19.11.2024, 23:42 ✶
Kiedy świeże powietrze uderzyło go w nozdrza miał wrażenie jakby wyciągnięto go spod powierzchni wody. Łapczywie złapał powietrze, nieomal tuląc się do Edge'a, głupi nie był i szybko łączył fakty, to dzięki niemu mógł oddychać, a nie dławić się dymem.
- Dz-dzięki - wydyszał patrząc z bliska, czując to bardzo nieznośne uczucie, że jego zachowanie kogoś mu przypomina. Teraz nadal się bał, ale najpierw musiał wyjść stąd, aby cokolwiek móc zrobić. - Miałeś rację, przepraszam - dodał jeszcze, bo faktycznie, gdyby nie Edge to byłoby z nim bardzo krucho, zawdzięczał mu życie? Być może, ale napewno miał on racje i powinni byli stąd spierdalać te chwilę temu. Pieczenie w czole jasno wskazywało, że dawno już powinni brać nogi za pas, jak mają walczyć z czymś niewidocznym? niedokończone naczynie uwierało go w rękę.
- Geraldine, Ambroise- krzyknął w stronę pozostałej dwójki, zniszczyli ludzką powłokę demona, zyskali nieco czasu? Być może, musieli się lepiej przygotować, przyjść z naczyniem i planem. - Musimy stąd spierdalać, nie pokonamy go teraz, nie złożymy tego naczynia, musimy się lepiej przygotować- byli w kiepskiej sytuacji, pozbyli się powłoki, co kupiło im nieco czasu, ale nie poradzą sobie bez odpowiedniego naczynia, jak mają zapieczętować demona kiedy nie ma w czym. - Nie ma co głupio umierać, spieprzajmy, trzeba to lepiej przygotować - zdecydowanie zostawianie tutaj nie było mądrą decyzją to stał się czymś z czym nie mogli sobie poradzić teraz. Nie podobało mu się zostawianie niezałatwionej sprawy, jednak martwi nie poprawią sytuacji w żaden sposób, a ich szanse teraz nie wyglądały na zbyt obiecujące. Trzymał się cały czas blisko Edge'a, instynkt przetrwania uderzał, nic tu po nich, musieli uciekać nim będzie za późno, miał nadzieję, ze żadne z nich nie będzie próbowało być bohaterem, które poświęca się po nic i za wszelką cenę chce walczyć z nienamacalnym bytem. A może prawdziwe Thoran gdzieś się krył? Jebać go, nie mieli w czym go zapieczętować, to nie było coś co mogli rozwiązać teraz. Teraz musieli przetrwać, wydostać się stąd, w głowie kołatała mu jedna myśl PRZEŻYĆ. Ale przy tym nie chciał porzucać tamtej dwójki, musiał im choć przekazać, że zostawianie tutaj nie ma sensu, co właśnie zrobił. Co z tym zrobią? Byli dorośli? Odwrócił się w stronę Edge'a, stojąc tak blisko niego, że niemal przez cały czas się dotykali.
- Spróbuję przesuwać to powietrze wraz z nami, trzymaj się blisko, wypierdalamy stąd - uniósł różdżkę chcąc rzucić zaklęcie, aby czyste powietrze poruszało się wraz z nimi, jakby byli w wielkiej bańce, która podążała ich śladem, byłoby bardzo głupio, gdyby nagle zaczęli się dławić, a nie zamierzał tu zostawać ani chwili dłużej, musieli uciekać.
Translokacja ◉◉◉○○ - przemieszczanie bańki czystego powietrza wraz z nimi.
Rzut obronny
- Dz-dzięki - wydyszał patrząc z bliska, czując to bardzo nieznośne uczucie, że jego zachowanie kogoś mu przypomina. Teraz nadal się bał, ale najpierw musiał wyjść stąd, aby cokolwiek móc zrobić. - Miałeś rację, przepraszam - dodał jeszcze, bo faktycznie, gdyby nie Edge to byłoby z nim bardzo krucho, zawdzięczał mu życie? Być może, ale napewno miał on racje i powinni byli stąd spierdalać te chwilę temu. Pieczenie w czole jasno wskazywało, że dawno już powinni brać nogi za pas, jak mają walczyć z czymś niewidocznym? niedokończone naczynie uwierało go w rękę.
- Geraldine, Ambroise- krzyknął w stronę pozostałej dwójki, zniszczyli ludzką powłokę demona, zyskali nieco czasu? Być może, musieli się lepiej przygotować, przyjść z naczyniem i planem. - Musimy stąd spierdalać, nie pokonamy go teraz, nie złożymy tego naczynia, musimy się lepiej przygotować- byli w kiepskiej sytuacji, pozbyli się powłoki, co kupiło im nieco czasu, ale nie poradzą sobie bez odpowiedniego naczynia, jak mają zapieczętować demona kiedy nie ma w czym. - Nie ma co głupio umierać, spieprzajmy, trzeba to lepiej przygotować - zdecydowanie zostawianie tutaj nie było mądrą decyzją to stał się czymś z czym nie mogli sobie poradzić teraz. Nie podobało mu się zostawianie niezałatwionej sprawy, jednak martwi nie poprawią sytuacji w żaden sposób, a ich szanse teraz nie wyglądały na zbyt obiecujące. Trzymał się cały czas blisko Edge'a, instynkt przetrwania uderzał, nic tu po nich, musieli uciekać nim będzie za późno, miał nadzieję, ze żadne z nich nie będzie próbowało być bohaterem, które poświęca się po nic i za wszelką cenę chce walczyć z nienamacalnym bytem. A może prawdziwe Thoran gdzieś się krył? Jebać go, nie mieli w czym go zapieczętować, to nie było coś co mogli rozwiązać teraz. Teraz musieli przetrwać, wydostać się stąd, w głowie kołatała mu jedna myśl PRZEŻYĆ. Ale przy tym nie chciał porzucać tamtej dwójki, musiał im choć przekazać, że zostawianie tutaj nie ma sensu, co właśnie zrobił. Co z tym zrobią? Byli dorośli? Odwrócił się w stronę Edge'a, stojąc tak blisko niego, że niemal przez cały czas się dotykali.
- Spróbuję przesuwać to powietrze wraz z nami, trzymaj się blisko, wypierdalamy stąd - uniósł różdżkę chcąc rzucić zaklęcie, aby czyste powietrze poruszało się wraz z nimi, jakby byli w wielkiej bańce, która podążała ich śladem, byłoby bardzo głupio, gdyby nagle zaczęli się dławić, a nie zamierzał tu zostawać ani chwili dłużej, musieli uciekać.
Translokacja ◉◉◉○○ - przemieszczanie bańki czystego powietrza wraz z nimi.
Rzut Z 1d100 - 20
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 35
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut obronny
Rzut 1d100 - 76