01.11.2024, 00:24 ✶
Czuł jak magia nie słucha się go, jak zaklęcie, które starał się rzucić, aby dać Millie więcej czasu i szans na przeżycie się nie udaje. Palący ból czoła sprawił, że zamknął oczy. Mieszało mu się i nie wiedział czy to boli czoło czy to co czuł w sercu, nie miał pojęcia, że coś co było bezdenną dziurą mogłoby aż tak bardzo boleć. Przygarnął ją mocniej do siebie, bał się, bał jak diabli że ona zniknie - odejdzie i znów zostanie sam.
- Działaj kurwa, to nie czas na fochy! - jęknął w stronę swojej różdżki, przecież cyprysowa różdżka powinna być szczęśliwa i skora do poświęceń.
Jak zawsze zbyt słaby, nigdy nikogo nie uratujesz
Był słaby, nie potrafił nawet rzucić zaklęcia, która mogłoby ja uratować, dać jej szansę na dotrwanie do właściwej pomocy. Ale nie mógł się poddawać, nie mógł się rozklejać, musiało być co mógłby zrobić. Dlaczego
- Millie błagam... Wytrzymaj jeszcze trochę, zostań ze mną... Nie odchodź! - błagał łamiący się głosem szukając sposobu na to, żeby w jakiś sposób jej pomóc, ulżyć w bólu.
Nawet jej nie powiedziałeś prawdy o uczuciach
To nie był czas na słuchanie podszeptów głosu, ale co jak nigdy jej tego nie powie? Dlaczego musiał być tak powolny w rozumienie uczuć. Musi jej powiedzieć. Otworzył oczy, nie mógł ich zamykać, musiał na nią patrzeć, ją obserwować... Musiał patrzeć w jej oczy, kiedy powie co czuje. Zamarł i gdyby nie fakt, że trzymał ją kurczowo przy sobie to odskoczyłby do tyłu w szoku. To nie była ona, to nie była drobna kobieta, która wyciągnęła go z bezbrzeżnej głębiny na brzeg i pozwolił odetchnąć po raz pierwszy od wielu lat. To była Geraldine. Nie wiedział co się dzieje? Ktoś miesza mu w głowie i podmienia obraz Millie na Ger, ale w jakim celu? Gdzie kryje się prawda. Poczuł pustkę. Czy to faktycznie była Millie? Czy to była Ger czy może sztuczka Doppelgangera. I wtedy usłyszał głos, to nie był głos Millie, brzmiał jak Ger. Ale... Czyżby demon sobie z nim pogrywał? Ale kiedy, teraz czy wcześniej. Przecież Millie nie Miałą żadnego powodu, żeby tu się pojawić, Myśl Thomas, myśl. Czuł jak ból zmienia się w coś innego, jak zaczyna w nim wzbierać w falami inne uczucie. Nienawiść i furia, miał ochotę dorwać tego demona i się na nim wyładować, zadać mu ból, zgnębić... Czy to była faktycznie Moody czy nie, pokazując Figgowi zranioną bliską osobę sprawił, że obudziła się w nim ta druga, bardziej mroczna część, która łaknęła krwi. Sprawa stała się personalna. Jak wcześniej był tu jedynie by pomóc poskromić tego stwora tak teraz czuł czystą nienawiść, chciał widzieć jego strach, chciałem poczuć jego krew...
- Nie nie mów, oszczędzaj siły, zajmiemy się nim - powiedział gorączkowo do kobiety, bo nie powinna marnować ani krztyny energii. Nadal nie wiedząc co się do ciężkiej kurwy dzieje, chciał rzucić zaklęcie rozpraszające. Ale wtedy różdżka wypadła mu z ręki. Rozejrzał się dopiero teraz zdając sobie sprawę, że tak skupiony na trzymanej w ramionach kobiecie zupełnie ignorował otoczenie.
- Czy ciebie już do reszty pojebało?! - zapytał widząc, że to nie inny jak Ambroise wytrącił mu różdżkę z dłoni. Miał przez to mieszane uczucia na widok przyjaciela. - Lepiej pomóż, ona ledwo żyje, potrzebuje twojej pomocy - rozum podpowiadał mu, że to nie mogła być Millie, to było to w co chciał wierzyć. Zerknął na podłogę i niebieską lunę, która ich otaczała. Musiał oddać kobietę pod opiekę przyjaciela i samemu odnaleźć różdżkę, bez której czuł się niezbyt pewnie.
To czego się nie spodziewał, to zobaczyć scenerii jak z jakiegoś dennego mogolskiego przedstawienia. Edge szarpiący się z Ambroise i obok nich Gerldine rzucająca zaklęcia jak gdyby nigdy nic. W normalnej sytuacji by mu odebrało mowę i gapiłby się z rozdziawioną gębą na to wszystko. Ale dzisiaj kumulujący w nim gniew nie pozwalał mu stać jak ostatnia sierota.
- Edge, Ambrois! Do jasnej kurwy! - wrzasnął w ich stronę i zwrócił się do Geraldine. - Ogarnij ich, bo zaraz Thoran to przyjdzie na gotowe - nie gryzł się w język, w tej chwili potrzebował ujścia, a że nie mógł wyżyć się na demonie...
