11.11.2024, 21:22 ✶
Słuchała go uważnie, ale myśli same z siebie uciekały lekko na bok — w stronę wyobrażeń i czystego gdybania pod najzwyczajniejszą tytulaturą Co jeśli.
Bo naprawdę czasami zastanawiała się co jeśli świat czarodziejski i ten za zasłoną, mugolski, byłyby zbudowane inaczej? Co jeśli nikt nie musiałby przejmować się tą cholerną reputacją i tym, że wraz z popularnością wzrastała liczba osób, które interesowało to, z kim chodzisz do łóżka i o której godzinie z niego wychodzisz? Co jeśli wyzbycie się naturalnych uprzedzeń przychodziłoby łatwiej? Co jeśli Anthony Shafiq w końcu mógłby zaznacz czystego, najzwyczajniejszego szczęścia? Miłości.
Tessa była magicznie, bo nie święcie, przekonana, że mogłaby oddać serce na nie tyle co srebrnej, a złotej tacy, byle tylko czarodziej mógł wyzbyć się spod okowów społecznej soczewki i żyć tak, jak chciał. Kochać tego, kogo chciał, nie przejmując się opinią innych.
— Oczywiście, że to nie takie proste — przyznała cicho, niemal smutno. Może wiedziała o czym mówił? Może i jej samej przychodziło trudno zrzucić z piersi balast niewypowiedzianych kiedyś słów, które miały adresata, ale jakoś nie spieszyła się do nadania wyjca. Nawet jeśli monolog układał się jej w głowie od lat, to nie była przekonana czy byłaby w stanie go faktycznie uformować, jeśli doszłoby do jakiejkolwiek konfrontacji. Dlatego trzymała głowę wysoko i nigdy nie pokazywała po sobie, że bolało.
Na co komu serce z kamienia, skoro ono i tak pęka?
— Kochany, z czystego, choć teraz to może i zepsutego, doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że najprostsze słowa są tymi najlepszymi — wyznała w końcu, prawie równą tonacją, co wcześniej.
Zaszurały metalowe, rzeźbione krzesła, poprzestawiano filiżanki i talerze nieudolnymi gestami i przypadkiem trącono krawędź stolika jednym, lub dwoma łokciami. Ujęła przyjaciela w sposób, w jaki przytulała braci, kiedy ona miała trzynaście lat, a oni po siedem i pięć, a rodzice kłócili się w kuchni. Przejechała delikatnie palcami po jego karku i wsunęła je zaraz potem we włosy, a drugą dłonią poklepała go lekko po plecach. Wdychała perfumy i aurę smutku, która na przemian łączyła się z miłością, wylewającą się z boku Anthony’ego. I tak jak jej bracia nigdy nie wzdrygali się przed jej dotykiem, tak samo miała nadzieję, że może kiedyś i Shafiq pozwoli jej dotknąć swojego policzka przed odwracania twarzy na bok.
— Wiem. Wiem, że nie potrafisz. — Było w tym coś naprawdę czysto mogilnego. Porażająco wisielczego. — Ale musisz mi uwierzyć, że na pewno tak nie jest. Chociaż nie siedzę wam obu w głowach, to sam dobrze wiesz, że Erik taki nie jest. Nie będę wyciągać mu słów z ust, ale… Hm.
Zamyśliła się ledwie na chwilę, kręcąc kółka wnętrzem dłoni przy jego łopatce.
— Mogę Ci tylko życzyć powodzenia w Egipcie. Powodzenia w chwyceniu waszej miłości w dłoń i możliwemu ukształtowaniu z tej gliny czegoś, co może przyniesie Ci otuchę.
Mówiła to, sama nie będąc ekspertem w tej dziedzinie, bo druga połowa jej serca nie ukruszyła się już dawno i nie było chyba nadziei na złączenie ich ponownie razem.
Bo naprawdę czasami zastanawiała się co jeśli świat czarodziejski i ten za zasłoną, mugolski, byłyby zbudowane inaczej? Co jeśli nikt nie musiałby przejmować się tą cholerną reputacją i tym, że wraz z popularnością wzrastała liczba osób, które interesowało to, z kim chodzisz do łóżka i o której godzinie z niego wychodzisz? Co jeśli wyzbycie się naturalnych uprzedzeń przychodziłoby łatwiej? Co jeśli Anthony Shafiq w końcu mógłby zaznacz czystego, najzwyczajniejszego szczęścia? Miłości.
Tessa była magicznie, bo nie święcie, przekonana, że mogłaby oddać serce na nie tyle co srebrnej, a złotej tacy, byle tylko czarodziej mógł wyzbyć się spod okowów społecznej soczewki i żyć tak, jak chciał. Kochać tego, kogo chciał, nie przejmując się opinią innych.
— Oczywiście, że to nie takie proste — przyznała cicho, niemal smutno. Może wiedziała o czym mówił? Może i jej samej przychodziło trudno zrzucić z piersi balast niewypowiedzianych kiedyś słów, które miały adresata, ale jakoś nie spieszyła się do nadania wyjca. Nawet jeśli monolog układał się jej w głowie od lat, to nie była przekonana czy byłaby w stanie go faktycznie uformować, jeśli doszłoby do jakiejkolwiek konfrontacji. Dlatego trzymała głowę wysoko i nigdy nie pokazywała po sobie, że bolało.
Na co komu serce z kamienia, skoro ono i tak pęka?
— Kochany, z czystego, choć teraz to może i zepsutego, doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że najprostsze słowa są tymi najlepszymi — wyznała w końcu, prawie równą tonacją, co wcześniej.
Zaszurały metalowe, rzeźbione krzesła, poprzestawiano filiżanki i talerze nieudolnymi gestami i przypadkiem trącono krawędź stolika jednym, lub dwoma łokciami. Ujęła przyjaciela w sposób, w jaki przytulała braci, kiedy ona miała trzynaście lat, a oni po siedem i pięć, a rodzice kłócili się w kuchni. Przejechała delikatnie palcami po jego karku i wsunęła je zaraz potem we włosy, a drugą dłonią poklepała go lekko po plecach. Wdychała perfumy i aurę smutku, która na przemian łączyła się z miłością, wylewającą się z boku Anthony’ego. I tak jak jej bracia nigdy nie wzdrygali się przed jej dotykiem, tak samo miała nadzieję, że może kiedyś i Shafiq pozwoli jej dotknąć swojego policzka przed odwracania twarzy na bok.
— Wiem. Wiem, że nie potrafisz. — Było w tym coś naprawdę czysto mogilnego. Porażająco wisielczego. — Ale musisz mi uwierzyć, że na pewno tak nie jest. Chociaż nie siedzę wam obu w głowach, to sam dobrze wiesz, że Erik taki nie jest. Nie będę wyciągać mu słów z ust, ale… Hm.
Zamyśliła się ledwie na chwilę, kręcąc kółka wnętrzem dłoni przy jego łopatce.
— Mogę Ci tylko życzyć powodzenia w Egipcie. Powodzenia w chwyceniu waszej miłości w dłoń i możliwemu ukształtowaniu z tej gliny czegoś, co może przyniesie Ci otuchę.
Mówiła to, sama nie będąc ekspertem w tej dziedzinie, bo druga połowa jej serca nie ukruszyła się już dawno i nie było chyba nadziei na złączenie ich ponownie razem.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you