28.10.2024, 00:26 ✶
Scylla szła powoli, niemal zanurzona w szumie lasu. Wilgotne powietrze otulało ją, a każdy krok przynosił nowe dźwięki - dalekie pohukiwania sów, ciche trzaski gałązek, szelest liści poruszanych wiatrem. Zatrzymała się na moment, pozwalając sobie na chwilę zatracenia w tej atmosferze; coś w tej głuszy było niemal mistyczne, nieuchwytne, jak gdyby las był żywym, pulsującym organizmem, w pełni świadomym ich obecności. Odetchnęła głęboko, wciągając powietrze przesycone zapachem mchu i igliwia, a jej oczy na moment zaszły zamyśleniem, gdy śledziła przebłyski światła przebijające się przez korony drzew.
Była nieznacznie zmachana; nigdy nie mogła poszczycić się dobrą kondycją fizyczną, więc tak długa przeprawa przez nienaznaczoną ludzką stopą gęstwinę miała prawo ją zmęczyć. Niemniej nie wydawała się cierpieć - usłyszawszy pytanie Rowle'a uśmiechnęła się pomiędzy ciężkimi oddechami, wyraźnie zadowolona z wycieczki.
- Daję - oznajmiła, odgarniając niesforne kosmyki z czoła. - Nie mam innego wyboru - zażartowała, choć daleko od prawdy nie była. Zaszli za daleko, aby teraz się wycofać. Nie mogła przecież usiąść pośrodku niczego i oznajmić, że dalej nie idzie. To byłoby skrajnie nieodpowiedzialne.
Im dalej wchodzili, tym bardziej czuła obecność czegoś większego. Wiedziała, że centaury były blisko - wyczuwała to w narastającym napięciu, w niezwykle cichej obecności czegoś nieuchwytnego, która towarzyszyła im jak cień. Nie byli jednak wrogo nastawieni; w ich wrogości byłoby więcej szelestu i ruchu. Raczej obserwowali ich z dystansu, wyczuwając, czy stanowią zagrożenie.
- Myślę, że one już nas widzą - powiedziała cicho, przystając, by delikatnie dotknąć omszałej kory pobliskiego drzewa. Czuła, jak drży pod jej palcami, wibrując subtelnym, dawnym rytmem, który niepokoił i fascynował zarazem. - Swoją drogą, nie zapytałam wcześniej - zaczęła niepewnie, brzmiąc tak, jakby nie wiedziała, czy powinna o to pytać. - Czemu właściwie chcesz odnaleźć centaury? - Przechyliła głowę i spojrzała na Leviego badawczo. Powinna była już dawno poruszyć tę kwestię, ale dotychczas cel nie wydawał się istotny.
Była nieznacznie zmachana; nigdy nie mogła poszczycić się dobrą kondycją fizyczną, więc tak długa przeprawa przez nienaznaczoną ludzką stopą gęstwinę miała prawo ją zmęczyć. Niemniej nie wydawała się cierpieć - usłyszawszy pytanie Rowle'a uśmiechnęła się pomiędzy ciężkimi oddechami, wyraźnie zadowolona z wycieczki.
- Daję - oznajmiła, odgarniając niesforne kosmyki z czoła. - Nie mam innego wyboru - zażartowała, choć daleko od prawdy nie była. Zaszli za daleko, aby teraz się wycofać. Nie mogła przecież usiąść pośrodku niczego i oznajmić, że dalej nie idzie. To byłoby skrajnie nieodpowiedzialne.
Im dalej wchodzili, tym bardziej czuła obecność czegoś większego. Wiedziała, że centaury były blisko - wyczuwała to w narastającym napięciu, w niezwykle cichej obecności czegoś nieuchwytnego, która towarzyszyła im jak cień. Nie byli jednak wrogo nastawieni; w ich wrogości byłoby więcej szelestu i ruchu. Raczej obserwowali ich z dystansu, wyczuwając, czy stanowią zagrożenie.
- Myślę, że one już nas widzą - powiedziała cicho, przystając, by delikatnie dotknąć omszałej kory pobliskiego drzewa. Czuła, jak drży pod jej palcami, wibrując subtelnym, dawnym rytmem, który niepokoił i fascynował zarazem. - Swoją drogą, nie zapytałam wcześniej - zaczęła niepewnie, brzmiąc tak, jakby nie wiedziała, czy powinna o to pytać. - Czemu właściwie chcesz odnaleźć centaury? - Przechyliła głowę i spojrzała na Leviego badawczo. Powinna była już dawno poruszyć tę kwestię, ale dotychczas cel nie wydawał się istotny.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga