Tej nocy również nie zmrużył oka. Tym razem jednak nie było to spowodowane męczącą go bezsennością, z którą przez tyle lat walczył eliksirami, a od niedawna zaczął używać świec, a niepokojem, wdzierającym się przez grube futro i mięśnie aż do samej duszy. Noc nie należała do najprzyjemniejszych, ale w końcu dobiegła końca. Nastał świt i nadszedł czas, by wreszcie ruszyć głową i wynieść się z lasu.
Powracając do ludzkiej formy, Nikolai czuł się dziwnie... nagi. Nagi i bezbronny, bo widma zdawały się widzieć wszystko, co kiedykolwiek chciał ukryć. Jakby mogły wyszeptać mu do ucha wszystkie jego sekrety, których nie zdradzał nikomu.
Nie mógł wiedzieć, że Faye nie miała ze sobą różdżki. Przytaknął, gdy uzyskał odpowiedź, a gdy dziewczyna zbladła, wspominając, że nigdy nie przemieniała się poza pełnią, na jego twarzy pojawił się delikatny grymas.
-Jeżeli martwisz się tym, że mogli cię zobaczyć mugole, to wydaje mi się, że był tam Amnezjator, który się nimi zajął - powiedział, bo może dzięki temu dziewczyna chociaż trochę przestanie się martwić.
Wcale jej się przy tym nie dziwił. W końcu na prawie każdym kroku musieli uważać, czy przypadkiem nie znajdą się w zasięgu wzroku jakiegoś mugola, gdy chcą skorzystać z magii, a zdarzają się przypadki, nad którymi żadnej kontroli nikt nie ma. Nie każdą sytuację można było zatuszować bajeczką.
-Jestem Nikolai, miło mi, chociaż okoliczności do najmilszych nie należą - powiedział w formie żartu. -Słyszałem, że nie jest to teraz najbezpieczniejsze miejsce.
Faye nie musiała go prosić, żeby ją stąd zabrał, bo i tak taki był zamiar. Jego pięści zacisnęły się delikatnie, gdy wspomniała o braku kontroli.
Nie był w stanie powiedzieć, czy Faye rzeczywiście nie była najlepsza w odczytywaniu znaków od magii, czy może nie miało to znaczenia, bo czy ktokolwiek byłby w stanie sprzeciwić się Matce? Przez jego głowę przebiegła jednak myśl, że w całej tej nieciekawej sytuacji mógł za mały promyczek szczęścia uznać to, że coś popchnęło go, by pobiegł za Faye, a i za nimi pobiegł również skunksik. Gdyby, tak jak Nikolai, okazał się on animagiem, mogliby otrzymać pomoc od jakiegoś wykwalifikowanego czarodzieja, a jeśli był to zwykły skunks, to może, gdy tylko wybiegnie z kręgu, zjawy zajmą się nim, dając im czas na ucieczkę? W każdym razie Faye nie była tu sama, Nikolai również nie był sam, więc może mniejszym prawdopodobieństwem byłoby, że skończą jak ci ludzie, o których wspominali mu Brenna i Sam.
Przytaknął powoli, spojrzał jeszcze raz na skunsa i z cichym "Prosti, málen'kiy" odwrócił się ponownie do Faye, by wreszcie opuścić krąg i zabrać ją z tego cholernego lasu.
Chłód w piersi męczył go nawet poza granicami Kniei.