego z gości. Jak ludzie mieli czuć się bezpieczne, gdy najpierw mieli Beltane, a potem coś takiego? I co sprawiało, że zwolennicy Voldemorta – bo nawet jeśli ten ktoś nie był śmierciożercą, poglądy wyraził jasno – pozwalali sobie na aż taką bezczelność? Jeśli nie znajdą winnego, to było niemal jak pokazanie, że ta druga strona może zrobić, co chce: że jest bezkarna.
Cofnęła się z powrotem do namiotu. Z zamiarem spróbowania z widmowidzeniem właśnie – ale oczywiście… tylko gdyby Burke i Portera nie było w pobliżu. Im akurat nie miała ochoty chwalić się tą umiejętnością, niby nie jakoś tajną, ale o której na pewno nie opowiadała przypadkowemu narybkowi Brygady Uderzeniowej.
Percepcja III, widmowidzenie
w sumie to czy zobaczy cokolwiek, nie bardzo mam konkretne pytania
Czy zobaczy napastnika i dostrzeże jakiekolwiek cechy szczególne – w rodzaju choćby wzrostu i sylwetki.
Jak wyglądał sam atak.
– Cedric rozmawiał z tym francuskim hrabią i wrócił się, kiedy do nich podeszłam. Wróciłam za nim. Hrabia został sam z tyłu, ale parę minut później rozmawiał z Ministrą, nie był poza namiotami jakoś bardzo długo – mruknęła, podchodząc do Bulstrode’a i Burke. Głos nieco ściszyła, nie chcąc, by Porter usłyszał, co takiego mówiła… a i kolejną informacją, mianowicie tym, że potem chłopaka też nigdzie nie było, w chwili, gdy znikła bariera, nie zamierzała dzielić się na głos, póki ta stała w pobliżu.
Bo Burke była krewną jednego z gości, który w pewnym momencie również oddalił się od reszty. Samo w sobie to oczywiście o niczym nie świadczyło – ona sama i Atreus w końcu też odeszli na chwilę na bok, równie dobrze można by uznać, że poszli wtedy pobić Avery i wypisać oskarżenia o szlamolubstwo, gdyby samo „nikt cię przez chwilę nie widział” wystarczyło.
To mógł być ktoś, kto oddalił się od miejsca zabawy. To mógł być ktoś z obsługi. Ale nie mogli też wykluczyć, że od początku na terenie przebywał ktoś, kto nigdy nie powinien się tu znaleźć. Lista, stworzona przez Brygadzistów, też nie mogła być traktowana jako prawda absolutna – każdy z gości mógł na chwilę zniknąć im z oczu, a po prostu tego nie zapamiętali. Atak na Avery, zgodnie z tym, co mówiła, był szybki.
– Za dużo zapachów, nic nie mam – dodała, gdy Burke odeszła na bok, w przerwie pomiędzy rozmowami z innych Brygadzistów. – Porter i hrabia rozmawiali pod samą barierą. Zdenerwował się na mój widok. Potem, kiedy bariera opadła, rozglądałam się za nim i znowu go nie widziała. Widziałam, jak odchodzą Yaxley i młody Burke… chociaż Yaxleya zdaje się pilnowano. Spróbuję jeszcze widmowidzenia, ale skoro było ciemno… To raczej nic nie da – mruknęła.
Śledztwo niby nie kończyło się tutaj i Brenna zakładała, że przejmie je wkrótce ktoś inny, być może jej własny brat (i przelotnie zastanowiła się, jaką minę ten zrobi, na odpowiedź na pytanie, gdzie sama była tuż przed tym, jak bariera opadła). Ktoś przesłucha gości, ktoś znowu porozmawia z Avery, mnóstwo żmudnej roboty, więc niby fakt, że niczego istotnego póki co nie znaleźli, nie był ani dziwny, ani o niczym nie przesądzał, to że śledztwa trwały było jasne, niby już dawno nauczyła się pewnej cierpliwości pod tym względem… a jednak Brenna i tak frustrowała się brakiem natychmiastowych rezultatów.
Ktoś ot tak, na obstawianym przez Brygadę przyjęciu, napadł sobie na jednego z gości. Jak ludzie mieli czuć się bezpieczne, gdy najpierw mieli Beltane, a potem coś takiego? I co sprawiało, że zwolennicy Voldemorta – bo nawet jeśli ten ktoś nie był śmierciożercą, poglądy wyraził jasno – pozwalali sobie na aż taką bezczelność? Jeśli nie znajdą winnego, to było niemal jak pokazanie, że ta druga strona może zrobić, co chce: że jest bezkarna.
Cofnęła się z powrotem do namiotu. Z zamiarem spróbowania z widmowidzeniem właśnie – ale oczywiście… tylko gdyby Burke i Portera nie było w pobliżu. Im akurat nie miała ochoty chwalić się tą umiejętnością, niby nie jakoś tajną, ale o której na pewno nie opowiadała przypadkowemu narybkowi Brygady Uderzeniowej.
Percepcja III, widmowidzenie
Rzut Z 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 55
Sukces!
Sukces!
w sumie to czy zobaczy cokolwiek, nie bardzo mam konkretne pytania
Czy zobaczy napastnika i dostrzeże jakiekolwiek cechy szczególne – w rodzaju choćby wzrostu i sylwetki.
Jak wyglądał sam atak.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.