06.11.2024, 00:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.11.2024, 00:06 przez Millie Moody.)
Czuła się dziwacznie i niezręcznie.
Czuła się nie na miejscu.
Przed chwilą na dole coś mocno zjebała, oskarżenia Heather wciąż świdrowały jej mózg, a teraz Thomas przyszedł tu ewidentnie pod wpływem i napierdalał coś o uczuciach. Pojebało go.
Chciała tak myśleć, gdy zamykała okno. Powinna go wyprosić. Miał tak maślane oczęta, że możnaby na nich usmażyć całkiem niezłą jajecznicę.
Kurwa mać
– Jest całkiem spoko. Pomaga na mózg lepiej niż fajki, bo w pewnym momencie, rzeczywiście przestaje się myśleć. Wiesz.. bez jakiś głupich halucynacji, tylko zdrowe najebanie się.
Przecież chwalił ją już wcześniej, wtedy gdy jeszcze nie przyćpali. Dlaczego jednak tak trudno było jej to przyjąć? Nienawidziła litości. Może Bazyliszek go nasłał, po rozmowie w kuchni? Bo pomyślał, że jest samotna, czy coś? Znaczy była w chuj samotna, ale to nie był powód... Nie powinien być.
Skinęła głową, gdy zapytał o obrazy i przysiadła z butelką na swoim łóżku, gdy zaczął przeglądać kanwy. Były to różne pomysły, poszukiwania raczej drogi do ekspresji. Znajdowały się tam zarówno szkice konceptualnych przestrzeni czy ulicy, ale też kościste, niedokończone akwarele, akty pociągnięte węglem, coś przypominającego autoportret, niepokojące sylwetki, czy w końcu pasmo szarych figur wpatrzonych pustymi oczyma w widza.
– Muszę przewieźć tu resztę mojej pracowni z Londynu. – powiedziała nagle, dziwnie głucho, bezosobowo, nie patrząc na niego, tylko na jeden z obrazów. Wszystkie były w bieli, czerni i szarości. Próżno było szukać w nich kolorów. I życia. – Dałbyś radę mi w tym pomóc? Dogadałbyś się z... – słowa ugrzęzły jej w gardle, oczy i tak pewnie były już czerwone jak u królika – Pogadałbyś z Alastorem? Nie chcę tam jechać. Nie chcę się z nim widzieć.
Czuła się nie na miejscu.
Przed chwilą na dole coś mocno zjebała, oskarżenia Heather wciąż świdrowały jej mózg, a teraz Thomas przyszedł tu ewidentnie pod wpływem i napierdalał coś o uczuciach. Pojebało go.
Chciała tak myśleć, gdy zamykała okno. Powinna go wyprosić. Miał tak maślane oczęta, że możnaby na nich usmażyć całkiem niezłą jajecznicę.
Kurwa mać
– Jest całkiem spoko. Pomaga na mózg lepiej niż fajki, bo w pewnym momencie, rzeczywiście przestaje się myśleć. Wiesz.. bez jakiś głupich halucynacji, tylko zdrowe najebanie się.
Przecież chwalił ją już wcześniej, wtedy gdy jeszcze nie przyćpali. Dlaczego jednak tak trudno było jej to przyjąć? Nienawidziła litości. Może Bazyliszek go nasłał, po rozmowie w kuchni? Bo pomyślał, że jest samotna, czy coś? Znaczy była w chuj samotna, ale to nie był powód... Nie powinien być.
Skinęła głową, gdy zapytał o obrazy i przysiadła z butelką na swoim łóżku, gdy zaczął przeglądać kanwy. Były to różne pomysły, poszukiwania raczej drogi do ekspresji. Znajdowały się tam zarówno szkice konceptualnych przestrzeni czy ulicy, ale też kościste, niedokończone akwarele, akty pociągnięte węglem, coś przypominającego autoportret, niepokojące sylwetki, czy w końcu pasmo szarych figur wpatrzonych pustymi oczyma w widza.
– Muszę przewieźć tu resztę mojej pracowni z Londynu. – powiedziała nagle, dziwnie głucho, bezosobowo, nie patrząc na niego, tylko na jeden z obrazów. Wszystkie były w bieli, czerni i szarości. Próżno było szukać w nich kolorów. I życia. – Dałbyś radę mi w tym pomóc? Dogadałbyś się z... – słowa ugrzęzły jej w gardle, oczy i tak pewnie były już czerwone jak u królika – Pogadałbyś z Alastorem? Nie chcę tam jechać. Nie chcę się z nim widzieć.