24.10.2024, 22:04 ✶
Zmarszczyła czoło na jawne kłamstwo Anthony’ego. Miała ochotę obruszyć się straszliwie, trzepnąć go w ramię i możliwie jeszcze raz poszukać wzrokiem licytowanych obrazów. Nie mogło być przecież aż tak źle, prawda?
— Bredzisz mi już tutaj całkowicie od reszty — ucięła kwaśno, szczypiąc go delikatnie w zagłębienie łokcia. Nie przedarła się co prawda przez warstwę materiału, ale gest pozostał i dzięki niemu wyraziła sobie narastające niezadowolone.
Co za tupet. Przychodzić tutaj z nią i jeszcze obrażać rzeczy, które chciała powiesić w swojej pracowni. No, co prawda miała też zamiar podarować jeden z nich Shafiqowi, aby znalazł dla niego gdzieś miejsce w tej swojej wyszukanej, antycznej rezydencji, ale teraz chyba straciła ochotę. Wymamrotała zatem coś jeszcze pod nosem, co brzmiało jak nazywanie czarodzieja bezguściem, a także możliwie pięknookim szachrajem. Zaraz potem zaczęła się licytacja.
Światła uwięzione w kryształowych żyrandolach i barwionych lampionach przygaszono tak, aby widownia skryła się w przyjemnym cieniu, a cała uwaga publiczności mogła skupić się na aukcjonerze. Facet właśnie wtaczał się powoli na scenę, a przelewające się od niezdrowego podniecenia szepty wzniosły się na chwilę pośród innych gości.
Tessa przerzuciła tabliczkę parę razy w dłoni, wyciągając szyję tak, by zobaczyć, co właśnie stawiano na scenie. Dwójka innych mężczyzn wtoczyła na zmurszałe deski podium stary, podniszczony kabinet. Wykonany z dębowego drewna, ale rzeźbiony orzechem i inkrustowany porcelaną. Nic ciekawego. Longbottom postanowiła zatem pozaczepiać trochę Anthony’ego, a przynajmniej dopóki nie pojawią się inne, ciekawsze znaleziska.
Spojrzała na niego z ukosa, lustrując tymi swoimi orzechowymi oczami nieprzeniknioną maskę partnera i choć doskonale wiedziała, że nie powinna drążyć tego szybu, tak słowa same ukształtowały się w jej ustach.
— Przepraszam — umilkła na chwilę, bo przerwało jej stukanie młotka. Sprzedane. Powróciła spojrzeniem do Shafiqa. — wiem, że nie powinnam, ale nie daje mi to spokoju. Czyje oczy zaklęto w tych topazach? Jestem też świadoma, że nie po to tu jesteśmy, ale, kochany, pozwól choć na chwilę odjąć ciężaru z twoich barków. Licytacje to nie wszystko. Pamiętaj, że w razie potrzeby możesz po prostu zawitać do mnie, do Doliny, żeby odpocząć. Razem ze mną co prawda, ale myślę, że dalibyśmy radę. Lekka odskocznia od burżujskiego rozbijania się po większych miastach.
W czasie, gdy Tessa szeptała mu na ucho swój monolog, gdy owijała mu policzek oddechem i muskała nos perfumami, aukcjoner wyciągnął na podest malutką skrzyneczkę obitą atłasem, a w środku wdzięcznie leżały dwa kamienie. O wilku mowa.
Ceny od razu zostały podbijane, machano tabliczkami jak uczniowie rękoma, gdy profesor zadał proste pytanie na Historii Magii, a za które można było zdobyć kilka dodatkowych punktów do domu. Pięćset franków francuskich, osiemset, tysiąc sto—
— Trzy tysiące — powiedziała głośno Tessa, unosząc numerek do góry, ale wzroku nie odwróciła. Patrzyła cały czas na przyjaciela. Szepnęła potem tylko raz ostatni: Pamiętaj o tym, kochany. Chętnie wyjmę kilka drzazg z twojego serca, nie przejmując się ilością krwi, jaka przy okazji zaleje mi dywan.
