26.10.2024, 19:49 ✶
Florence pochyliła się nad świecami, ale chociaż wybierała te, które zdawały się jej najlepszym wyborem – nie znała się może na ziołach, ale na świecach do klątwołamania już tak, szukała tych z bazylią, odpędzającą złe duchy (czy mogło to zadziałać na demona?), z szałwią i z ochronnym rozmarynem – przysłuchiwała się słowom zarówno Erika, jak i kapłanki.
– Moja propozycja jest taka. Jeżeli działa tutaj sieć Fiuu, pan Longbottom może posłać wiadomość do Biura Aurorów. Nie będziemy czekać na wsparcie, ale uważam, że Ministerstwo Magii powinno zostać powiadomione o sytuacji. – Czy to było mądre? Trudno powiedzieć. Problem z Florence polegał na tym, że była w takich sprawach osobą dość mocno trzymającą się procedur i litery prawa. Zaczęła je do pewnego stopnia naruszać, w dużej mierze pod wpływem Beltane i Patricka, ale w sytuacji takiej, jak ta, gdy nie była pewna, jak się to dalej potoczy, gdy widziała, jak wyglądała sytuacja mieszkańców wioski… ciężko było komuś takiemu jak ona nie myśleć o wezwaniu aurorów. Jej ojciec był kiedyś aurorem. Byli nimi jej bracia. Do tej pory może mieszkańcy nie mieli dowodów, ale teraz? – Skoro są tu osoby, które pomagały w pieczętowaniu Thorana ostatnio, i będą chętni ruszyć i tym razem, możemy w tym czasie je zabrać i ruszyć w tamtą stronę, jak sądzę pan Longbottom jest lepszym piechurem niż my i w razie potrzeby zdoła nas dogonić. Tu mam mapkę, a tu na tej siostry jest właściwy punkt, w miejscu tego X.
To nie tak, że Florence zupełnie nie miała kondycji fizycznej. Miała jej akurat dość, aby wytrzymać wyczerpujący dyżur w szpitalu. Ale zdecydowanie nie na tyle, aby komfortowo czuła się biegnąc przez las w stronę jaskiń.
– Zresztą myślę, że zawołanie tych osób zajmie nam akurat tyle czasu, co szybka rozmowa. Jestem absolutnie przeciwna zabieraniu kogokolwiek innego. Nie posyła się na demony sklepikarzy czy rolników, nieważne, jak zdeterminowanych. Mamy tutaj kapłankę, ja jestem klątwołamaczką, pan Brygadzistą, ale gdyby ktoś tutaj był wyszkolony do takich wypadków, jak sądzę podjąłby działania wcześniej – dodała jeszcze, a w jej głos wkradła się pewna oschłość. Mogła wydawać się bezlitosna, bywała złośliwa, pewne pryncypia miała jednak mocno zakodowane. I to one pchały ją ostatecznie za kapłanką do tej jaskini, choć nie proponowała wcześniej Geraldine pomocy, pewna, że będzie tylko zawadzać. – Czy ktoś ma inne sugestie?
Jeżeli szło o nią, po tym jak wybrała kilka świec, które uznała za najlepsze, była gotowa ruszać.
– Moja propozycja jest taka. Jeżeli działa tutaj sieć Fiuu, pan Longbottom może posłać wiadomość do Biura Aurorów. Nie będziemy czekać na wsparcie, ale uważam, że Ministerstwo Magii powinno zostać powiadomione o sytuacji. – Czy to było mądre? Trudno powiedzieć. Problem z Florence polegał na tym, że była w takich sprawach osobą dość mocno trzymającą się procedur i litery prawa. Zaczęła je do pewnego stopnia naruszać, w dużej mierze pod wpływem Beltane i Patricka, ale w sytuacji takiej, jak ta, gdy nie była pewna, jak się to dalej potoczy, gdy widziała, jak wyglądała sytuacja mieszkańców wioski… ciężko było komuś takiemu jak ona nie myśleć o wezwaniu aurorów. Jej ojciec był kiedyś aurorem. Byli nimi jej bracia. Do tej pory może mieszkańcy nie mieli dowodów, ale teraz? – Skoro są tu osoby, które pomagały w pieczętowaniu Thorana ostatnio, i będą chętni ruszyć i tym razem, możemy w tym czasie je zabrać i ruszyć w tamtą stronę, jak sądzę pan Longbottom jest lepszym piechurem niż my i w razie potrzeby zdoła nas dogonić. Tu mam mapkę, a tu na tej siostry jest właściwy punkt, w miejscu tego X.
To nie tak, że Florence zupełnie nie miała kondycji fizycznej. Miała jej akurat dość, aby wytrzymać wyczerpujący dyżur w szpitalu. Ale zdecydowanie nie na tyle, aby komfortowo czuła się biegnąc przez las w stronę jaskiń.
– Zresztą myślę, że zawołanie tych osób zajmie nam akurat tyle czasu, co szybka rozmowa. Jestem absolutnie przeciwna zabieraniu kogokolwiek innego. Nie posyła się na demony sklepikarzy czy rolników, nieważne, jak zdeterminowanych. Mamy tutaj kapłankę, ja jestem klątwołamaczką, pan Brygadzistą, ale gdyby ktoś tutaj był wyszkolony do takich wypadków, jak sądzę podjąłby działania wcześniej – dodała jeszcze, a w jej głos wkradła się pewna oschłość. Mogła wydawać się bezlitosna, bywała złośliwa, pewne pryncypia miała jednak mocno zakodowane. I to one pchały ją ostatecznie za kapłanką do tej jaskini, choć nie proponowała wcześniej Geraldine pomocy, pewna, że będzie tylko zawadzać. – Czy ktoś ma inne sugestie?
Jeżeli szło o nią, po tym jak wybrała kilka świec, które uznała za najlepsze, była gotowa ruszać.