Cóż, udało jej się stworzyć klatkę, nie było to takie złe rozwiązanie, ale w sumie nie miała pojęcia, czy zapewni im to, czego oczekiwała. Nikt nie uczył jej jak się walczy z demonami, to było dla niej coś zupełnie nowego, ale jakoś sobie poradzi, zawsze sobie radziła, czyż nie? Nie mogło być inaczej.
Roise jej posłuchał, jej drobna wskazówka zadziałała, zrobił to o co go poprosiła. Odetchnęła z ulgą, bo bała się, że może nie chcieć pamiętać tego, co działo się w przeszłości, jednak się myliła. Pamiętał, bez zawahania zrobił to, o co go poprosiła. Cóż, najwyraźniej nie zapomnieli o tym, jak kiedyś potrafili ze sobą współpracować, takich rzeczy się nie zapominało.
Zaczęła się dusić, cóż, była tak bardzo zaabsorbowana czarowaniem swojej magicznej klatki, że zupełnie nie przejęła się dymem, który zaczął ogarniać jaskinię. Płuca palacza jednak sobie z tym nie poradziły, potrzeba było czegoś więcej, aby przestać kaszleć.
Przeniosła wzrok na Ambroisa, powieka jej zadrżała, nie miała pojęcia, czy się przesłyszała, czy faktycznie... Nie, to nie było możliwe. Musiała sobie cos uroić, a co jeśli nie, jeśli wcale jej się nie wydawało? Zapewne wróci do tego później, jak będzie sobie analizowała całą tę sytuację przed tym nim zaśnie.
Przejęła chustę od Roisa i przykryła nią sobie usta. Dobrze było wiedzieć, że wcale nie życzył jej źle, że też w ogóle mogła wątpić w jego intencje. Tylko, dlaczego? Zresztą, to nie był odpowiedni moment na takie rozmyślenia.
Musiała skupić się na działaniu. Grzyby zgasły, chuj jeden wiedział dlaczego. Nastała ciemność, no prawie, bo jaskinię rozświetlał im ogień, truchło, które podpalili.
- Wypierdalaj, nic mi nie zrobisz, spierdalaj stąd póki możesz. - Głos rozchodzący się po jaskini był znajomy, ale zdawała sobie sprawę z tego, że wcale go nie kojarzyła, to nie był jej brat, tylko istota, która chciała odebrać jej życie, zająć jej miejsce. Niech wypierdala stąd tam, gdzie jej miejsce. Cóż, to, że się odezwał świadczyło o tym, że jeszcze nie odszedł, ale wierzyła, że już niedługo się go pozbędą.
Czy zwróciła uwagę na to, że Edge chciał ucieć, pewnie nie, a jeśli tak, to nawet by jej to nie zdziwiło, w końcu ostatnio płaciła mu za jego usługi, nie był tutaj dla niej, powinna się tego spodziewać.
Przejęła jeszcze od Ambroisa płaszcz, miała przekazać go Thomasowi, ale stwierdziła, że nim to zrobi, to spróbuje trochę im pomóc, przydałoby się nieco przerzedzić atmosferę. Dlatego też machnęła różdżką i wypowiedziała pod nosem zaklęcie, chciała wykształtować podmuch wiatru, który spowoduje to, że dym zostanie rozwiany.
Dostrzegła ręke Ambroisa, która zmierzała w jej kierunku, kurwa mać nawet po tym wszystkim próbował ją chronić. Dlaczego to robił? Nie miała pojęcia, a bardzo chciała wiedzieć.
Sukces!
cóż, próbuję wykształtować wiatr, który spowoduje, że dym się ulotni, nie będzie taki nachalny
edytowany za zgodą MG