07.11.2024, 14:27 ✶
Faye było zimno. Zimno i nieprzyjemnie. Po wielu chwilach, podczas których jej ciało próbowało się zregenerować, w końcu zaczęły do niej docierać fizyczne bodźce. Drgnęła raz i drugi, mrużąc gniewnie brwi, zanim w końcu dotarło do niej, że jest jej cholernie zimno. Uchyliła powieki, lecz widząc obok siebie niedźwiedzia na powrót mocno je zacisnęła. To sen, to tylko sen pomyślała, poruszając się niespokojnie. Nie dostrzegła skunksa, gdyż była zbyt skupiona na niedźwiedziu. Ale było coś jeszcze. Coś, co skutecznie odciągało jej uwagę od zwierzęcia.
Znajdowała się w kręgu. To pamiętała - zachowała pełną świadomość, lecz wspomnienia przychodziły do niej z oporem. Przemieniła się wbrew własnej woli, chociaż nie było pełni. Na Matkę, zrobiła to na oczach mugoli. Traversówna na powrót otworzyła oczy. Co, jeżeli ją zamkną? Złamała przecież tyle przepisów... Najpierw przemiana, potem wtargnięcie do Kniei. Strach uderzył w nią ze zdwojoną mocą, gdy jej wzrok spoczął na niedźwiedziu, a ona sama się skuliła. Była bezbronna, nie miała przy sobie różdżki, a na domiar złego jej umysł zaczął być pętany ogromnym strachem o własne życie. Jakiś głosik w jej głowie mówił, że być może ten strach był potęgowany istotami, kłębiącymi się wokół kręgu, lecz rozsądek wziął chyba nogi za pas.
- Dobry misio... - chrypnęła, przełykając zaraz po tym nerwowo ślinę. - Też się tu schroniłeś przed tymi istotami?
Jej mózg działał bardzo opornie, ale musiała się stąd wydostać. Może ten niedźwiedź jej pomoże? Może przekroczy krąg i ściągnie na siebie uwagę tych istot, a ona jakoś ucieknie? Nawet pod postacią bestii, chociaż bała się teraz przemieniać. Dopiero wtedy dostrzegła skunksa.
- O, przyprowadziłeś kolegę? - zbladła. Kurde, obecność skunksa była chyba bardziej przerażająca niż niedźwiedzia - niedźwiedź cię zje, ale skunks jeszcze oszcza. Kiedyś ją taki gnojas opryskał prosto spod ogona, nie mogła pozbyć się zapachu przez bity tydzień.
Znajdowała się w kręgu. To pamiętała - zachowała pełną świadomość, lecz wspomnienia przychodziły do niej z oporem. Przemieniła się wbrew własnej woli, chociaż nie było pełni. Na Matkę, zrobiła to na oczach mugoli. Traversówna na powrót otworzyła oczy. Co, jeżeli ją zamkną? Złamała przecież tyle przepisów... Najpierw przemiana, potem wtargnięcie do Kniei. Strach uderzył w nią ze zdwojoną mocą, gdy jej wzrok spoczął na niedźwiedziu, a ona sama się skuliła. Była bezbronna, nie miała przy sobie różdżki, a na domiar złego jej umysł zaczął być pętany ogromnym strachem o własne życie. Jakiś głosik w jej głowie mówił, że być może ten strach był potęgowany istotami, kłębiącymi się wokół kręgu, lecz rozsądek wziął chyba nogi za pas.
- Dobry misio... - chrypnęła, przełykając zaraz po tym nerwowo ślinę. - Też się tu schroniłeś przed tymi istotami?
Jej mózg działał bardzo opornie, ale musiała się stąd wydostać. Może ten niedźwiedź jej pomoże? Może przekroczy krąg i ściągnie na siebie uwagę tych istot, a ona jakoś ucieknie? Nawet pod postacią bestii, chociaż bała się teraz przemieniać. Dopiero wtedy dostrzegła skunksa.
- O, przyprowadziłeś kolegę? - zbladła. Kurde, obecność skunksa była chyba bardziej przerażająca niż niedźwiedzia - niedźwiedź cię zje, ale skunks jeszcze oszcza. Kiedyś ją taki gnojas opryskał prosto spod ogona, nie mogła pozbyć się zapachu przez bity tydzień.