Ślepia zjaw w ilościach chorych śledziły uważnie tę dziwną, zwierzęcą pogoń, którą otwierał wilkołak, a zamykał malutki, tuptający małymi nóżkami skunks. Cóż za piękna zgraja. Szkoda, że okoliczności nie były tak piękne, bo gdyby natknęli się na jakiegoś fascynata przyrody, mogliby wywołać niemałą furorę.
Na razie, zjawy jedynie patrzyły, samym swoim spojrzeniem wywołując ciarki i sprawiając, że człowiek (albo zwierzak) czuł się osaczony, niemal molestowany, jakby tysiące dłoni nagle dotykało każdego miejsca na ciele. Było to cholernie nieprzyjemne uczucie i niedźwiedź warknął gdzieś w przestrzeń. Jakby miało to cokolwiek pomóc...
Niedźwiedź zapewne powinien zastanowić się przez tę sekundę i zrobić to samo, co zrobił przed chwilą wilkołak - czyli po prostu skoczyć. Owszem, wpatrywał się w biegnące przed nim zwierzę, ale nie skoczył. Wraz z kolejnym podrywem jedna łapa posłusznie uderzyła o ziemię, ale dryga natrafiła na coś, czego do tej pory tak nie było. A może było, tylko on tego nie zauważył? Pozbawione oparcia drugiej łapy ciało miśka padło ciężko na ziemię, powalone przed dziwną skorupę, która gdyby spojrzeć na nią z góry, dziwnym i niepokojącym przypadkiem wyglądała, jak leżący człowiek.
Misiek nie rozpłaszczył się, jak ciasto naleśnikowe na rozgrzanej patelni - mało elegancki uderzył najpierw głową, a potem cielskiem o ziemię, obijając sobie spód pyska. Czy powinien spodziewać się na szczęce siniaka następnego dnia? Leżąc tak chwilę, kłapną pyskiem i przesunął językiem po swoim uzębieniu. Hm... Wyglądało na to, że wszystkie kły były jeszcze na swoim miejscu.
W końcu, po krótkiej chwili, misiek raczył się w końcu podnieść, dość ociężale i co chwilę kręcąc głową. Jego wzrok padł w końcu na Faye, która w końcu przestała uciekać. Wchodząc za nią do Kniei, Nikolai nie bardzo myślał o tym, co właściwie powinien zrobić, jeśli uda mu się ją dogonić. Nie miał pomysłu również teraz, ale wyglądało na to, że z planem nie musiał się aż tak śpieszyć, bo wilczyca zaczęła układać się do snu. Dziwne to było miejsce na drzemkę.
Otaczał ich krąg. Krąg z kamieni, na których lśniły delikatnie dziwne symbole. I wyglądało na to, że tego kręgu zjawy nie mogły przekroczyć, nieważne, jak wiele z nich się zbliżało. Nie mogły przekroczyć magicznej linii, ale ta nie była w stanie uchronić animagów przed niemal paraliżującym strachem. Nikolai czuł kłujące wszystkie wnętrzności igiełki strachu, przywołujące najgorsze obrazy tych wspomnień, których wolał nigdy więcej nie wspominać.
Niedźwiedź stał przed zapadającym w sen wilkiem, łypiąc na zjawy i sapiąc groźnie. Wilkołak, niedźwiedź i skunks, którego Nikolai dopiero zauważył, byli bezpieczni, póki byli otoczeni kamieniami.
Byli bezpieczni... Ale na jak długo?