26.10.2024, 15:31 ✶
Scylla zadała pytanie, którego Peregrinus bał się wypowiadać głośno. Co jeśli martwi krążyli wśród żywych? Przede wszystkim… wiedzieliby już o tym, prawda? Ktoś by zauważył? Istniały naturalnie żywo-martwe wynaturzenia, jak ghoule, duchy czy nieumarli, z którymi to Trelawney miał bardzo bliską styczność niecały tydzień temu. Lecz byty wyciekłe z Limbo? To byłoby coś innego. Coś… obrzydliwego w samej swojej idei.
Jego ciekawość nie była tak dziecięco obojętna jak ta Greyback. Odpowiednim słowem byłoby zapewne zaniepokojenie. Nie był może zalękniony, lecz fakt, że rzeczy, które widział w Limbo, mogłyby istnieć po tej stronie rzeczywistości, wprawiał go mimo wszystko w pewien, hm, dyskomfort psychiczny.
— Nawet gdyby Lyssa mogła czegoś takiego dokonać, nie ma takiej opcji, aby przyszła tutaj i dotykała czegokolwiek, w szczególności drzewa — odpowiedział może nieco zbyt ostro, wyrwany ze swoich wewnętrznych rozważań. Jego ręka odruchowo sięgnęła torby, jakby chciał się upewnić, że to on i tylko on ma dostęp do dokumentów upoważniających do wstępu. — Możemy podsunąć komuś ten pomysł, jeśli jeszcze tego nie próbowano — kontynuował już bardziej zrównoważonym tonem — ale niech to robi kto inny.
Liczył, że to zamknie dyskusję. Pomysł widmowidzenia czegoś, co mogło pochodzić z Matka jedna wie jakiego źródła, bardzo, ale to bardzo mu się nie podobał. Nie trzeba było eksperta, aby wiedzieć, że igranie z energiami uwolnionymi na Polanie było niebezpieczne. Poza tym wciąż świeże w głowie wróżbity były obrazy Millie w Lecznicy Dusz. Nie zamierzał sprowadzać w to miejsce córki Vakela na jakiekolwiek eksperymenty, wolne żarty.
Potencjalne drążenie tematu szczęśliwie ucięło nawoływanie starca. Peregrinus nie od razu ruszył w jego stronę; zaczął od czujnego przyjrzenia się nieznajomemu czarodziejowi. Po głowie krążyła mu irracjonalna myśl, że nie będą za taśmami mile widziani przez innych ekspertów. Pozbawiony znajomej osłony w postaci bezpiecznego cienia wyniosłego Dolohova, który nosił się tak, jakby wszędzie był mile widziany, a wręcz pożądany, Trelawney czuł się po trosze jak intruz. Dopiero więc gdy uspokoił swoje wątpliwości i przekonał się, że nie, stary wcale nie jest do nich wrogo nastawiony, podążył za Scyllą.
Właściwie sytuacja widać rozwinęła się wprost przeciwnie do jego obaw: rozmowa okazała się na tyle zajmująca, że stracił towarzyszkę z oczu i przez dłuższą chwilę nawet nie zauważył, że nie ma jej u jego boku.
!Peregrinus
Jego ciekawość nie była tak dziecięco obojętna jak ta Greyback. Odpowiednim słowem byłoby zapewne zaniepokojenie. Nie był może zalękniony, lecz fakt, że rzeczy, które widział w Limbo, mogłyby istnieć po tej stronie rzeczywistości, wprawiał go mimo wszystko w pewien, hm, dyskomfort psychiczny.
— Nawet gdyby Lyssa mogła czegoś takiego dokonać, nie ma takiej opcji, aby przyszła tutaj i dotykała czegokolwiek, w szczególności drzewa — odpowiedział może nieco zbyt ostro, wyrwany ze swoich wewnętrznych rozważań. Jego ręka odruchowo sięgnęła torby, jakby chciał się upewnić, że to on i tylko on ma dostęp do dokumentów upoważniających do wstępu. — Możemy podsunąć komuś ten pomysł, jeśli jeszcze tego nie próbowano — kontynuował już bardziej zrównoważonym tonem — ale niech to robi kto inny.
Liczył, że to zamknie dyskusję. Pomysł widmowidzenia czegoś, co mogło pochodzić z Matka jedna wie jakiego źródła, bardzo, ale to bardzo mu się nie podobał. Nie trzeba było eksperta, aby wiedzieć, że igranie z energiami uwolnionymi na Polanie było niebezpieczne. Poza tym wciąż świeże w głowie wróżbity były obrazy Millie w Lecznicy Dusz. Nie zamierzał sprowadzać w to miejsce córki Vakela na jakiekolwiek eksperymenty, wolne żarty.
Potencjalne drążenie tematu szczęśliwie ucięło nawoływanie starca. Peregrinus nie od razu ruszył w jego stronę; zaczął od czujnego przyjrzenia się nieznajomemu czarodziejowi. Po głowie krążyła mu irracjonalna myśl, że nie będą za taśmami mile widziani przez innych ekspertów. Pozbawiony znajomej osłony w postaci bezpiecznego cienia wyniosłego Dolohova, który nosił się tak, jakby wszędzie był mile widziany, a wręcz pożądany, Trelawney czuł się po trosze jak intruz. Dopiero więc gdy uspokoił swoje wątpliwości i przekonał się, że nie, stary wcale nie jest do nich wrogo nastawiony, podążył za Scyllą.
Właściwie sytuacja widać rozwinęła się wprost przeciwnie do jego obaw: rozmowa okazała się na tyle zajmująca, że stracił towarzyszkę z oczu i przez dłuższą chwilę nawet nie zauważył, że nie ma jej u jego boku.
!Peregrinus
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie