28.10.2024, 22:19 ✶
- Wysyłasz sprzeczne sygnały - oznajmiła, patrząc na jasnowłosą kompletnie skonfundowana. Może nie była zbyt lotna na umyśle, może to karb późnej pory i zmęczenia, ale nie do końca łapała, dlaczego Scarlett jednocześnie nie chciała brać pod uwagę tarota, ale wciąż miała ochotę zobaczyć, jak się go rozkłada. - To nie byłby problem, ja ci chętnie pokaże, ale przecież dopiero co powiedziałaś, że nie ma mowy... - Zagubienie na twarzy Scylli wydawało się zupełnie szczere. Równie silna była intencja zrozumienia jej.
Nie wyszła z fazy gruntownego zdziwienia nawet wtedy, kiedy mówiła jej o swoim bracie. Nie do końca rozumiała, czemu w ogóle wspomina o nim, ani czemu kwestia jego wydania jest istotna. Próbowała nadążać, ale widać było po twarzy Greybackówny, że choć światło w jej oczach się tli, to w domu na pewno nikogo nie ma.
- Czemu chcesz nas zapoznawać? - Zapytała wreszcie, bo wysłuchawszy cały wywód Scarlett nadal nie znalazła tam odpowiedzi na męczące ją pytania. - Mam mu pomóc znaleźć dziewczynę? W sumie byłabyś już drugą osobą w tym tygodniu, którą przypadkowo spotykam w lesie i prosi mnie o przepowiednię na temat spraw sercowych swojego brata. - Zaśmiała się sama do siebie, bo nie mogła nie dostrzec komedii w tej zbieżności. - Gdybym dostawała knuta za każdym razem, gdy to miało miejsce, miałabym już dwa knuty. To nie dużo, ale dziwne, że zdarzyło się dwa razy - oznajmiła, nadal trzymając się własnego żartu. Czasem potrafiła samą siebie rozbawić, choć nie była pewna, czy Scarlett ten humor podziela.
- Twój tata przyprowadzi kandydata? - Zagaiła. - Myślałam, że aranżowane małżeństwa to już relikt przeszłości... - mruknęła, ale z każdym słowem jej głos się ściszał, bo doszła do wniosku, że może to przecież część jakiejś istotniej tradycji rodzinnej i zaraz tu kogoś urazi.
A potem Scarlett rozwinęła myśl i zmieniła prośbę dotyczącą tarota. Scylla wyraźnie się zasmuciła, słysząc, że małżeństwo z przymusu miałoby być dla niej równe śmierci. Nie mogła powiedzieć, że miała w życiu jakikolwiek wzór szczęśliwego związku, ale wychodziła z założenia, że w życiu człowiek nie powinien robić niczego wbrew sobie. Walka z przeznaczeniem była przecież daremna, a czym innym był głos płynący z serca, niż cichą wskazówką w kierunku tego, do czego zostaliśmy powołani?
- Mogę, ale... - zaczęła niepewnie, nie wiedząc, czy powinna to w ogóle mówić. - Wiesz, że to nie ludzie, a gwiazdy nad twoją głową spisały twój los? - Oświadczyła, wskazując palcem oraz oczyma w niebo. - Twój ojciec może chcieć jedno, ale jeśli czujesz, że jego wybory są wbrew tobie... One nie będą trwałe - mówiąc to, spojrzała na Scarlett z troską. Jakby naprawdę chciała dać jej dobrą radę. - Tradycja to tylko presja wywierana przez martwych przodków. Nie musisz się nią sugerować - skinęła głową, a następnie spojrzała w gwiazdy. Jakby chciała znaleźć w nich potwierdzenie swoich słów.
Nie wyszła z fazy gruntownego zdziwienia nawet wtedy, kiedy mówiła jej o swoim bracie. Nie do końca rozumiała, czemu w ogóle wspomina o nim, ani czemu kwestia jego wydania jest istotna. Próbowała nadążać, ale widać było po twarzy Greybackówny, że choć światło w jej oczach się tli, to w domu na pewno nikogo nie ma.
- Czemu chcesz nas zapoznawać? - Zapytała wreszcie, bo wysłuchawszy cały wywód Scarlett nadal nie znalazła tam odpowiedzi na męczące ją pytania. - Mam mu pomóc znaleźć dziewczynę? W sumie byłabyś już drugą osobą w tym tygodniu, którą przypadkowo spotykam w lesie i prosi mnie o przepowiednię na temat spraw sercowych swojego brata. - Zaśmiała się sama do siebie, bo nie mogła nie dostrzec komedii w tej zbieżności. - Gdybym dostawała knuta za każdym razem, gdy to miało miejsce, miałabym już dwa knuty. To nie dużo, ale dziwne, że zdarzyło się dwa razy - oznajmiła, nadal trzymając się własnego żartu. Czasem potrafiła samą siebie rozbawić, choć nie była pewna, czy Scarlett ten humor podziela.
- Twój tata przyprowadzi kandydata? - Zagaiła. - Myślałam, że aranżowane małżeństwa to już relikt przeszłości... - mruknęła, ale z każdym słowem jej głos się ściszał, bo doszła do wniosku, że może to przecież część jakiejś istotniej tradycji rodzinnej i zaraz tu kogoś urazi.
A potem Scarlett rozwinęła myśl i zmieniła prośbę dotyczącą tarota. Scylla wyraźnie się zasmuciła, słysząc, że małżeństwo z przymusu miałoby być dla niej równe śmierci. Nie mogła powiedzieć, że miała w życiu jakikolwiek wzór szczęśliwego związku, ale wychodziła z założenia, że w życiu człowiek nie powinien robić niczego wbrew sobie. Walka z przeznaczeniem była przecież daremna, a czym innym był głos płynący z serca, niż cichą wskazówką w kierunku tego, do czego zostaliśmy powołani?
- Mogę, ale... - zaczęła niepewnie, nie wiedząc, czy powinna to w ogóle mówić. - Wiesz, że to nie ludzie, a gwiazdy nad twoją głową spisały twój los? - Oświadczyła, wskazując palcem oraz oczyma w niebo. - Twój ojciec może chcieć jedno, ale jeśli czujesz, że jego wybory są wbrew tobie... One nie będą trwałe - mówiąc to, spojrzała na Scarlett z troską. Jakby naprawdę chciała dać jej dobrą radę. - Tradycja to tylko presja wywierana przez martwych przodków. Nie musisz się nią sugerować - skinęła głową, a następnie spojrzała w gwiazdy. Jakby chciała znaleźć w nich potwierdzenie swoich słów.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga