15.11.2024, 12:45 ✶
Charles przejął się listem Rodolphusa o wiele bardziej, niż być może powinien. Lestrange w żadnym wypadku nie wyglądał na słabego, wręcz przeciwnie, gdy Charliemu zabrakło siły, to Rolph miał jej dość za ich dwóch. Nie znaczyło to jednak, że Mulciber może tylko dostawać. Chciał się odwdzięczyć, jeśli będzie w stanie. Jego aurorskie zdolności mogły się w końcu przydać do czegoś dobrego! Poczuł dreszczyk emocji na samą myśl o tym, że mogą mieć okazję zmierzyć się z kimś jak równy z równym, przeprowadzić samczą walkę w obronie członka stada. Prymitywne instynkty, choć tak skutecznie ukrywane, ciągle tliły się gdzieś u podstaw istnienia.
Nie mógł wiedzieć, że Rolph oddał mieszkanie bez żalu tylko dlatego, że miał w zanadrzu miły, swojski domek! Chatka w Little Hangleton zupełnie nie pasowała do Lestrange'a, który raczej sprawiał wrażenie kogoś, kto pasuje do nowoczesności i luksusów. Charlie zastanawiał się nawet, czy nie pomylił adresów, gdy stanął już przed budynkiem, ale o ile puste doniczki w oknach były jakąś podpowiedzią, to przystojna twarz Rodolphusa w drzwiach nie pozostawiała żadnych wątpliwości.
- Ciebie również! Dziękuję. - Powiedział, przechodząc do wnętrza, które o wiele bardziej przypominało Rolpha. Charles nie rozglądał się zbytnio, bardziej skupiony na osobie Lestrange'a. Nie wydawał się zmartwiony, ale to mogło o niczym nie świadczyć. Mógł dobrze ukrywać emocje, i o to Charles by go podejrzewał. W takiej chwili, nie było nawet nastroju na wpadanie sobie w ramiona. I... Cóż. W myślach i sercu Charlesa była teraz również Scylla.
Charles przeszedł do środka i usiadł na wskazanej kanapie. Nie rozpierał się na niej jak gość, bo i nie w gości przyszedł. Podparłszy dłonie na kolanach, spojrzał na Rolpha poważnie. Pozioma zmarszczka przecięła jego czoło.
- Dziękuję. Rolph, nie bawmy się w uprzejmości. Czego potrzebujesz? - Zaczął od razu. - Ktoś cię niepokoi? Jeśli będę w stanie, pomogę ci, Rolph. Wiem, że tego nie wymagasz, ale pozwól mi odwdzięczyć się za to, co zrobiłeś dla mnie.
Nie mógł wiedzieć, że Rolph oddał mieszkanie bez żalu tylko dlatego, że miał w zanadrzu miły, swojski domek! Chatka w Little Hangleton zupełnie nie pasowała do Lestrange'a, który raczej sprawiał wrażenie kogoś, kto pasuje do nowoczesności i luksusów. Charlie zastanawiał się nawet, czy nie pomylił adresów, gdy stanął już przed budynkiem, ale o ile puste doniczki w oknach były jakąś podpowiedzią, to przystojna twarz Rodolphusa w drzwiach nie pozostawiała żadnych wątpliwości.
- Ciebie również! Dziękuję. - Powiedział, przechodząc do wnętrza, które o wiele bardziej przypominało Rolpha. Charles nie rozglądał się zbytnio, bardziej skupiony na osobie Lestrange'a. Nie wydawał się zmartwiony, ale to mogło o niczym nie świadczyć. Mógł dobrze ukrywać emocje, i o to Charles by go podejrzewał. W takiej chwili, nie było nawet nastroju na wpadanie sobie w ramiona. I... Cóż. W myślach i sercu Charlesa była teraz również Scylla.
Charles przeszedł do środka i usiadł na wskazanej kanapie. Nie rozpierał się na niej jak gość, bo i nie w gości przyszedł. Podparłszy dłonie na kolanach, spojrzał na Rolpha poważnie. Pozioma zmarszczka przecięła jego czoło.
- Dziękuję. Rolph, nie bawmy się w uprzejmości. Czego potrzebujesz? - Zaczął od razu. - Ktoś cię niepokoi? Jeśli będę w stanie, pomogę ci, Rolph. Wiem, że tego nie wymagasz, ale pozwól mi odwdzięczyć się za to, co zrobiłeś dla mnie.