27.10.2024, 22:51 ✶
Przez te lata powinien się już pogodzić z tym, że Pandora zwykle miała swoje zdanie i swoje pomysły, które ze wspomnianym wcześniej uporem realizowała. Czasem delikatniej, czasem przypominając młot. Przeszli długą drogę i wiedziała, że może sobie pozwolić. Skoro nie zabił jej przez tyle lat, to musiał być przyzwyczajony. Uśmiechnęła się do własnych myśli, chociaż spojrzenie powędrowało w stronę elegancko ubranego blondyna o nieprzyzwoicie dobrych ramionach. Njala doskonale wiedziała, że deser nie będzie w formie słodkiej przekąski, chyba też dlatego w prowiancie tak skrupulatnie uszykowanym przez przyjaciółkę brakło szarlotki lub innej formy wypieku, którymi zwykle ich obdarowywała. Była naprawdę dobrą gospodynią, zawsze pamiętała o Pandorkowych dziwactwach.
Wiele zachowań i wiele męczących cech charakteru musiał w niej zaakceptować. I wiedząc, że nie było to dla niego wcale łatwe, była za to po prostu wdzięczna. Stanowili poniekąd przeciwieństwa, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jak żywiołowa była brunetka, a jak spokojny i nieśmiały był Hjalmar. Starała się go zbytnio nie napastować, ale trudno było nie kraść mu buziaków przy każdej okazji lub nie oplątywać mu szyi bądź talii ramionami, aby się przytulić. Zawsze była wylewna, czasem wręcz nachalnie. I doceniała każdy moment, który się pojawiał i mogła sobie wziąć, to co chciała i jak chciała. Owe mruknięcia lub przesuwanie palcami po jego karku wcale jej nie zawstydzało, przeciwnie.
- Nie, nie miałeś. Nawet gdybyś wyglądał jak pingwin, uwielbiam pingwiny i one się łaczą w pary na całe życie, więc to doskonały wybór. - wzruszyła ramionami, starając się nie roześmiać na widok Islandczyka w kostiumie pingwina, który dreptał przez zaśnieżony las, tańcząc jej teraz przed oczami. - Twoja niewinność wpędza mnie w wyrzuty sumienia i myślenie, że jestem naprawdę nieprzyzwoitą kobietą, wiesz?
Zapytała już poważniej, tym razem wzdychając teatralnie i opierając dłonie na biodrach, niechętnie się odsunęła. Deser będzie musiał zaczekać, zwłaszcza że przygotowana na dużym bukiecie warzyw zupa pachniała tak ładnie. Było dużo marchewki i liści pietruszki, jak lubiła, a dla niego — jak zawsze spora wkładka gotowanego mięsa. Wiedziała, że dla niej wywar gotowy był najpierw, bo Njala zawsze odlewała trochę takiego na samych warzywach, bez dodatku drobiu i innych mięs, które tylko wzmacniały jego smak i zdolności rozgrzewające.
Usiadła wygodnie, grzecznie — cóż, przynajmniej na razie i przyglądała się, jak krzątał się po izbie i przygotowywał jedzenie. Całe to leżenie sprawiło, że była faktycznie głodna. Istniała nadzieja, że rosół postawi ją na nogi na tyle, że będzie mogła później popracować.
- Pffff. - prychnęła w jego stronę z miną niezadowolonego kota, pozwalając sobie wywrócić oczami. Miała wyrzuty sumienia, że tyle czasu podróżowała i nie umiała odmawiać na kolejne zlecenia. - Staram się przyjmować więcej zleceń w okolicy Twojej pracy, żebym mogła, chociaż zajrzeć na kawę co kilka dni. Nie jest dobrze, jak widzę Cię raz na dwa tygodnie.
Przyznała nieco ciszej, krzywiąc się nieco, jednak gdy podał jej zupę, wyprostowała się, zgarniając na plecy włosy i uśmiechnęła promiennie, kiwając głową w podziękowaniu. Nie chciała psuć sobie całego wieczoru obwinianiem się o to. Nie, gdy jej przyszły deser tak się starał.
- Wygląda doskonale! - pochwaliła i jego i talerz z zupą, zerkając to na jedno, to na drugie. Poczekała aż i on usiądzie, żeby mogli zabrać się za jedzenie zupy razem. - Smacznego Niedźwiadku.
Zawsze ją rozczulał, gdy ją tak nazywał. I to otwarcie, nawet jeśli tylko, gdy byli we dwoje. Nic dziwnego, że rumieniec rozlał się po jej policzkach, pasując do noszonej przez nią sukienki.
-Hmm? - podniosła spojrzenie znad talerza, gdzie aktualnie łowiła kawałek marchewki i pietruszki, odgarniając na bok makaronowe nitki. Gdy się udało, zjadła zawartość łyżki, uśmiechając się z zadowoleniem pod nosem, gdy fala ciepła rozlała się po jej ciele. Naprawdę, kilka łyżek rosołu i człowiek czuł się znacznie lepiej.
- Jeśli ktoś ma być ze sobą - w sensie, mają być razem i się odnaleźć lub są sobie przeznaczeni, to obawiam się, że nie ma ucieczki. - zaczęła, przysuwając sobie krzesło nieco bliżej stołu, prostując nogi i znów grzebiąc łyżką w zupie, przeniosła spojrzenie na zawartość talerza.- Ludzie zakochują się w tajemniczy sposób. Ciesze się, że im się udało, chociaż tyle zajęło mu zrozumienie, że to, czego szukał, to cały czas było obok niego.