Po raz pierwszy.
Po raz drugi.
Trzeci.
Sprzedane.
— Bredzisz mi już tutaj całkowicie od reszty — ucięła kwaśno, szczypiąc go delikatnie w zagłębienie łokcia. Nie przedarła się co prawda przez warstwę materiału, ale gest pozostał i dzięki niemu wyraziła sobie narastające niezadowolone.
Co za tupet. Przychodzić tutaj z nią i jeszcze obrażać rzeczy, które chciała powiesić w swojej pracowni. No, co prawda miała też zamiar podarować jeden z nich Shafiqowi, aby znalazł dla niego gdzieś miejsce w tej swojej wyszukanej, antycznej rezydencji, ale teraz chyba straciła ochotę. Wymamrotała zatem coś jeszcze pod nosem, co brzmiało jak nazywanie czarodzieja bezguściem, a także możliwie pięknookim szachrajem. Zaraz potem zaczęła się licytacja.
Światła uwięzione w kryształowych żyrandolach i barwionych lampionach przygaszono tak, aby widownia skryła się w przyjemnym cieniu, a cała uwaga publiczności mogła skupić się na aukcjonerze. Facet właśnie wtaczał się powoli na scenę, a przelewające się od niezdrowego podniecenia szepty wzniosły się na chwilę pośród innych gości.
Tessa przerzuciła tabliczkę parę razy w dłoni, wyciągając szyję tak, by zobaczyć, co właśnie stawiano na scenie. Dwójka innych mężczyzn wtoczyła na zmurszałe deski podium stary, podniszczony kabinet. Wykonany z dębowego drewna, ale rzeźbiony orzechem i inkrustowany porcelaną. Nic ciekawego. Longbottom postanowiła zatem pozaczepiać trochę Anthony’ego, a przynajmniej dopóki nie pojawią się inne, ciekawsze znaleziska.
Spojrzała na niego z ukosa, lustrując tymi swoimi orzechowymi oczami nieprzeniknioną maskę partnera i choć doskonale wiedziała, że nie powinna drążyć tego szybu, tak słowa same ukształtowały się w jej ustach.
— Przepraszam — umilkła na chwilę, bo przerwało jej stukanie młotka. Sprzedane. Powróciła spojrzeniem do Shafiqa. — wiem, że nie powinnam, ale nie daje mi to spokoju. Czyje oczy zaklęto w tych topazach? Jestem też świadoma, że nie po to tu jesteśmy, ale, kochany, pozwól choć na chwilę odjąć ciężaru z twoich barków. Licytacje to nie wszystko. Pamiętaj, że w razie potrzeby możesz po prostu zawitać do mnie, do Doliny, żeby odpocząć. Razem ze mną co prawda, ale myślę, że dalibyśmy radę. Lekka odskocznia od burżujskiego rozbijania się po większych miastach.
W czasie, gdy Tessa szeptała mu na ucho swój monolog, gdy owijała mu policzek oddechem i muskała nos perfumami, aukcjoner wyciągnął na podest malutką skrzyneczkę obitą atłasem, a w środku wdzięcznie leżały dwa kamienie. O wilku mowa.
Ceny od razu zostały podbijane, machano tabliczkami jak uczniowie rękoma, gdy profesor zadał proste pytanie na Historii Magii, a za które można było zdobyć kilka dodatkowych punktów do domu. Pięćset franków francuskich, osiemset, tysiąc sto—
— Trzy tysiące — powiedziała głośno Tessa, unosząc numerek do góry, ale wzroku nie odwróciła. Patrzyła cały czas na przyjaciela. Szepnęła potem tylko raz ostatni: Pamiętaj o tym, kochany. Chętnie wyjmę kilka drzazg z twojego serca, nie przejmując się ilością krwi, jaka przy okazji zaleje mi dywan.
Po raz pierwszy.
Po raz drugi.
Trzeci.
Sprzedane.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you