26.10.2024, 16:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2024, 18:50 przez Thomas Figg.
Powód edycji: Zgoda MG <3
)
Biegł korytarzem ile sił w nogach, nigdy jeszcze nie czuł takiej motywacji do wysiłku fizycznego jak teraz. Nie wiedział ile czasu minęło, nie zwracał uwagi na to jak bardzo bolą go nogi od tego pędu. Po prostu musiał biec, musiał wytrzymać i zdążyć. Nie mógł sobie pozwolić, na to żeby zawieść.
Syknął czują swędzenie jakby wszystkie komary z okolicy skupiły się na jego czole, ale nie mógł się drapać, przecież pozbyłby się runy. Choć ręce już praktycznie do czoła podnosił ,żeby zacząć je drapać jak wściekły. Nie mógł. Musiał zająć czymś innym myśli. O czym zapomniał? Dlaczego nagle nawidziło go poczucie jakby czegoś mu zabrakło, a powinien mieć przy sobie. Jego wzrok spoczął na postaci leżącej na ziemi. Poczuł jak zamiera mu serce. Nie, to nie mogła być ona, to nie działo się naprawdę. Dlaczego do cholery ona się tu znalazła? Przyleciała za nimi? Nie zauważył jej wcześniej?
- Millie, nie! - dopadł do niej opadając na kolana i sprawdzając czy jeszcze żyje. Żyła, ale ta krew, w co ona się układała? Nie było czasu, choć czuł, że serce rozsypuje mu się na miliony kawałeczków i zapada w przepaść. - Nie, nie nie, nie nie... Nie rób tego, kurwa, obudź się - powtarzał w amoku próbując ocenić jak bardzo jest ranna, musiał jej pomóc, musiał.
Znowu zawiodłeś, jej już nie pomożesz, to twoja wina, przyszła tu za tobą i teraz umiera
- ZAMKNIJ KURWA SIĘ - wiedział, że wydzieranie się na głos we własnej głowie nie ma sensu, ale potrzebował choć tego małego upustu emocji. - Millie obudź się - jęknął ściśniętym głosem. Przycisnął ja do siebie, gdyby tylko znał jakieś kurwa użyteczne czary i potrafił leczyć, to nie kurwa zawsze te klątwy i pieczęci i co mu z tego teraz? Miał nadzieję, że zaraz wpadnie za nim reszta ekipy, że Ambroise zajmie się nią i ją uleczy. Ale teraz zdał sobie sprawę, że jest sam, że zapuścił się tutaj bez nikogo. Kurwa!
- AMBROISE, TUTAJ! SZYBKO! - krzyknął w stronę korytarza z którego wyszedł. nic więcej nie mógł zrobić, musiał działać.
Zaczął ją oglądać, musiał zatamować krwawienie, zanim zacznie robić cokolwiek, uratować ją, zatrzymać upływ krwi. Nie mógł pozwolić jej odejść, nie jej, ona MUSIAŁA żyć. Skąd wypływała ta krew, musiał to zatamować choćby własną koszulą, nie mógł pozwolić jej umrzeć, tu w jakiejś jaskini zapomnianej przez ludzi i czas. Nie mógł pozwolić jej umrzeć w ogóle. Plan był prosty i zarazem kurewsko trudny, zatamować krwawienie i przelać w nią swoje siły witalne zaklęciem. Ścisnął mocniej różdżkę skupiając się na zaklęciu, nie mógł zawieść, musiało mu się udać, choć wraz z nią krwawiło mu serce to nie poddawał się, łapał się każdego, nawet najmroczniejszego sposobu, aby ocalić Millie, tylko to się teraz liczyło “uratowanie jej”, reszta świata mogła płonąć nie dbał o to teraz.
Wiedza o świecie: ◉◉◉○○ + Pieczętowanie - rozpoznanie runy
Dodatkowy rzut
Nekromancja: ◉○○○○, Spaczenie I - Enerwate
Syknął czują swędzenie jakby wszystkie komary z okolicy skupiły się na jego czole, ale nie mógł się drapać, przecież pozbyłby się runy. Choć ręce już praktycznie do czoła podnosił ,żeby zacząć je drapać jak wściekły. Nie mógł. Musiał zająć czymś innym myśli. O czym zapomniał? Dlaczego nagle nawidziło go poczucie jakby czegoś mu zabrakło, a powinien mieć przy sobie. Jego wzrok spoczął na postaci leżącej na ziemi. Poczuł jak zamiera mu serce. Nie, to nie mogła być ona, to nie działo się naprawdę. Dlaczego do cholery ona się tu znalazła? Przyleciała za nimi? Nie zauważył jej wcześniej?
- Millie, nie! - dopadł do niej opadając na kolana i sprawdzając czy jeszcze żyje. Żyła, ale ta krew, w co ona się układała? Nie było czasu, choć czuł, że serce rozsypuje mu się na miliony kawałeczków i zapada w przepaść. - Nie, nie nie, nie nie... Nie rób tego, kurwa, obudź się - powtarzał w amoku próbując ocenić jak bardzo jest ranna, musiał jej pomóc, musiał.
Znowu zawiodłeś, jej już nie pomożesz, to twoja wina, przyszła tu za tobą i teraz umiera
- ZAMKNIJ KURWA SIĘ - wiedział, że wydzieranie się na głos we własnej głowie nie ma sensu, ale potrzebował choć tego małego upustu emocji. - Millie obudź się - jęknął ściśniętym głosem. Przycisnął ja do siebie, gdyby tylko znał jakieś kurwa użyteczne czary i potrafił leczyć, to nie kurwa zawsze te klątwy i pieczęci i co mu z tego teraz? Miał nadzieję, że zaraz wpadnie za nim reszta ekipy, że Ambroise zajmie się nią i ją uleczy. Ale teraz zdał sobie sprawę, że jest sam, że zapuścił się tutaj bez nikogo. Kurwa!
- AMBROISE, TUTAJ! SZYBKO! - krzyknął w stronę korytarza z którego wyszedł. nic więcej nie mógł zrobić, musiał działać.
Zaczął ją oglądać, musiał zatamować krwawienie, zanim zacznie robić cokolwiek, uratować ją, zatrzymać upływ krwi. Nie mógł pozwolić jej odejść, nie jej, ona MUSIAŁA żyć. Skąd wypływała ta krew, musiał to zatamować choćby własną koszulą, nie mógł pozwolić jej umrzeć, tu w jakiejś jaskini zapomnianej przez ludzi i czas. Nie mógł pozwolić jej umrzeć w ogóle. Plan był prosty i zarazem kurewsko trudny, zatamować krwawienie i przelać w nią swoje siły witalne zaklęciem. Ścisnął mocniej różdżkę skupiając się na zaklęciu, nie mógł zawieść, musiało mu się udać, choć wraz z nią krwawiło mu serce to nie poddawał się, łapał się każdego, nawet najmroczniejszego sposobu, aby ocalić Millie, tylko to się teraz liczyło “uratowanie jej”, reszta świata mogła płonąć nie dbał o to teraz.
Wiedza o świecie: ◉◉◉○○ + Pieczętowanie - rozpoznanie runy
Rzut Z 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Dodatkowy rzut
Rzut 1d100 - 82
Nekromancja: ◉○○○○, Spaczenie I - Enerwate
Rzut O 1d100 - 4
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut O 1d100 - 29
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Obudź się