Wyniesienie kobiety z kręgu i oddanie jej pod opiekę Ambroise
Aktywności fizyczna ◉◉○○○
Rozpoznanie kręgu
Wiedza o świecie ◉◉◉○○ + Pieczętowanie, Klątwołamanie
- Działaj kurwa, to nie czas na fochy! - jęknął w stronę swojej różdżki, przecież cyprysowa różdżka powinna być szczęśliwa i skora do poświęceń.
Jak zawsze zbyt słaby, nigdy nikogo nie uratujesz
Był słaby, nie potrafił nawet rzucić zaklęcia, która mogłoby ja uratować, dać jej szansę na dotrwanie do właściwej pomocy. Ale nie mógł się poddawać, nie mógł się rozklejać, musiało być co mógłby zrobić. Dlaczego
- Millie błagam... Wytrzymaj jeszcze trochę, zostań ze mną... Nie odchodź! - błagał łamiący się głosem szukając sposobu na to, żeby w jakiś sposób jej pomóc, ulżyć w bólu.
Nawet jej nie powiedziałeś prawdy o uczuciach
To nie był czas na słuchanie podszeptów głosu, ale co jak nigdy jej tego nie powie? Dlaczego musiał być tak powolny w rozumienie uczuć. Musi jej powiedzieć. Otworzył oczy, nie mógł ich zamykać, musiał na nią patrzeć, ją obserwować... Musiał patrzeć w jej oczy, kiedy powie co czuje. Zamarł i gdyby nie fakt, że trzymał ją kurczowo przy sobie to odskoczyłby do tyłu w szoku. To nie była ona, to nie była drobna kobieta, która wyciągnęła go z bezbrzeżnej głębiny na brzeg i pozwolił odetchnąć po raz pierwszy od wielu lat. To była Geraldine. Nie wiedział co się dzieje? Ktoś miesza mu w głowie i podmienia obraz Millie na Ger, ale w jakim celu? Gdzie kryje się prawda. Poczuł pustkę. Czy to faktycznie była Millie? Czy to była Ger czy może sztuczka Doppelgangera. I wtedy usłyszał głos, to nie był głos Millie, brzmiał jak Ger. Ale... Czyżby demon sobie z nim pogrywał? Ale kiedy, teraz czy wcześniej. Przecież Millie nie Miałą żadnego powodu, żeby tu się pojawić, Myśl Thomas, myśl. Czuł jak ból zmienia się w coś innego, jak zaczyna w nim wzbierać w falami inne uczucie. Nienawiść i furia, miał ochotę dorwać tego demona i się na nim wyładować, zadać mu ból, zgnębić... Czy to była faktycznie Moody czy nie, pokazując Figgowi zranioną bliską osobę sprawił, że obudziła się w nim ta druga, bardziej mroczna część, która łaknęła krwi. Sprawa stała się personalna. Jak wcześniej był tu jedynie by pomóc poskromić tego stwora tak teraz czuł czystą nienawiść, chciał widzieć jego strach, chciałem poczuć jego krew...
- Nie nie mów, oszczędzaj siły, zajmiemy się nim - powiedział gorączkowo do kobiety, bo nie powinna marnować ani krztyny energii. Nadal nie wiedząc co się do ciężkiej kurwy dzieje, chciał rzucić zaklęcie rozpraszające. Ale wtedy różdżka wypadła mu z ręki. Rozejrzał się dopiero teraz zdając sobie sprawę, że tak skupiony na trzymanej w ramionach kobiecie zupełnie ignorował otoczenie.
- Czy ciebie już do reszty pojebało?! - zapytał widząc, że to nie inny jak Ambroise wytrącił mu różdżkę z dłoni. Miał przez to mieszane uczucia na widok przyjaciela. - Lepiej pomóż, ona ledwo żyje, potrzebuje twojej pomocy - rozum podpowiadał mu, że to nie mogła być Millie, to było to w co chciał wierzyć. Zerknął na podłogę i niebieską lunę, która ich otaczała. Musiał oddać kobietę pod opiekę przyjaciela i samemu odnaleźć różdżkę, bez której czuł się niezbyt pewnie.
To czego się nie spodziewał, to zobaczyć scenerii jak z jakiegoś dennego mogolskiego przedstawienia. Edge szarpiący się z Ambroise i obok nich Gerldine rzucająca zaklęcia jak gdyby nigdy nic. W normalnej sytuacji by mu odebrało mowę i gapiłby się z rozdziawioną gębą na to wszystko. Ale dzisiaj kumulujący w nim gniew nie pozwalał mu stać jak ostatnia sierota.
- Edge, Ambrois! Do jasnej kurwy! - wrzasnął w ich stronę i zwrócił się do Geraldine. - Ogarnij ich, bo zaraz Thoran to przyjdzie na gotowe - nie gryzł się w język, w tej chwili potrzebował ujścia, a że nie mógł wyżyć się na demonie...
Wyniesienie kobiety z kręgu i oddanie jej pod opiekę Ambroise
Aktywności fizyczna ◉◉○○○
Rzut N 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 72
Sukces!
Sukces!
Rozpoznanie kręgu
Wiedza o świecie ◉◉◉○○ + Pieczętowanie, Klątwołamanie
Rzut Z 1d100 - 18
Akcja nieudana
Akcja nieudana