Przytaknęła, wędrując wzrokiem pomiędzy jedzeniem, a Hjalmarem, którego rosół pochłonął już na dobre. Oczywiście musiał odpowiednio go doprawić.
- Powinni pomyśleć nad drugim dzieckiem, Lisa byłaby zachwycona.
Wiele zachowań i wiele męczących cech charakteru musiał w niej zaakceptować. I wiedząc, że nie było to dla niego wcale łatwe, była za to po prostu wdzięczna. Stanowili poniekąd przeciwieństwa, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jak żywiołowa była brunetka, a jak spokojny i nieśmiały był Hjalmar. Starała się go zbytnio nie napastować, ale trudno było nie kraść mu buziaków przy każdej okazji lub nie oplątywać mu szyi bądź talii ramionami, aby się przytulić. Zawsze była wylewna, czasem wręcz nachalnie. I doceniała każdy moment, który się pojawiał i mogła sobie wziąć, to co chciała i jak chciała. Owe mruknięcia lub przesuwanie palcami po jego karku wcale jej nie zawstydzało, przeciwnie.
- Nie, nie miałeś. Nawet gdybyś wyglądał jak pingwin, uwielbiam pingwiny i one się łaczą w pary na całe życie, więc to doskonały wybór. - wzruszyła ramionami, starając się nie roześmiać na widok Islandczyka w kostiumie pingwina, który dreptał przez zaśnieżony las, tańcząc jej teraz przed oczami. - Twoja niewinność wpędza mnie w wyrzuty sumienia i myślenie, że jestem naprawdę nieprzyzwoitą kobietą, wiesz?
Zapytała już poważniej, tym razem wzdychając teatralnie i opierając dłonie na biodrach, niechętnie się odsunęła. Deser będzie musiał zaczekać, zwłaszcza że przygotowana na dużym bukiecie warzyw zupa pachniała tak ładnie. Było dużo marchewki i liści pietruszki, jak lubiła, a dla niego — jak zawsze spora wkładka gotowanego mięsa. Wiedziała, że dla niej wywar gotowy był najpierw, bo Njala zawsze odlewała trochę takiego na samych warzywach, bez dodatku drobiu i innych mięs, które tylko wzmacniały jego smak i zdolności rozgrzewające.
Usiadła wygodnie, grzecznie — cóż, przynajmniej na razie i przyglądała się, jak krzątał się po izbie i przygotowywał jedzenie. Całe to leżenie sprawiło, że była faktycznie głodna. Istniała nadzieja, że rosół postawi ją na nogi na tyle, że będzie mogła później popracować.
- Pffff. - prychnęła w jego stronę z miną niezadowolonego kota, pozwalając sobie wywrócić oczami. Miała wyrzuty sumienia, że tyle czasu podróżowała i nie umiała odmawiać na kolejne zlecenia. - Staram się przyjmować więcej zleceń w okolicy Twojej pracy, żebym mogła, chociaż zajrzeć na kawę co kilka dni. Nie jest dobrze, jak widzę Cię raz na dwa tygodnie.
Przyznała nieco ciszej, krzywiąc się nieco, jednak gdy podał jej zupę, wyprostowała się, zgarniając na plecy włosy i uśmiechnęła promiennie, kiwając głową w podziękowaniu. Nie chciała psuć sobie całego wieczoru obwinianiem się o to. Nie, gdy jej przyszły deser tak się starał.
- Wygląda doskonale! - pochwaliła i jego i talerz z zupą, zerkając to na jedno, to na drugie. Poczekała aż i on usiądzie, żeby mogli zabrać się za jedzenie zupy razem. - Smacznego Niedźwiadku.
Zawsze ją rozczulał, gdy ją tak nazywał. I to otwarcie, nawet jeśli tylko, gdy byli we dwoje. Nic dziwnego, że rumieniec rozlał się po jej policzkach, pasując do noszonej przez nią sukienki.
-Hmm? - podniosła spojrzenie znad talerza, gdzie aktualnie łowiła kawałek marchewki i pietruszki, odgarniając na bok makaronowe nitki. Gdy się udało, zjadła zawartość łyżki, uśmiechając się z zadowoleniem pod nosem, gdy fala ciepła rozlała się po jej ciele. Naprawdę, kilka łyżek rosołu i człowiek czuł się znacznie lepiej.
- Jeśli ktoś ma być ze sobą - w sensie, mają być razem i się odnaleźć lub są sobie przeznaczeni, to obawiam się, że nie ma ucieczki. - zaczęła, przysuwając sobie krzesło nieco bliżej stołu, prostując nogi i znów grzebiąc łyżką w zupie, przeniosła spojrzenie na zawartość talerza.- Ludzie zakochują się w tajemniczy sposób. Ciesze się, że im się udało, chociaż tyle zajęło mu zrozumienie, że to, czego szukał, to cały czas było obok niego.
Przytaknęła, wędrując wzrokiem pomiędzy jedzeniem, a Hjalmarem, którego rosół pochłonął już na dobre. Oczywiście musiał odpowiednio go doprawić.
- Powinni pomyśleć nad drugim dzieckiem, Lisa byłaby zachwycona.