• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Lecznica Dusz [02.06.72] They ask for a New Peace and bring violence

[02.06.72] They ask for a New Peace and bring violence
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#7
06.11.2024, 23:05  ✶  

Jeśli wszystkie jego błędy sprowadziły go właśnie w to miejsce, z chęcią cofnąłby się w czasie i spierdolił coś jeszcze. Fakt, gorycz trawiła jego trzewia na wskroś kiedy patrzył na tak bezwładną i nieobecną Millie. Ciężko było mu nawet sobie wyobrazić jeszcze bardziej obrzydliwy widok, niż to na co właśnie patrzył. Absolutne przeciwieństwo tego, przez co mógł mieć słabość do Moody. Nie z powodu tak żałosnej cherlawy był nią kiedykolwiek zainteresowany. A pomimo tego był niemalże gotów załkać niczym opuszczone szczenie nad jej tragedią.

Rozpacz zmieniła się w gniew. Poczucie winy przepoczwarzyło się w jątrzącą się żółć gniewu. Zawsze myślał, że jest czarownicą solidniejszej konstrukcji. Że jedyne co może ją zgnieść to własne autodestrukcyjne predyspozycje. Chyba właśnie to najbardziej go w niej pociągało. Świat był za słaby, żeby ich zniszczyć, a oni zbyt mali by zniszczyć świat. Szkoda tylko, że nie zdążył jej do tego przekonać. Może niedosłownie, ale gdzieś między słowami stwierdzali podobną diagnozę dla rzeczywistości. Ona chciała świat uzdrowić, on chciał oczyszczenia.

Nienawidził jej za to. Kompletne marnotrawco potencjału, dla ckliwych bajeczek o lepszym świecie. A teraz nienawidził jej jeszcze bardziej. Za to, że pozwoliła sobie na słabość, że uwierzyła infantylnym ideałom. I patrzcie tylko ludzie dokąd ją to doprowadziło. Leży teraz jak ta porcelanowa laleczka, a Czarny Pan i tak dostał to co chciał. Ludzie pozdychali na marne, niewielu udało się uratować. Wielka cena żadne korzyści. Najgorsze było w tym wszystkim to, że był przez moment zwątpić we wszystko co wierzył. To jej wina. Znowu się dał nabrać. Znowu pierdolona Trelawney, która zaraziła go swoją słabością.

- Jebana wszo! Zaufałem ci, a okazałaś się słaba jak wszyscy... - splunął jadem przez zęby. Powiedział i szarpnął ją za policzki widząc jak zaklęcia rozpraszające nie przynoszą upragnionego skutku.

Usta poruszyły się, a jego sparaliżowało. Przez moment ukłucie radości było bliskie przebić ten balon żalu i gniewu, który w sobie pompował. Przed momentem był gotów okładać ją, nieprzytomną pięściami nie potrafiąc sobie poradzić z emocjami, a teraz jakby jego oczy nabrały radości. Na krótko jednak. Nie wiedział na co liczył, ale to co dostał nie było żadnym wyjaśnieniem. Co ty bredzisz... . Pomyślał, ale nie zdążył powiedzieć. Odstąpił od niej na krok, kompletnie zdezorientowany tym co się właśnie działo. Nigdy nie rozumiał jej w pełni. No i jak zwykle zresztą zatrzęsła nim w posadach. Nawet jak była w śpiące potrafiła wyjść na wariatkę.

Wpatrzony w jej twarzy, zadrżały mu ręce, kiedy jej oczy prawie wypadły jej z orbit. Co tu się kurwa mać działa? Kolejny krok w tył i potknął się o krzesło stojące nieopodal. Wylądował zadkiem na posadzce, przerażony jej pojebaństwem. Gdyby cokolwiek z tego zrozumiał, może i coś by jej odpowiedział. Zamiast tego z usłyszał uniesiony, kobiecy ton. Spojrzał w stronę czarownicy nie mogąc wydusić z siebie ani zdania. - Ale... ona... widziałem, żyła... - bełkotał jak potłuczony dalej z pozycji podłogi. Machnął ręką w kierunku leżącej pacjentki, jednak w jej oczach nie było już potwierdzenia jego wersji. W końcu zdał sobie sprawę jak idiotycznie musi nie tylko brzmieć, ale i wyglądać. Znowu gniewny wyraz twarzy, znowu ściągnięte brwi i zmarszczone czoło. - Chuja się znacie na leczeniu. Jej potrzebni są prawdziwi lekarze i najdroższe leczenie! - ryknął w odezwie na jej wymierzoną w niego różdżkę. Swoją z kolei schował pod kurtką, wstał na równe nogi i przyklepał odzienie. Najchętniej to teraz rozpętałby tu piekiełko. Zostawić po sobie pożogę tak wielką, że przyćmiłaby nawet Morsmordre, którym wykończyłby dzieła niczym wisienką na torcie. - Jebana banda konowałów... Znowu syknięcie jadowitego węża. Zmierzył pielęgniarkę morderczym wzrokiem i błyskawicznym krokiem wyminął ją w przejściu, by zniknąć z pomieszczenia jak najszybciej. Szybko póki nie zleciało się tutaj pół ośrodka, zanim ktokolwiek dowie się, że Lestrange był w Lecznicy.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Louvain Lestrange (2264), Millie Moody (1501)




Wiadomości w tym wątku
[02.06.72] They ask for a New Peace and bring violence - przez Louvain Lestrange - 08.09.2024, 13:47
RE: [02.06.72] They ask for a New Peace and bring violence - przez Millie Moody - 08.09.2024, 22:18
RE: [02.06.72] They ask for a New Peace and bring violence - przez Louvain Lestrange - 09.09.2024, 11:59
RE: [02.06.72] They ask for a New Peace and bring violence - przez Millie Moody - 23.09.2024, 11:22
RE: [02.06.72] They ask for a New Peace and bring violence - przez Louvain Lestrange - 14.10.2024, 19:39
RE: [02.06.72] They ask for a New Peace and bring violence - przez Millie Moody - 21.10.2024, 23:20
RE: [02.06.72] They ask for a New Peace and bring violence - przez Louvain Lestrange - 06.11.2024, 23:05
RE: [02.06.72] They ask for a New Peace and bring violence - przez Millie Moody - 16.11.2024, 13:17

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa