05.11.2024, 18:52 ✶
- Oszalałeś - powiedziała cicho, patrząc z nieukrywanym przerażeniem na Samuela. Czyż nie mówiła mu wcześniej, że go nie zostawi? Że nie ma prawa sam pałętać się po Kniei? Że nie ma opcji, żeby był sam? Obiecała mu to. - Nie zostawię cię.
Powiedziała z pełną mocą, chociaż jej ciało odmawiało posłuszeństwa. Spojrzała w panice na swojego brata, gdy Samuel mimo jej protestów zaczął się zmieniać w inne zwierzę. Zwierzę, którego nie widziała wcześniej. Jeżeli była przed chwilą przerażona, tak teraz jej serce rozdzierała rozpacz.
- Powiedz mu coś... Roise, błagam, on nie może iść sam - szepnęła, czując jak łzy na powrót płyną po jej policzkach niczym wodospad.
Ale było już za późno. Ambroise oddał ich Przodkom cześć - zrobił coś, czego ona w tej chwili nie była w stanie. Jej nogi drżały, a gdy brat nachylał się, by ją podnieść, spróbowała się wyszarpnąć. Była jednak zbyt zmęczona, zbyt słaba.
- Zostaw mnie, puszczaj! SAM, WRACAJ TU! - i chociaż ostatnie słowa miały być w założeniu krzykiem, to z jej gardła wydobył się tylko cichy pisk. Jakby była myszą, która dała się głupio złapać w pułapkę. - Nie możemy go tu zostawić, a jak umrze? Sam, SAM!
Wczepiła mocno palce w ramiona brata, próbując wychylić głowę tak, by zobaczyć gdzie udał się Samuel w swojej nowej postaci. Ale nie dostrzegała nic. I przez całą drogę powrotną go wzywała, utrudniając drugiemu z Greengrassów niesienie jej, lecz była zbyt słaba, by się wyrwać i popędzić za Samuelem, który zniknął jej z oczu.
Zawada: Słabo zbudowany, niedowaga (II)
Powiedziała z pełną mocą, chociaż jej ciało odmawiało posłuszeństwa. Spojrzała w panice na swojego brata, gdy Samuel mimo jej protestów zaczął się zmieniać w inne zwierzę. Zwierzę, którego nie widziała wcześniej. Jeżeli była przed chwilą przerażona, tak teraz jej serce rozdzierała rozpacz.
- Powiedz mu coś... Roise, błagam, on nie może iść sam - szepnęła, czując jak łzy na powrót płyną po jej policzkach niczym wodospad.
Ale było już za późno. Ambroise oddał ich Przodkom cześć - zrobił coś, czego ona w tej chwili nie była w stanie. Jej nogi drżały, a gdy brat nachylał się, by ją podnieść, spróbowała się wyszarpnąć. Była jednak zbyt zmęczona, zbyt słaba.
- Zostaw mnie, puszczaj! SAM, WRACAJ TU! - i chociaż ostatnie słowa miały być w założeniu krzykiem, to z jej gardła wydobył się tylko cichy pisk. Jakby była myszą, która dała się głupio złapać w pułapkę. - Nie możemy go tu zostawić, a jak umrze? Sam, SAM!
Wczepiła mocno palce w ramiona brata, próbując wychylić głowę tak, by zobaczyć gdzie udał się Samuel w swojej nowej postaci. Ale nie dostrzegała nic. I przez całą drogę powrotną go wzywała, utrudniając drugiemu z Greengrassów niesienie jej, lecz była zbyt słaba, by się wyrwać i popędzić za Samuelem, który zniknął jej z oczu.
Zawada: Słabo zbudowany, niedowaga (II)