Kiedy przyglądała się jednemu z kamieni zerwał się silniejszy wiatr, nie spodziewała się tego, że będzie on obrośnięty mchem, ten wzbił się w powietrze i wpadł jej do oka. Syknęła, bo zabolało to jej skunksie oko. Odsunęła się do tyłu, przysiadła i zaczęła wygrzebywać sobie łapką z oka piasek i mech. Nie był to najszczęśliwszy dzień w jej skunksim obliczu. Trwało to dłuższą chwilę, oko jej łzawiło, co za niefart.
Wróciła później do kamieni, jednak nie wydawało jej się, żeby zbyt wiele jej mówił ten krąg. Szkoda, będzie musiała tutaj wrócić z kimś bardziej kompetentnym. Na pewno miało to sens, bo widma nie mogły wejść do środka, to by oznaczało, że można się było przed nimi chronić, przydałaby się jej taka ochrona w przyszłości, skoro miała zamiar dowiedzieć się więcej o tych mrocznych istotach. Nie chciała porzucać tematu, wydawało jej się, że warto byłoby do tego wrócić.
Dalszą część nocy spędziła czuwając, nie miała pojęcia ile będą musieli tutaj czekać, ale nie zamierzała przestawać obserwować okolicy, bo co jeśli ten krąg by nie wytrzymał? Wtedy najprawdopodobniej staliby się kolacją tych stworów.
Nie zbliżała się szczególnie do swoich towarzyszy, nie chciała za bardzo na siebie zwracać uwagi. Po prostu siedziała i przyglądała się temu, co działo się na zewnątrz kręgu.
W końcu wilczyca się obudziła, najwyraźniej zregenerowała siły. Niedźwiedź zamienił się w człowieka. Tak, znała go, to był ten sam chłopak, którego kiedyś ustrzeliła z kuszy. Wspaniały zbieg okoliczności.
Yaxleyówna jednak postanowiła póki co się nie przemieniać. Wpatrywała się w nich przez chwilę, a później przeniosła wzrok na widma. Czekała, aż zadecydują co zamierzają zrobić. Później najwyżej sama się stąd teleportuje, jak już nie będzie żadnych świadków.