Krąg był bezpieczny.
Krąg ich chronił.
Zjawy wciąż wlepiały w nich swoje ślepia, śmiały się i napawały ich strachem, ale nie mogły przekroczyć bariery, tworzonej przez kamienie z lśniącymi na nich runami. Nie mogły przekroczyć tej granicy i chociaż nie mogły sięgnąć po bijące od animagów i wilkołaka życie, to wciąż mogły napawać się ich strachem.
Niedźwiedzie pazury ryły w ziemi, z pyska wydobywało się krótkie sapanie. Nie miał zamiaru opuszczać bezpiecznego kręgu ani rzucać się bezsensownie na otaczające ich zjawy, ale obserwował straszydła, przez chwilę krążąc jeszcze po bezpiecznym kręgu. Zatrzymał się i odwrócił łeb, gdy wilczyca zaczęła się układać. Faktycznie, przypominała przy tym małego, zmęczonego szczeniaczka i gdyby Nikolai był w swojej ludzkiej formie, z pewnością uśmiechnąłby się, rozczulony. Ale nie był i coś z tyłu głowy podpowiadało mu, że zrzucanie futra w tym momencie, kiedy wciąż byli pośród drzew, nie byłoby najlepszym pomysłem.
Wilkołak ułożył się na ziemi, ułożył głowę na łapach i zasnął, tak spokojny i zmęczony. Niedźwiedź i skunks zostali sami ze zjawami. Niedźwiedź przez chwilę przyglądał się małemu zwierzęciu, zastanawiając się, czy jego futerko również skrywało w sobie człowieka, zdolnego zmieniać swoją formę. Skunks z całą pewnością nie zachowywał się tak, jak prawdziwy skunks zachowałby się w naturze - czy dziki skunks biegłby za niedźwiedziem i wilkołakiem przez nawiedzony las, zamiast spieprzać, gdzie pieprz rośnie, byle najdalej od upiorów i strachów?
Wilkołak zaczął się zmieniać. Dziewczę spało skulone w miejscu bestii, wyczerpane zdarzeniem dnia, ale jej cierpienie nie było w stanie wygrać ze snem.
Niedźwiedź zbliżył się do niej powoli i ułożył się na trawie. Nie zbliżał się na tyle, by po przebudzeniu dziewczę się wystraszyło (albo, co gorsza, próbowało go zabić), ale był na tyle blisko, by ją osłonić, gdyby była taka potrzeba. Wciąż się rozglądał, sapał i obnażał kły na zjawy.
I czasami zerkał na skunksa.